statystyki

Za ukrycie wad auta przy sprzedaży grozi więzienie

autor: Adam Makosz30.11.2009, 03:00; Aktualizacja: 30.11.2009, 09:58
  • Wyślij
  • Drukuj

Właściciele aut celowo zatajający wady przy sprzedaży mogą być posądzeni o oszustwo. Gdy kupujący nie zauważył poważnych usterek, może obciążyć zbywcę kosztami remontu. Jeżeli awaria wynika z normalnego użytkowania, sprzedający nie jest za nią odpowiedzialny.





Miesiąc temu pan Bogdan z Lubina kupił czteroletniego forda focusa z 12 tys. km przebiegu.

– Wydawało mi się, że to nie lada okazja. Auto było sprowadzone z USA. Przez rok miała nim jeździć żona sprzedawcy. Ten z kolei przysięgał, że nie pozbywałby się tak dobrego samochodu, gdyby nie potrzebował pieniędzy na prawnika dla brata – pisze czytelnik. Gdy po dwóch tygodniach na karoserii zaczęły się pojawiać małe pęknięcia, świeżo upieczony właściciel udał się do serwisu.

– Mechanicy załamali ręce. Okazało się, że część pojazdu została wspawana z innego. Czy mogę odzyskać utracone pieniądze – pyta.

Koloryzowane oferty

Takie przypadki nie należą do rzadkości. Kierowcy starający się pozbyć feralnego auta przedstawiają go często jak towar z najwyższej półki. Gdy klient ogląda ich wysłużony sprzęt, w jednej chwili zapominają o zeszłorocznej kolizji, niedziałającym tempomacie i konieczności dolewania oleju co 1000 przejechanych kilometrów. Muszą jednak pamiętać, że ich problemy z psującym się samochodem mogą się nie skończyć z momentem przekazania kluczyków nowemu właścicielowi.

– Podczas użytkowania pojazdu mogą się pojawić usterki. Awarie mogą być związane z normalną eksploatacją albo z wadami fizycznymi, którymi pojazd jest obciążony – tłumaczy Przemysław Adamus, prawnik z Rachelski i Wspólnicy Kancelaria Prawnicza.

Zaznacza jednak że jeżeli awaria wynika z normalnego użytkowania (np. zużycie okładzin hamulcowych), sprzedający nie jest za nią odpowiedzialny. Inaczej jest w przypadku, gdy usterka dotyczy elementu, który w normalnych okolicznościach powinien działać (np. układ napędowy), lub jest następstwem poważnej kolizji z przeszłości, którą sprzedający zataił. Kupujący może wtedy dochodzić roszczeń na zasadzie rękojmi lub instytucji niezgodności towaru z umową.




  • Wyślij
  • Drukuj
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
czytaj więcej w e-DGPczytaj więcej w e-DGP

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Komentarze: 15

  • 1: cba z IP: 95.50.45.* (2009-11-30 07:42)

    GP powinna pisać wyrażnie że chodzi o odpowiedzialność profesjonalnych sprzedawców- "Zaznacza jednak że jeżeli awaria wynika z normalnego użytkowania (np. zużycie okładzin hamulcowych), sprzedający nie jest za nią odpowiedzialny. Inaczej jest w przypadku, gdy usterka dotyczy elementu, który w normalnych okolicznościach powinien działać (np. układ napędowy)..."- sprzedający który nie jest mechanikiem nie ma obowiązku i zwykle się nie zna (i nie ma do tego sprzętu) na samochodach by dokonać przed sprzedażą diagnostyki po to by się dowiedzieć co i jak z samochodem a następnie przekazać tę wiedzę kupującemu by się zabezpieczyć przed odpowiedzialnością, odpowiedzialność o jakiej mowa w artykule dotyczy tzw. profesjonalnych sprzedawców aut (czyli firm)- oni mają wiedzieć co jest grane w aucie i informować o wadach kupującego i to ich odpowiedzialności dotyczy ten artykuł poza nielicznymi wyjątkami takimi jak zespawanie z 2 aut jednego przez 1 właściciela

  • 2: bywam z IP: 212.59.230.* (2009-11-30 08:35)

    Zdecydowanie największym problemem jest zaniżanie licznika. Przyszły właściciel jest nabijany w przyslowiową trąbę, a proceder jest normalny przy sprzedaży jak wymiana oleju.
    Tak, profesjonalny sprzedawca powinien się znać na mechanice. Inaczej nie będzie profesjonalnym sprzedawcą. Jeśli nie chce rozmawiać z klientami powinien zatrudniać osobę, która będzie odpowiadała i informowała o szczegółach.
    W kwestii sprzedaży odpowiedzialność jest szalenie ważna i powinna spadać na sprzedającego (profesjonalnego). Szanujmy nasz czas, a nie kupujmy auto po ciuchutku udając, że wszystko jest w porządku.
    Sami też nigdy nie cofajmy liczników.

