Dwie poprawki przyjęte przez Sejm mają redakcyjny charakter.

Zgodnie z ustawą 21 nieruchomości zabudowanych cerkwiami, które są używane przez prawosławnych staną się formalnie własnością Kościoła prawosławnego. Jedna nieruchomość (położona w Bielance), gdzie znajduje się cerkiew p.w. Opieki Najświętszej Marii Panny, która była własnością Skarbu Państwa, przejdzie na własność Kościoła greckokatolickiego (bizantyjsko-ukraińskiego).

Za przekazanie części świątyń wojewodowie mają zapłacić odszkodowania Kościołowi greckokatolickiemu (i za tę jedną świątynię - prawosławnemu). Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji będzie to 760 tys. zł.

Sprawa nieuregulowania kwestii własnościowych nieruchomości, które są używane przez Kościół prawosławny, wiąże się z ustawą o stosunku państwa polskiego do Kościoła Prawosławnego z 1991 r.

Wtedy to parlament zdecydował o przejęciu na własność używanych przez prawosławnych nieruchomości, jeśli znajdowały się na nich cmentarze grzebalne lub obiekty sakralne, ale od zasady tej wprowadzono wyjątek: wykluczono z niej 24 byłe świątynie greckokatolickie na Podkarpaciu, które przeszły na własność państwa na podstawie dekretu z 5 września 1947 r. (o przejęciu przez państwo mienia po przesiedlonych do ZSRR), a były własnością diecezji, parafii, klasztorów lub innych instytucji greckokatolickich (unickich) Diecezji Przemyskiej obrządku greckokatolickiego i Administracji Apostolskiej Łemkowszczyzny.

Stan prawny tych obiektów miał być uregulowany odrębną ustawą, która jednak nigdy nie powstała.

W 2003 r. przedstawiciele Kościoła prawosławnego wnieśli skargę przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, zarzucając jej złamanie Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

W maju 2008 r. rozpoczęły się rozmowy między Kościołami prawosławnym, greckokatolickim i polskim rządem ws. uregulowania stanu prawnego tych nieruchomości. Ustawa ma ostatecznie zakończyć problem. Z ustawy wyłączono nieruchomości, w których sprawie toczą się postępowania sądowe, i - zaznaczają przedstawiciele MSWiA - nie wiadomo, do kogo należą.