Jak dodała, zawiadomienie w sprawie ujawnienia tajemnicy państwowej, skierowane przez szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, wpłynęło w piątek do warszawskiej prokuratury apelacyjnej i zostało przekazane prokuraturze okręgowej. Ta zdecyduje, czy w sprawie zostanie wszczęte śledztwo.

Według orzecznictwa Sądu Najwyższego, przestępstwem jest pierwotne ujawnienie tajemnicy - przez urzędnika zobowiązanego do jej przestrzegania, który udostępnił ją mediom - a nie przez dziennikarza, który ją opublikował.

Za ujawnienie tajemnicy państwowej grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia

Kodeks karny stanowi, iż za ujawnienie tajemnicy państwowej grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Inny artykuł kk mówi, że funkcjonariusz publiczny, który ujawnia osobie nieuprawnionej informację stanowiącą tajemnicę służbową lub informację, którą uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych, a której ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes, podlega karze do 3 lat więzienia.

Piątkowy "Dziennik" w artykule "Wojna polsko-polska" przedstawił - jak napisano - "najważniejsze momenty konfliktu między Kancelarią Lecha Kaczyńskiego i otoczeniem Donalda Tuska w sprawie amerykańskiego systemu antyrakietowego". Gazeta przytoczyła fragmenty tajnej rozmowy pomiędzy prezydentem a ministrem, która odbyła się 4 lipca w BBN.

Tego dnia premier Donald Tusk oświadczył, że nie jest usatysfakcjonowany ofertą USA w negocjacjach w sprawie tarczy antyrakietowej.

Prezydent - według gazety - miał pytać Sikorskiego m.in. czy to on tłumaczył telefoniczną rozmowę Tuska z wiceprezydentem USA Dickiem Cheney'em. Dopytywał się też - według gazety - czy Sikorski zna Rona Asmusa, prominentnego polityka amerykańskich demokratów.

"Dz" napisał także o wymianie zdań między Sikorskim a szefową Kancelarii Prezydenta Anną Fotygą, podczas której minister spraw zagranicznych miał powiedzieć: "Można być prezydentem, ale można być też chamem".

W poniedziałek "Gazeta Wyborcza", powołując się na rozmówców z MSZ napisała natomiast, że według nich rozmowa w ogóle nie była tajna. Prezydent miał bowiem poinformować Sikorskiego, że jest on nagrywany, ale nie powiedział uczestnikom spotkania, że ma ono charakter tajny, nie nadał również rozmowie klauzuli tajności. "Skoro zresztą prezydent twierdził, że szefa MSZ można postawić przed Trybunałem Stanu, to te materiały z natury swojej powinny być jawne, bo Trybunał Stanu nie obraduje w trybie tajnym" - powiedział gazecie jeden z rozmówców z MSZ.

"Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest ustawowo zobowiązana do badania wszelkich sygnałów, że mogło dojść do ujawnienia tajemnicy państwowej" - powiedziała PAP rzeczniczka ABW, mjr Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska. Dodała, że jeśli stwierdzono by złamanie prawa, Agencja podejmuje w takiej sprawie działania z urzędu.

Według Jarosława Kaczyńskiego źródłem przecieku z rozmowy był szef polskiej dyplomacji, który - jak ocenił prezes PIS - ujawnił fragment rozmowy w zemście, bo "jest to człowiek rzeczywiście niesłychanie wręcz uczulony na własnym punkcie".