  • 3: abw z IP: 157.25.161.* (2009-11-30 08:53)

    Dodam jeszcze, że sprzedając auto wpisujemy regułkę: ogólny stan techniczny jest znany nabywcy i nie budzie żadnych zastrzeżeń. To tak na wszelki wypadek gdy sprzedaje osoba prywatna.

  • 4: Gofer 3 AAM 1,8 z IP: 81.210.104.* (2009-11-30 10:42)

    jak można kierować się stanem licznika lub wiekiem pojazdu przy zakupie. Można jeżdzić samochodem do kościoła i zniszczyć go bardziej jak pojazd który pokonał całą Europę. Mam Golfa 3 którym byłem w Finlandii, Anglii i Francji zawsze wszystko wymieniam na czas dokonuję wymiany tylko na dobre części a pojazd ma 17 lat kolega ma fokusa i wiecznie z nim walczy zawsze coś a pojazd jest dekadę młodszy od mojego, buhahahaha

  • 5: CyberVampir z IP: 83.28.115.* (2009-11-30 10:49)

    Prawda jest taka, że przeciętny Polak prędzej kupi szrota ale z przebiegiem 179 tys km niż tej samej marki zadbany i serwisowany samochód, z udokumentowaną przeszłością i nietłuczony ale z przebiegiem np. 350 tys. czy więcej kilometrów. Cięzko zresztą spotkać samochody z przebiegiem około 300 tys, większość jest cofana. Jak to mówi znajomy właściciel komisu - sprzedajemy to, na co jest popyt...

  • 6: Syxtus z IP: 83.31.235.* (2009-11-30 12:05)

    po raz kolejny autor się kompromituje - komplet opon zimowych nie jest częścią samochodu !!! Zatem żadną miarą nie można uznać, że niewydanie ich jest różnoznaczne z wydaniem samochodu w stanie niezupełnym !!!

  • 7: inz Zbigniew Burnatowski, (80) RFN z IP: 84.61.65.* (2009-11-30 12:34)

