Staszak zapewnił, że Olewnik i jego pełnomocnik mogą się zapoznawać ze wszystkimi materiałami śledztwa - także tymi tajnymi - ale zgodnie z prawem nie można ich wynosić poza kancelarię tajną. Gdyby nawet zdjęto z takich akt klauzule, można je upubliczniać jedynie za zgodą prokuratora.

W liście do Staszaka ojciec porwanego i zamordowanego Krzysztofa Olewnika wyraził obawę, że nie dojdzie do ostatecznego wyjaśnienia wszystkich okoliczności zbrodni. List był odpowiedzią na wystąpienie prokuratora Staszaka w poniedziałkowym programie "Teraz My" w TVN i TVN24 na temat przebiegu postępowania przygotowawczego, prowadzonego przez Wydział II Prokuratury Krajowej w Gdańsku.

Olewnik podkreślił, że nie jest prawdą stwierdzenie Staszaka, że na potrzeby tego postępowania odtajniony został materiał operacyjny. Zarzucił też Staszakowi arogancję.

"(...) Moja wiara co do rzeczywistego zaangażowania pana prokuratora we wszechstronne wyjaśnienie sprawy legła w gruzach. Mam nieodparte wrażenie, że po wystąpieniu pana prokuratora, ja jako ofiara przestępstwa wraz z moją rodziną znowu stoimy po przeciwnej stronie" - napisał Olewnik.

"Badamy dalsze okoliczności, nieprawidłowości w tych postępowaniach. Robimy wszystko, by wyjaśnić każdą wątpliwość. Śledztwo jest skomplikowane"

Przypomniał, że w okresie przetrzymywania jego syna Krzysztofa przez porywaczy, czyli od 2001 do 2003 r., Staszak był wiceministrem sprawiedliwości i znał przebieg śledztwa w tej sprawie.

"Intencją moją było i jest, aby materiały operacyjne po ich odtajnieniu, a nie tylko udostępnieniu, stały się integralną i dowodową częścią śledztwa w sprawie zaniedbań i błędów śledczych, a niewykluczone - udziału osób z organów ścigania. Ja po zapoznaniu się z tymi materiałami, stwierdzam z całą powagą, że mój syn mógł żyć, gdyby nie błędy i zaniedbania w śledztwie oraz celowe ukrywanie dowodów" - podkreślił Olewnik.

Pytany o to w środę Staszak podkreślił, że sądy osądziły już 10 sprawców porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika i pozostają oni za kratami z długoletnimi wyrokami. "Badamy dalsze okoliczności, nieprawidłowości w tych postępowaniach. Robimy wszystko, by wyjaśnić każdą wątpliwość. Śledztwo jest skomplikowane" - powiedział PAP. Dodał, że nie dotarł do niego jeszcze list otwarty Olewnika.

Staszak zaprzeczył by w latach 2001-03, gdy był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, miał jakąkolwiek wiedzę o sprawie. "Nie miałem wtedy nic wspólnego z pionem prokuratury. Nadzorowałem pion legislacyjny i inne" - dodał.

Prokurator krajowy uważa, że występując w programie telewizyjnym w niczym nie uchybił godności Olewnika. "Rodzina Krzysztofa Olewnika i jej pełnomocnicy mają pełne prawo zapoznać się z wszystkimi aktami sprawy - także materiałami z klauzulami tajności. Podejrzewam, że chcieliby oni móc dysponować tymi materiałami także poza kancelarią tajną, co jednak jest niemożliwe z prawnego punktu widzenia" - powiedział.

31 marca płocki Sąd Okręgowy skazał 10 oskarżonych o uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika na kary od 1 roku w zawieszeniu na 3 lata do dożywocia

Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w październiku 2001 r. Wkrótce sprawcy zażądali okupu. Kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. okup - 300 tys. euro - przekazano porywaczom. Jednak uprowadzony nie został uwolniony. Miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy Krzysztof Olewnik został zamordowany. Ciało ofiary, torturowanej przed śmiercią, znaleziono dopiero po pięciu latach od porwania i trzech od zabójstwa, w lesie w okolicach Różana nad Narwią.

31 marca płocki Sąd Okręgowy skazał 10 oskarżonych o uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika na kary od 1 roku w zawieszeniu na 3 lata do dożywocia. Jednego z oskarżonych sąd wtedy uniewinnił. Na kary dożywocia skazano Sławomira Kościuka i Roberta Pazika. Wobec Pazika sąd zdecydował, iż będzie mógł on ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 30 latach. Wyrok nie jest prawomocny.

Dwóch sprawców porwania i zabójstwa Olewnika popełniło samobójstwo. W olsztyńskim areszcie w czerwcu ub. roku w celi powiesił się Wojciech F., któremu prokuratura miała postawić zarzut sprawstwa kierowniczego zbrodni, a po ogłoszeniu wyroku przez płocki sąd, na początku kwietnia, w podobny sposób w płockim zakładzie karnym popełnił samobójstwo Kościuk.