Aż 36 proc. spraw, którymi zajmował się w 2008 roku unijny ombudsman Nikiforos Diamanduros, dotyczyła braków w transparencji unijnej administracji, włączając w to odmowy dostępu do informacji lub unijnych dokumentów.

Ponadto autorzy skarg - obywatele, firmy czy organizacje pozarządowe - skarżyli się na opóźnienia w płatnościach z Komisji Europejskiej, a także dyskryminację i nadużycie władzy ze strony instytucji.

W 80 proc. unijny ombudsman pomógł skarżącym, otwierając śledztwo lub przesyłając skargę do kompetentnej instytucji albo wskazując taką instytucję skarżącemu (znakomita większość skarg nie leży bowiem w kompetencjach ombudsmana). W 355 przypadkach śledztwo zostało pomyślnie zakończone - np. PE na nowo zatrudnił niezależnego tłumacza, któremu wstrzymano kontrakty po osiągnięciu wieku 65. lat; KE zapłaciła zaległą fakturę 100 tys. euro włoskiej firmie.

Polacy należą do europejskiej czołówki skarżących się do rzecznika. W liczbach bezwzględnych najwięcej skarg pochodziło w 2008 roku z Niemiec (16 proc.), Hiszpanii (10 proc.), Polski (8 proc.) i Francji (7 proc.).

Biorąc pod uwagę liczbę populacji, proporcjonalnie najwięcej skarg pochodzi jednak z małych krajów, jak Malta i Cypr, oraz Luksemburg i Belgia, bowiem tam mieści się większość unijnych instytucji, przeciwko którym wnoszone są skargi.

Unijny ombudsman ma dość ograniczone kompetencje, ale w 94-95 proc. jego interwencje kończą się uznaniem skargi przez zaskarżoną instytucję, najczęściej Komisję Europejską. Kiedy próby polubownego załatwienia sporu nie przynoszą rezultatu, a instytucja nie akceptuje zaleceń rzecznika, może on sporządzić specjalny raport, który na jego wniosek przyjmuje Parlament Europejski.

Załatwienie sprawy przez unijnego ombudsmana trwa średnio rok.