Z ostatniej chwiliNowak odwołał Edmunda Klicha ze stanowiska szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych
Właściciele aut celowo zatajający wady przy sprzedaży mogą być posądzeni o oszustwo. Gdy kupujący nie zauważył poważnych usterek, może obciążyć zbywcę kosztami remontu. Jeżeli awaria wynika z normalnego użytkowania, sprzedający nie jest za nią odpowiedzialny.
Publikacja: 30 listopada 2009, 03:00 Aktualizacja: 30 listopada 2009, 09:58
Aby przeczytać całość artykułu, musisz się zalogować. Jeśli posiadasz już login i hasło, wprowadź je. Jeśli nie, zapraszamy do bezpłatnej aktywacji konta.
Dostęp do treści w serwisie jest całkowicie bezpłatny. Wystarczy się zalogować. Jeśli jeszcze nie posiadasz konta, zapraszamy do jego stworzenia. Zajmie to nie więcej niż kilka minut.
1: cba z IP: 95.50.45.* (2009-11-30 07:42)
GP powinna pisać wyrażnie że chodzi o odpowiedzialność profesjonalnych sprzedawców- "Zaznacza jednak że jeżeli awaria wynika z normalnego użytkowania (np. zużycie okładzin hamulcowych), sprzedający nie jest za nią odpowiedzialny. Inaczej jest w przypadku, gdy usterka dotyczy elementu, który w normalnych okolicznościach powinien działać (np. układ napędowy)..."- sprzedający który nie jest mechanikiem nie ma obowiązku i zwykle się nie zna (i nie ma do tego sprzętu) na samochodach by dokonać przed sprzedażą diagnostyki po to by się dowiedzieć co i jak z samochodem a następnie przekazać tę wiedzę kupującemu by się zabezpieczyć przed odpowiedzialnością, odpowiedzialność o jakiej mowa w artykule dotyczy tzw. profesjonalnych sprzedawców aut (czyli firm)- oni mają wiedzieć co jest grane w aucie i informować o wadach kupującego i to ich odpowiedzialności dotyczy ten artykuł poza nielicznymi wyjątkami takimi jak zespawanie z 2 aut jednego przez 1 właściciela
2: bywam z IP: 212.59.230.* (2009-11-30 08:35)
Zdecydowanie największym problemem jest zaniżanie licznika. Przyszły właściciel jest nabijany w przyslowiową trąbę, a proceder jest normalny przy sprzedaży jak wymiana oleju.
Tak, profesjonalny sprzedawca powinien się znać na mechanice. Inaczej nie będzie profesjonalnym sprzedawcą. Jeśli nie chce rozmawiać z klientami powinien zatrudniać osobę, która będzie odpowiadała i informowała o szczegółach.
W kwestii sprzedaży odpowiedzialność jest szalenie ważna i powinna spadać na sprzedającego (profesjonalnego). Szanujmy nasz czas, a nie kupujmy auto po ciuchutku udając, że wszystko jest w porządku.
Sami też nigdy nie cofajmy liczników.
3: abw z IP: 157.25.161.* (2009-11-30 08:53)
Dodam jeszcze, że sprzedając auto wpisujemy regułkę: ogólny stan techniczny jest znany nabywcy i nie budzie żadnych zastrzeżeń. To tak na wszelki wypadek gdy sprzedaje osoba prywatna.
4: Gofer 3 AAM 1,8 z IP: 81.210.104.* (2009-11-30 10:42)
jak można kierować się stanem licznika lub wiekiem pojazdu przy zakupie. Można jeżdzić samochodem do kościoła i zniszczyć go bardziej jak pojazd który pokonał całą Europę. Mam Golfa 3 którym byłem w Finlandii, Anglii i Francji zawsze wszystko wymieniam na czas dokonuję wymiany tylko na dobre części a pojazd ma 17 lat kolega ma fokusa i wiecznie z nim walczy zawsze coś a pojazd jest dekadę młodszy od mojego, buhahahaha
5: CyberVampir z IP: 83.28.115.* (2009-11-30 10:49)
Prawda jest taka, że przeciętny Polak prędzej kupi szrota ale z przebiegiem 179 tys km niż tej samej marki zadbany i serwisowany samochód, z udokumentowaną przeszłością i nietłuczony ale z przebiegiem np. 350 tys. czy więcej kilometrów. Cięzko zresztą spotkać samochody z przebiegiem około 300 tys, większość jest cofana. Jak to mówi znajomy właściciel komisu - sprzedajemy to, na co jest popyt...
6: Syxtus z IP: 83.31.235.* (2009-11-30 12:05)
po raz kolejny autor się kompromituje - komplet opon zimowych nie jest częścią samochodu !!! Zatem żadną miarą nie można uznać, że niewydanie ich jest różnoznaczne z wydaniem samochodu w stanie niezupełnym !!!
