28 stycznia tego roku ława przysięgłych sądu w Exeter uznała Jakuba T. za winnego gwałtu i umyślnego wywołania w lipcu 2006 r. trwałych obrażeń u 48-letniej Brytyjki. Za jeden i drugi czyn sąd wymierzył mu kary dożywocia, ale z możliwością warunkowego zwolnienia po 9 latach. Takiej sytuacji nie przewidują polskie procedury karne.

Jak powiedział dziś obrońca Jakuba T., mec. Wojciech Wiza, prawdopodobieństwo, by orzeczenie w tej sprawie zapadło jeszcze tego samego dnia, jest małe.

"Wiemy, że Brytyjczycy przekazują dokumentację w tej sprawie dopiero teraz. Ona jest w fazie tłumaczenia, więc ani my, ani prokurator nie mógł się z nią zapoznać. Bez tej dokumentacji sąd dzisiaj postanowienia raczej nie wyda" - stwierdził Wiza.

"Jakub wierzy, że cała sprawa jeszcze się rozwiąże"

Jak powiedziała dziennikarzom przed rozprawą matka Jakuba T., jej syn cały czas wierzy, że "wszystko obróci się po jego myśli".

"Nie wątpię w to, że w pewnym momencie prawda wyjdzie na jaw. Od sądu nie oczekuję niczego innego jak dojścia do prawdy. Również Jakub wierzy, że cała sprawa jeszcze się rozwiąże. Na pewno wiem jednak, że nie mogę się spodziewać, że Jakub zostanie wypuszczony na wolność" - powiedziała.

Przed salą sądową pojawiło się kilkadziesiąt osób manifestujących swoje poparcie dla Jakuba T.