Dodała, że teraz Monika W. ma siedem dni, aby od tej decyzji się odwołać. "Dopiero po uprawomocnieniu się decyzji będzie można szukać dla chłopca rodziny zastępczej" - powiedziała.

Na początku listopada, w szpitalu im. Rydygiera w Łodzi, 35-letnia ciężarna kobieta, matka trójki dzieci, zgłaszając się do lekarza w celu wyrobienia karty ciążowej, podała dane swojej o rok starszej koleżanki. To samo robiła podczas kolejnych wizyt lekarskich, a także w szpitalu. W obu przypadkach posługiwała się dowodem osobistym bądź legitymacją rencisty swojej koleżanki.

Sprawa wyszła na jaw, bo lekarze ze szpitala nabrali wątpliwości co do tożsamości matki. Stwierdzono, że to kolejny poród kobiety, a rzekoma matka miała rodzić po raz pierwszy. Nie miała także przy sobie dokumentów ze zdjęciem.

Okazało się, że kobiety umówiły się na początku ciąży, że biologiczna matka będzie podawać się za koleżankę, do której miało trafić dziecko. 35-latka nie chciała podjąć się wychowywania kolejnego dziecka i - jak wyjaśniała - kierowała się jego dobrem.

Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa Łódź-Śródmieście. Obie kobiety usłyszały już zarzuty wyłudzenia poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej związanej z przebiegiem ciąży i porodem. Poza tym Monika W. usłyszała zarzut posługiwanie się dokumentami tożsamości innej osoby. Kobietom, które są niepełnosprawne, grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

Jak powiedział w środę PAP rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania, obie podejrzane chcą dobrowolnie poddać się karze. Wcześniej prokuratura chce, aby kobiety zostały przebadane pod względem poczytalności.

O odebraniu kobiecie praw rodzicielskich napisał w środę dziennik "Polska. The Times" .