"Odpolitycznienie Instytutu Pamięci Narodowej jest dzisiaj jednym z największych oczekiwań społecznych. Trzeba naprawić tę źle kierowaną przez prezesa Janusza Kurtykę instytucję. Chcemy przywrócić IPN charakter ważnej instytucji narodowej, która ma z jednej strony zbierać ślady patriotycznych walk i zrywów Polaków, po drugie chcemy wykazać prześladowania obywateli, których dokonywało państwo komunistyczne. Ale chcemy, aby było to robione w sposób merytoryczny i odbywało się szybciej" - mówił na czwartkowej konferencji prasowej wiceszef klubu PO Rafał Grupiński.

Propozycje Platformy przewidują m.in. powołanie 9-osobowej Rady (na sześcioletnią kadencję), która ma zastąpić kolegium IPN - 11-osobowy zespół doradczo-kontrolny prezesa IPN.

Rada Instytutu ma zostać wyposażona w większe kompetencje - będzie ustalała priorytetowe tematy badawcze i rekomendowała kierunki działalności IPN. Platforma zapisała w projekcie wysokie wymagania dla kandydatów do Rady Instytutu, m.in. konkretne rekomendacje naukowe i środowiskowe.

Kandydatów na członków Rady wybierze tzw. Zgromadzenie Elektorów, które zostanie wyłonione przez najbardziej renomowane polskie uczelnie oraz Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk, Instytut Historii Nauki PAN, Instytutu Studiów Politycznych PAN. To Zgromadzenie wskaże kandydatów, spośród których członków Rady IPN wybiorą Sejm i Senat. Spośród 10 kandydatów wskazanych przez Zgromadzenie Elektorów Sejm wybierze pięciu, a spośród kolejnych czterech Senat wskaże dwóch. Dwóch członków Rady wskaże prezydent, który będzie miał wybór spośród czterech osób (prawników) rekomendowanych przez Krajową Radę Sądownictwa.

Według założeń projektu noweli łatwiej będzie można odwołać szefa Instytutu. Sejm będzie mógł go odwołać ze stanowiska zwykłą większością głosów; obecnie jest to możliwe przewagą 3/5 głosów. Również powoływanie prezesa IPN przez Sejm odbywać się będzie zwykłą większością głosów, a nie większością 3/5.

"Kiedy powstawał IPN, kiedy wydawało się, że te teczki wstrząsną posadami państwa, że wielu ważnych urzędników było współpracownikami służb bezpieczeństwa chodziło o to, aby prezes był niezależny, również od ewentualnych nacisków, ze strony premiera otrzymał bardzo mocne umocowanie. Dzisiaj nie ma potrzeby, aby prezes miał silniejsze umocowanie niż premier" - argumentował w czwartek Arkadiusz Rybicki (PO), który pracował nad projektem noweli.

Projekt zakłada też poszerzenie dostępu do archiwów Instytutu. Rozszerzony dostęp do akt z IPN miałby polegać m.in. na tym, że zwracający się o to obywatel, otrzymywałby dokumenty z ujawnionymi nazwiskami agentów, które dziś są zaczerniane i trzeba w osobnym trybie domagać się ich ujawnienia. Nie będą też zaczerniane tzw. dane wrażliwe, dotyczące m.in. przebytych chorób, przekonań religijnych czy życia seksualnego.

PO chce przyspieszyć procedurę wydawania akt. Będą one udostępniane w znacznie szybszym tempie niż do tej pory i według bardziej przejrzystych reguł, co będzie efektem m.in. opublikowania inwentarzy archiwalnych. Zniesione zostaną także ograniczenia w udostępnianiu akt osobom, które IPN uznawał za osobowe źródła informacji komunistycznego aparatu bezpieczeństwa - proponowane rozwiązanie udostępnia dokumenty wszystkim zainteresowanym i uwalnia IPN od obowiązku orzekania, który dokument można udostępnić i komu, a który nie. Przedkładany projekt stanowi - w tym zakresie - wykonanie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.

W ciągu roku IPN będzie zobowiązany opublikować pełen zasób inwentarzowy Instytutu. "W naszej ustawie jest tak, że ktoś, kto poda numery inwentarzowe w ciągu 7 dni otrzyma akta" - podkreślił Rybicki.

Rybicki podkreśla, że odkąd prezesem IPN jest Janusz Kurtyka Instytut "zaczął mówić podobnym językiem jak Prawo i Sprawiedliwość" i mieć "podobną wizję historii". "Ta wizja historii zakłada (...) w wersji skrajnej, że do dzisiaj jest spisek byłych agentów służb bezpieczeństwa, którzy pociągają za najważniejsze sznurki w Polsce. Ta chorobliwa wizja polityków niestety była wspierana przez Instytut Pamięci Narodowej" - ocenił.

"IPN nie odgrywa takiej roli ustawowej, jaką powinien odgrywać. Praktycznie w tym roku przypadły trzy niezwykle ważne rocznice: pierwszych wolnych wyborów 4 czerwca, 1 września i upadku Muru Berlińskiego. IPN powinien te rocznice niezwykle mocno promować w swoich działaniach, a także wspomagać rząd w przygotowaniach do tych rocznic" - podkreślał Grupiński.

Rybicki ocenił też, że twarzą IPN stali się "ludzie o zacięciu politycznym, np. Piotr Gontarczyk, Sławomir Cenckiewicz, już niepracujący, ale doradzający prezesowi Jan Żaryn, sam prezes (Kurtyka)".

Poseł poinformował też, że PO przygotowała nowelę ustawy o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach, która ma doprowadzić do ujawnienia większej ilości tych materiałów.

Politycy PO pytani o polityczne wsparcie dla projektu przyznają, że liczą na głosy lewicy. SLD złożyło już w Sejmie projekt, który zakłada całkowitą likwidację IPN. "Sądzimy, że po upadku tego projektu lewica wesprze nasz i że znajdziemy większość w parlamencie. Pytanie, jak zachowa się prezydent" - mówi Rybicki.

PO zapewnia, że nie chce odwoływać Janusza Kurtyki przed końcem jego kadencji. "Prezes Kurtyka nie powinien się czuć zagrożony, o nim nie ma w tym projekcie mowy. Działamy naprawdę racjonalnie, a nie politycznie" - podkreślił Rybicki.

PO od wielu miesięcy zapowiadała zmiany w ustawie o IPN, m.in. w związku z książką "Lech Wałęsa. Idea i historia", opartą na obronionej w czerwcu 2008 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim pracy magisterskiej Pawła Zyzaka, czasowo zatrudnionego w IPN. Zyzak napisał m.in., że b. przywódca Solidarności był agentem SB, a w czasach młodości miał nieślubne dziecko, "sikał do kropielnicy" i "był nożownikiem z kompleksem Edypa". Naukowcy zarzucali autorowi książki m.in., że nie powołuje się na udokumentowane źródła, co powinno być wymogiem pracy naukowej.

Rybicki przyznał w czwartek, że PO nad zmianami w ustawie o IPN pracowała "długo, może za długo".

We wtorek premier Donald Tusk opowiedział się za szybką pracą nad nowelą ustawy o IPN, która "odda IPN historykom względnie neutralnym politycznie, a nie gończym, którzy chcą kogoś koniecznie złapać i zagonić". Tusk mówił, że stygmat polityki nad działalnością IPN i ideologizacja prezesa Instytutu Janusza Kurtyki, "wytwarza nieznośną atmosferę dwuznaczności wokół działania IPN".