7: inz Zbigniew Burnatowski, (80) RFN z IP: 84.61.65.* (2009-11-30 12:34)
Obecne mozliwosci techniczne pozwalaja na dokonanie naprawy pojazdu w sposob niemal ze idealny i bezsladowy. Wszystko zalezy od tego kto i za jaka sume dokonuje tej naprawy. Wykryte moga zostac pojazdy, ktore dantetnie zostaly naprawione np. po wypadku co czesto zdarza sie tym, ktorzy na tej plaszczyznie znalezli swoje zrodlo zarobku i trudnia sie ta profesja. Nie bez winy sa tu tez Tow. Ubezpieczeniowe, ktore majac zaufanych swoich rzeczoznawcow bardzo czesto kwalifikuja drozsze uszkodzone elementy pojazdu do naprawy, zamiast do wymiany i to im w duzej mierze pozwala na wyplacenie zanizonych kosztow naprawy, z tym, ze wowczas slad takiej naprawy zawsze pozostaje i jest mozliwy do wykrycia lub sam sie rozsypuje po jakims czasie i ujawnia. Niesolidne sa rowniez warsztaty serwisowe, ktore ukrywaja fakt naprawy powypadkowej samochodu, przeprowadzonej nierzetelnie. Sprzedawcy czesto podkladaja sie podpisujac, ze samochod nie mial wypadku. Kupujacy wierzac, ze maja do czynienia z najbardziej rzetelnym kontahentem jaki jest sklep serwisowy, mniej ogladaja taki pojazd zawierzajac sprzedawcy. Tymczasem pozniej czesto wychodzi szydlo z worka. W swojej praktyce rzeczoznawczej spotkalem sie z takim przypadkiem, gdzie jedna z klientek przyszla do mnie z prosba o ustalenie w kupionym przez nia samochodu uszkodzen powypadkowych, ktore znajduja sie w nabytym przez nia przed paroma dniami pojezdzie. Poniewaz naprawione uszkodzenia te byly ewidentne i nie podlegaly watpliwosciom, klientka zazadala, aby spowodowac w rekompensacie natychmiastowe zwolnienie nieuczciwego sprzedawcy. Sprawa okazala sie o tyle nietypowa, ze w gestii rzeczoznawcy nie lezy mozliwosc zwolnienia lub nie, nieuczciwego dealera. Ta sprawe mogl w pierwszej linii zalatwic wylacznie wlasciciel punktu serwisowego, ktory zatrudnial nieuczciwego sprzedawce. Ale z drugiej strony jaki wlasciciel bedzie chcial zwolnic sprzedawce, ktory w jego imieniu sprzedawal powypadkowy samochod utajniajac ten fakt i tym samym dzialal na korzysc tego wlasciciela punktu sprzedazy. Klientka tak sie jednak zacietrzewila, ze powiedziala iz nie daruje tej firmie, ktora wspolnie z wlascicielem narazila ja na oszustwo i uda sie do sadu w celu szukania prawa. Tutaj jednak znajac sadownictwo niemieckie, odradzilem klientce wiklanie sie w sprawy sadowe, ktore nigdy nie wiadomo jaki przybiora wynik i czy akurat korzystny dla mojej klientki. Aby uniknac ryzyka poradzilem klientce i podjalem sie sam rozmowy z wlasicielem serwisu jak mozna ta sprawe poza droga sadowa zalatwic. Wlascciciel serwisu wykluczyl zwolnienie swego pracownika, ale zaproponowal dwa warianty uregulowania sprawy. Pierwszy: dodatkowa zaplate za utrate wartosci handlowej pojazdu i druga: zwrot pojazdu i zwrot pieniedzy za zakupiony pojazd. Oczywiscie klientka wybrala ten drugi wariant i oddala samochod do serwisu biorac z powrotem wplacona za niego gotowke. Podanego rozwiazania sprawy nie mozna brac za fakt, ze zawsze taka sprawa znajdzie takie rozwiazanie, gdyz to czesto zalezy od dobrej woli i zrozumienia stron.
8: andin z IP: 88.156.182.* (2009-11-30 15:33)
Nie jest żadną tajemnicą,że handlarze kupują uszkodzone auta za granicą, potem je remontują i sprzedają jako pełnowartościowe.Trzeba zresztą być kretynem żeby wierzyć,że np 10 letnie auto sprowadzone np z Niemiec ma przebieg poniżej 100 tys. km.Wszyscy plotą bzdury,że to od starszej osoby,od pastora i takie tam dyrdymały a naiwna gawiedz to łyka.
9: Rafi z IP: 88.156.50.* (2009-11-30 17:29)
A co w przypadku gdy sprzedający (osoba prywatna) zatił fakt, że auto zostało przełożone z "anglika". Po wizycie w ASO Okazuje się że przednie lampy ma Angielskie, a pare innych rzeczy trzeba poprawić bo zagrażają w eksploatacji auta. Taka osoba też nie odpowiada za zatajenie wad?
10: IVO z IP: 79.139.42.* (2009-12-02 11:15)
Ukryte wady w swoim samochodzie wykryłem w 3 miesiącu jego użytkowania. Wada konstrukcyjna, powypadkowa, przesunięcie belki wahacza. Ślady prostowania belki są widoczne po dokładnych oględzinach. A pierwszą oznaką było zdzieranie opony. (Sprzedawany pojazd miał nowe opony). Samochód kupiony był od osoby prywatnej a w umowie jest regułka o której wspomniał "abw" czyli: "ogólny stan techniczny jest znany nabywcy i nie budzie żadnych zastrzeżeń". Przy ogledzinach u mechanika okazało się, że była też dospawana ćwiartka, co można było zobaczyć dopiero po ściągnięciu błotnika, czyli nie byłem w stanie sprawdzić tego podczas zakupu auta, bo wiązałoby się to z jego rozbieraniem na części. Krótko mówiąc, samochód jest po ostrym wypadku. Dosyć późno wady zostały wykryte.Czy mam jakiekolwiek szanse na wyegzekwowanie od sprzedającego przynajmniej kosztów związanych z naprawą samochodu?

Osoba, która kupi za granicą samochód, nie będzie już musiała płacić 500 zł za późniejszy recykling auta. Dlatego potwierdzenie dokonania takiej wpłaty nie będzie już wymagane przy jego rejestracji.