Rozmawiamy z prof. WOJCIECHEM KOCOTEM, wspólnikiem kancelarii Barylski Olszewski Brzozowski - Instytucje certyfikujące e-podpisy liczyły już kokosy na palmach, konsumując zyski z tytułu generowania podpisów elektronicznych. Tak się jednak nie stało. Z sześciu firm, które powstały, zostały trzy.

Wojciech Kocot, wspólnik kancelarii Barylski Olszewski Brzozowski Fot. Wojciech Górski
Galeria zdjęć: 1 z 1● Dlaczego zawiódł bezpieczny podpis elektroniczny, z którym kilka lat temu środowiska przedsiębiorców, urzędników, a nawet zwykłych obywateli wiązały duże nadzieje?
– Byłem autorem pierwszego projektu ustawy o podpisie elektronicznym w 2001 roku, przygotowywanym pod auspicjami Narodowego Banku Polskiego. W projekcie tym proponowano m.in., aby obowiązek uzyskiwania autoryzacji przez wystawców certyfikatów dotyczył wyłącznie stosunków z jednostkami sektora publicznego. Został on mocno zmodyfikowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Dziś nie uważam się za ojca ustawy, a co najwyżej za jej ojczyma. Obecna ustawa oparta jest na braku zaufania do uczestników obrotu elektronicznego. Nawet w wymianie dokumentów między instytucjami wywiadowczymi nie stosuje się takich zabezpieczeń i rygorów bezpieczeństwa, jak przy wydawaniu bezpiecznego podpisu elektronicznego.
● Czy to znaczy, że brakuje po prostu zapotrzebowania na e-podpisy?
– Tak. Dziś nie ma zapotrzebowania na podpisy elektroniczne. I to trzeba zmienić. Bezpieczny podpis elektroniczny jest zbyt skomplikowany i sformalizowany, dlatego obowiązująca ustawa jest prawie martwa.
● Na jakich zasadach powinna więc zostać zbudowana nowa ustawa?
– Po pierwsze, nowa ustawa musi dostosować polskie prawo do wymagań Unii Europejskiej. Konieczna więc będzie liberalizacja przepisów, która zlikwiduje niepotrzebne i zbędne zabezpieczenia podpisu. Trzeba też zneutralizować wpływ technologii na kształt regulacji prawnej. Dziś w ustawie dominują rozwiązania, które odpowiadają technologii cyfrowej opartej na kryptosystemie asymetrycznym. Miały być one neutralne technologicznie, a nie są. Projekt ustawy proponuje wprowadzenie zaawansowanego podpisu, który nie będzie pośrednio zależny technologicznie. Powinien on tylko spełniać funkcje podpisu.
● Jakie to funkcje?
– Musi pozwalać na identyfikację składającego podpis, jego stanowczej intencji wywołania skutków prawnych, gwarantować prawdziwość, integralność i niezmienność tekstu.
● Czy takie funkcjonalne podpisy będą mogły generować tylko obecnie działające firmy certyfikujące?
– Mogą je tworzyć już prawie wszyscy przedsiębiorcy, którzy zajmują się informatyką, gdyż funkcjonalne e-podpisy nie muszą spełniać szczególnych wymogów bezpieczeństwa i uzyskiwać specjalnej autoryzacji. Nie dziwi więc, że firmy certyfikacyjne nie są zadowolone z projektu zmian, przygotowanego przez resort gospodarki, bo on likwiduje ich monopol na usługi certyfikacyjne
● Jak pan ocenia obecny rynek e-podpisów?
– Dziś rynek e-podpisów jest niewielki. W obrocie publicznoprawnym funkcjonują w bardzo ograniczonym zakresie. Natomiast w zakresie umów cywilnych w ogóle nie spotykam się z podpisami elektronicznymi. Ich po prostu tam nie ma. Dla mnie jako praktyka cywilisty podpis elektroniczny jest narzędziem w ogóle nieużywanym. To może zmienić się wyłącznie przez dostosowanie przepisów o e-podpisach do potrzeb polityki kontraktowej.
● Czy bezpieczny podpis elektroniczny musi kosztować około 200–300 zł?
– Jeżeli zapotrzebowanie na usługi certyfikacyjne jest małe, czyli jest duża podaż, a mały popyt na podpisy, to koszt ich generowania jest bardzo duży. Cena jest istotną przeszkodą w upowszechnieniu e-podpi-sów. Jeżeli korzysta się z podpisu z dodatkową funkcją, tzw. znacznika czasu, to trzeba go ciągle odnawiać. Bez tego żadna firma certyfikacyjna go nie potwierdzi w chwili złożenia oświadczenia. To wszystko kosztuje.
NOWY PROJEKT USTAWY
Projektowana przez resort gospodarki nowa ustawa o podpisie elektronicznym zakłada wprowadzenie czterech rodzajów podpisu elektronicznego: zaawansowanego, urzędowego, bezpiecznego oraz zwykłego. Odchodzi ona od rygorystycznie traktowanego bezpiecznego podpisu elektronicznego
● WOJCIECH KOCOT
radca prawny, wieloletni arbiter różnych sądów arbitrażowych, był ekspertem Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego w zakresie handlu elektronicznego
Źródło: GP
Nowe regulacje w VAT - sprawdź w Serwisie Księgowym Gazety Prawnej
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Infor Biznes Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Infor Biznes Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
1: misio z IP: 77.252.110.* (2009-05-22 09:24)
jezu...doktor kocot profesorem...świat się skończył... a jak tam działalność w tęczowym świecie?
2: guzik z IP: 83.24.203.* (2009-05-22 11:21)
gdyby w wywiadowniach byly takie procedury, to szyfrant by nie zaginąl
3: szyfrant z IP: 83.29.106.* (2009-05-22 16:45)
najpierw sp>>>ył tłumaczenie dyrektywy, ograniczył podpis do osób fizycznych a teraz udaje zbawiciela i znawce tematu
projekt też jest do d... y bo wprowadza pojęcia nie stosowane w innych krajach ale my zawsze musimy być lepsi i dlatego wychodzi jak zawsze,
gdyby kumaty tłumacz zabrał się za dyrektywę to dziś nie musielibyśmy czytać chorych projektów a podpisy wszędzie miałyby zastosowanie
4: delux z IP: 83.25.192.* (2009-05-24 21:59)
pozwy w uproszczu powinny być tylko w elektroniku..i nakaz po 24 h...bosze jesteśmy w jaskiniach

Dane w postaci elektronicznej opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym, weryfikowanym za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu, są równoważne pod względem skutków prawnych dokumentom własnoręcznie podpisanym.
Czy urząd skarbowy zwrócił Ci już nadpłatę z PIT 2009?