Śledztwo umorzyła w kwietniu prokuratura w Ostrowcu Świętokrzyskim, nie dopatrując się znamion czynu zabronionego. Tymczasem - jak poinformował w niedzielę tygodnik Newsweek na swoich stronach internetowych - Zbigniew Ziobro uzyskał ekspertyzy zagranicznych biegłych, z których wynika, że jego ojciec mógłby żyć, gdyby nie błędy lekarzy.

PAP nie udało się w niedzielę uzyskać informacji w krakowskim sądzie, czy zagraniczne ekspertyzy znajdą się w materiale dowodowym, którym będzie dysponował sąd podczas posiedzenia w sprawie zażalenia.

Ojciec Zbigniewa i Witolda Ziobrów był leczony w jednej z krakowskich klinik z powodów kardiologicznych. Zmarł 2 lipca 2006 roku. Miesiąc po jego śmierci Witold Ziobro złożył doniesienie w prokuraturze, wskazując na możliwość nieprawidłowości w sposobie leczenia. Prokuratura Rejonowa dla Krakowa Śródmieścia-Wschód wszczęła w tej sprawie śledztwo, dotyczące narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, skutkiem czego była śmierć pacjenta.

W marcu 2007 r. śledztwo w sprawie Jerzego Ziobry przeniesiono z Krakowa do Prokuratury Rejonowej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jak wyjaśniała wówczas prokuratura apelacyjna, powodem przeniesienia śledztwa w sprawie domniemanego niewłaściwego leczenia ojca ministra był "interes wymiaru sprawiedliwości". Prokuratorzy w toku tzw. spraw medycznych współpracują bowiem na co dzień z lekarzami, którzy w tym postępowaniu nie byliby biegłymi, ale świadkami. W takim przypadku istniała obawa zarzutu braku bezstronności.

W śledztwie zasięgnięto opinii wielu ekspertów, nie tylko lekarzy

W czasie trwania śledztwa media donosiły o naciskach na prokuratorów prowadzących sprawę. Zaprzeczał temu Zbigniew Ziobro oraz kierownictwa prokuratur. W październiku ub. roku szef ostrowieckiej prokuratury Waldemar Pionka podał się do dymisji. Wycofał ją po rozmowie z ministrem.

W kwietniu prokuratura w Ostrowcu Świętokrzyskim umorzyła postępowanie w tej sprawie. W uzasadnieniu decyzji prokurator napisał, że brak jest podstaw do przyjęcia, iż istnieje związek przyczynowo-skutkowy między postępowaniem personelu medycznego a śmiercią pacjenta.

W śledztwie zasięgnięto opinii wielu ekspertów, nie tylko lekarzy. Powstało kilka opinii z zakresu medycyny, a także dotyczących prawidłowości prowadzenia dokumentacji lekarskiej, budowy i funkcjonowania angiografu. Ostatnią, kompleksową opinię sporządziło dziewięciu specjalistów Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi.

Powołując się na opinie biegłych prokuratura uznała, iż postępowanie personelu medycznego w tej sprawie było prawidłowe. Według prokuratury, lekarze i pielęgniarki nie narazili pacjenta, nawet nieumyślnie, na utratę zdrowia i życia; śmierci pacjenta nie można było zapobiec.

Jednak według Newsweeka, "przeciwnego zdania są dwaj eksperci z Zachodu, którzy na prośbę byłego ministra przeanalizowali dokumentację medyczną ze szpitala". "Jeden z nich to znany amerykański kardiolog interwencyjny z Uniwersytetu Loyola w Chicago prof. Fred Leya; drugi nie chce, by podawać jego nazwisko" - podaje Newsweek w wydaniu internetowym.

Newsweek przytacza opinię Zbigniewa Ziobry, że nie szuka on na siłę winnych śmierci jego ojca

"Rozległa i zaawansowana miażdżyca tętnic wieńcowych, którą stwierdzono u p. Ziobry, zdecydowanie wymagała operacji na otwartym sercu zamiast nieprzemyślanej angioplastyki wieńcowej, która - jak można się było spodziewać - zakończyła się niepowodzeniem i kosztowała p. Ziobrę życie" - cytuje Newsweek opinię prof. Freda Leyi. Podaje także, iż profesor "wytknął też szereg innych kardynalnych błędów, które popełnili lekarze opiekujący się ojcem byłego ministra".

Tygodnik podaje także, powołując się na zastępcę prokuratora rejonowego w Ostrowcu Dariusza Dryjasa, że "śledczy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z konkurencyjnymi opiniami specjalistów zza granicy" i trafiły one wraz z zażaleniem na postanowienie o umorzeniu śledztwa do sądu.

Newsweek przytacza także opinię Zbigniewa Ziobry, że nie szuka on na siłę winnych śmierci jego ojca. "Po prostu chcę ustalić, jak było naprawdę. Być może rzetelne wyjaśnienie tej sprawy jakiemuś innemu pacjentowi uratuje życie" - tłumaczy Ziobro w Newsweeku.