Projekt wróci do komisji, bo PiS zgłosił jedną poprawkę, którą już w debacie poparła większość klubów.

Zmiany wynikają z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z maja 2008 r. TK nakazał opracowanie zasad ustawowych, mających na celu walkę z przeludnieniem w więzieniach, które jest realnym problemem polskiego więziennictwa.

Centralny Zarząd Służby Więziennej poinformował PAP w środę, że według stanu na wtorek w aresztach i zakładach karnych w Polsce przebywało 85 282 osoby, a Służba Więzienna dysponuje 82 961 miejscami. Przeludnienie wynosiło więc 2,9 proc., ale utrzymuje się tendencja spadkowa.

Nadzieje daje wprowadzenie od 1 września dozoru elektronicznego, czyli bransolet dla skazanych, którzy karę będą odbywać w swoim domu, a także planowane na późną jesień otwarcie zakładu karnego w Opolu Lubelskim, na ponad 600 miejsc. W walce z przeludnieniem ma też pomóc rządowy projekt nowelizacji Kkw, którą w środę zajął się Sejm. Wiceminister sprawiedliwości Zbigniew Wrona powiedział w Sejmie, że obecnie w warunkach przeludnienia przebywa około 30 tysięcy osadzonych w aresztach i więzieniach.

Przyznał zarazem, że gdy chodzi o standard metrażu na skazanego, Polska jest na dole tabeli wśród krajów europejskich: np. w więzieniach Austrii jest 6 m kwadratowych na skazanego, w Danii - 6-7 m, a w Belgii nawet 9 m kwadratowych.

Rządowy projekt na nowo określa zasady, na jakich można umieścić skazanego lub aresztowanego w celi o metrażu poniżej 3 m kwadratowych (ale powyżej 2 m kwadratowych) na osobę. Będzie to możliwe jedynie na czas określony. Poprzedni przepis uchylił TK, uznając go za zbyt arbitralny i dający zbyt wiele władzy dyrektorom więzień.

Dyrektor zakładu karnego lub aresztu śledczego może umieścić skazanego w takiej celi na nie dłużej niż 90 dni w razie: stanu wojennego, wyjątkowego lub klęski żywiołowej; ogłoszenia na terenie więzienia stanu epidemii, albo konieczności "zapobieżenia wystąpieniu innego zdarzenia, stanowiącego bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa skazanego" lub całego więzienia.

Gdy chodzi o skazanych za czyny na tle seksualnym, recydywistów, skazanych, którzy próbowali uciec z więzienia, albo skazanego na karę do 2 lat więzienia - taką osobę będzie można umieścić w celi o pogorszonych warunkach na okres do 14 dni. Ten okres może zostać przedłużony tylko za zgodą sędziego penitencjarnego. Łączny czas umieszczenia skazanego w takich warunkach nie może przekroczyć 28 dni. By minimalizować skutki przeludnienia, skazanym osadzonym w gorszych warunkach należy zapewnić codzienne spacery dłuższe o pół godziny lub np. zajęcia sportowe.

Jak mówił sprawozdawca komisji nadzwyczajnej Marek Ast (PiS), największe wątpliwości posłów z komisji wzbudzała sytuacja osadzonych, którym "domeldowuje się" kolejnych skazanych, obniżając standard wszystkim więźniom - a nie tej jednej osobie. "Dolegliwość będą odczuwać wszyscy osadzeni z takiej celi, ale wszyscy też będą korzystać ze specjalnych uprawnień do spacerów i zajęć poza celą" - powiedział.

Zenon Durka (PO) opowiedział się za proponowanymi przez rząd przepisami. "Klub PO opiniuje pozytywnie zaproponowaną nowelizację" - powiedział.

Beata Kempa (PiS) - popierając ogólnie projekt - zwróciła uwagę, że przewiduje on też wobec wszystkich skazanych możliwość odraczania przez sąd wykonania kary ze względu na przeludnienie. PiS zgłosił poprawkę, zgodnie z którą możliwość odroczenia nie dotyczyłaby skazanych na karę powyżej 2 lat więzienia i dla sprawców przestępstw popełnionych z użyciem przemocy. "W przeciwnym razie może wobec nich dojść do quasi amnestii" - dodała.

Według Stanisława Rydzonia (Lewica) projekt nie jest kontrowersyjny. "Powierzchnia 3 m kwadratowych na więźnia to standard minimum, poniżej którego nie powinno się schodzić. Organizacje międzynarodowe zalecają nawet podniesienie standardu metrażu" - podkreślił. Poseł oświadczył, że klub Lewicy popiera projekt oraz poprawkę PiS.

Popiera ją także Józef Zych (PSL). Odnosząc się do poprawki PiS, Zych zaproponował, by rozważyć prawdziwą amnestię dla sprawców drobniejszych przestępstw i skazanych po raz pierwszy. "Warto taką kwestię rozważyć" - zauważył Zych i zastrzegł, że do tego są potrzebne wyniki ministerialnych badań i statystyk.