    Obecne mozliwosci techniczne pozwalaja na dokonanie naprawy pojazdu w sposob niemal ze idealny i bezsladowy. Wszystko zalezy od tego kto i za jaka sume dokonuje tej naprawy. Wykryte moga zostac pojazdy, ktore dantetnie zostaly naprawione np. po wypadku co czesto zdarza sie tym, ktorzy na tej plaszczyznie znalezli swoje zrodlo zarobku i trudnia sie ta profesja. Nie bez winy sa tu tez Tow. Ubezpieczeniowe, ktore majac zaufanych swoich rzeczoznawcow bardzo czesto kwalifikuja drozsze uszkodzone elementy pojazdu do naprawy, zamiast do wymiany i to im w duzej mierze pozwala na wyplacenie zanizonych kosztow naprawy, z tym, ze wowczas slad takiej naprawy zawsze pozostaje i jest mozliwy do wykrycia lub sam sie rozsypuje po jakims czasie i ujawnia. Niesolidne sa rowniez warsztaty serwisowe, ktore ukrywaja fakt naprawy powypadkowej samochodu, przeprowadzonej nierzetelnie. Sprzedawcy czesto podkladaja sie podpisujac, ze samochod nie mial wypadku. Kupujacy wierzac, ze maja do czynienia z najbardziej rzetelnym kontahentem jaki jest sklep serwisowy, mniej ogladaja taki pojazd zawierzajac sprzedawcy. Tymczasem pozniej czesto wychodzi szydlo z worka. W swojej praktyce rzeczoznawczej spotkalem sie z takim przypadkiem, gdzie jedna z klientek przyszla do mnie z prosba o ustalenie w kupionym przez nia samochodu uszkodzen powypadkowych, ktore znajduja sie w nabytym przez nia przed paroma dniami pojezdzie. Poniewaz naprawione uszkodzenia te byly ewidentne i nie podlegaly watpliwosciom, klientka zazadala, aby spowodowac w rekompensacie natychmiastowe zwolnienie nieuczciwego sprzedawcy. Sprawa okazala sie o tyle nietypowa, ze w gestii rzeczoznawcy nie lezy mozliwosc zwolnienia lub nie, nieuczciwego dealera. Ta sprawe mogl w pierwszej linii zalatwic wylacznie wlasciciel punktu serwisowego, ktory zatrudnial nieuczciwego sprzedawce. Ale z drugiej strony jaki wlasciciel bedzie chcial zwolnic sprzedawce, ktory w jego imieniu sprzedawal powypadkowy samochod utajniajac ten fakt i tym samym dzialal na korzysc tego wlasciciela punktu sprzedazy. Klientka tak sie jednak zacietrzewila, ze powiedziala iz nie daruje tej firmie, ktora wspolnie z wlascicielem narazila ja na oszustwo i uda sie do sadu w celu szukania prawa. Tutaj jednak znajac sadownictwo niemieckie, odradzilem klientce wiklanie sie w sprawy sadowe, ktore nigdy nie wiadomo jaki przybiora wynik i czy akurat korzystny dla mojej klientki. Aby uniknac ryzyka poradzilem klientce i podjalem sie sam rozmowy z wlasicielem serwisu jak mozna ta sprawe poza droga sadowa zalatwic. Wlascciciel serwisu wykluczyl zwolnienie swego pracownika, ale zaproponowal dwa warianty uregulowania sprawy. Pierwszy: dodatkowa zaplate za utrate wartosci handlowej pojazdu i druga: zwrot pojazdu i zwrot pieniedzy za zakupiony pojazd. Oczywiscie klientka wybrala ten drugi wariant i oddala samochod do serwisu biorac z powrotem wplacona za niego gotowke. Podanego rozwiazania sprawy nie mozna brac za fakt, ze zawsze taka sprawa znajdzie takie rozwiazanie, gdyz to czesto zalezy od dobrej woli i zrozumienia stron.

  • 8: andin z IP: 88.156.182.* (2009-11-30 15:33)

    Nie jest żadną tajemnicą,że handlarze kupują uszkodzone auta za granicą, potem je remontują i sprzedają jako pełnowartościowe.Trzeba zresztą być kretynem żeby wierzyć,że np 10 letnie auto sprowadzone np z Niemiec ma przebieg poniżej 100 tys. km.Wszyscy plotą bzdury,że to od starszej osoby,od pastora i takie tam dyrdymały a naiwna gawiedz to łyka.

  • 9: Rafi z IP: 88.156.50.* (2009-11-30 17:29)

    A co w przypadku gdy sprzedający (osoba prywatna) zatił fakt, że auto zostało przełożone z "anglika". Po wizycie w ASO Okazuje się że przednie lampy ma Angielskie, a pare innych rzeczy trzeba poprawić bo zagrażają w eksploatacji auta. Taka osoba też nie odpowiada za zatajenie wad?

  • 10: IVO z IP: 79.139.42.* (2009-12-02 11:15)

    Ukryte wady w swoim samochodzie wykryłem w 3 miesiącu jego użytkowania. Wada konstrukcyjna, powypadkowa, przesunięcie belki wahacza. Ślady prostowania belki są widoczne po dokładnych oględzinach. A pierwszą oznaką było zdzieranie opony. (Sprzedawany pojazd miał nowe opony). Samochód kupiony był od osoby prywatnej a w umowie jest regułka o której wspomniał "abw" czyli: "ogólny stan techniczny jest znany nabywcy i nie budzie żadnych zastrzeżeń". Przy ogledzinach u mechanika okazało się, że była też dospawana ćwiartka, co można było zobaczyć dopiero po ściągnięciu błotnika, czyli nie byłem w stanie sprawdzić tego podczas zakupu auta, bo wiązałoby się to z jego rozbieraniem na części. Krótko mówiąc, samochód jest po ostrym wypadku. Dosyć późno wady zostały wykryte.Czy mam jakiekolwiek szanse na wyegzekwowanie od sprzedającego przynajmniej kosztów związanych z naprawą samochodu?

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie