W lutym tego roku Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Milczanowski naruszył tajemnicę państwową, ale działał w stanie wyższej konieczności i uniewinnił go. "Nie zgadzam się z wyrokiem" - mówił wtedy Oleksy, który w procesie był oskarżycielem posiłkowym i zapowiedział apelację.

Wkrótce potem SO nie przyjął wniosku Oleksego o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku. Decyzję tę uchylił w maju SA. SO odmówił jednak Oleksemu przyjęcia samej apelacji, uznając, że "nie jest on osobą uprawnioną". Oleksy ponownie odwołał się do SA, który w czwartek uchylił decyzję o nieprzyjęciu apelacji.

Rzecznik SO Wojciech Małek powiedział PAP, że skład SO orzekający w sprawie uznał Oleksego za pokrzywdzonego w sprawie i dopuścił go do procesu jako oskarżyciela posiłkowego. "Przewodniczący wydziału SO, do którego wpłynęła apelacja, ponownie to ocenił i uznał, że pan Oleksy nie jest pokrzywdzonym" - dodał sędzia. Nie znając szczegółowego uzasadnienia czwartkowej decyzji SA, Małek nie chciał przesądzać, co ona oznacza dla sprawy.

Warszawska prokuratura oraz Oleksy apelują od wyroku uniewinniającego

O tym, że teraz SO musi nadać bieg apelacji, jest zaś przekonany pełnomocnik Oleksego mec. Wojciech Tomczyk. Pytany o komentarz do sprawy powiedział PAP, że "wstrzymuje się od niego w świetle orzeczenia SA, który uznał nasze racje".

Warszawska prokuratura oraz Oleksy apelują od wyroku uniewinniającego. Oleksy żąda uchylenia wyroku i ponownego procesu.

Po tajnym procesie sąd uznał, że Milczanowski, przekazując informacje operacyjne w sprawie rzekomej współpracy Oleksego z obcym wywiadem, znajdował się w sytuacji wyjątkowej i dobro niższej wartości - tajemnicę państwową - poświęcił dla dobra wyższego - interesu państwa. Milczanowski, któremu groziło do 5 lat więzienia, mówił, że wypełniał tylko swój obowiązek i dziś postąpiłby tak samo.

Milczanowskiego (obecnie notariusza w Szczecinie) prokuratura oskarżyła, że 21 grudnia 1995 r. z trybuny Sejmu, jako szef MSW, ujawnił tajemnicę państwową mówiąc, iż premier Oleksy był źródłem informacji dla wywiadu ZSRR, a później Rosji - m.in. podczas kontaktów z oficerem KGB Władimirem Ałganowem. Ponadto, że "bezprawnie powiadomił" o zarzutach wobec Oleksego m.in. ówczesnego prezydenta-elekta Aleksandra Kwaśniewskiego, marszałków Sejmu i Senatu oraz ministra spraw zagranicznych.

Na początku 1996 r. Oleksy podał się do dymisji, gdy prokuratura wojskowa wszczęła śledztwo w jego sprawie, o co 19 grudnia 1995 r. wniósł Milczanowski

Prokuratura oparła się m.in. na sprawozdaniu sejmowej komisji nadzwyczajnej, która badała legalność działań w sprawie Oleksego. Według przyjętego w 1996 r. przez Sejm sprawozdania, działania oficerów UOP i Milczanowskiego mogły naruszać prawo.

Sprawa rzekomego szpiegostwa, ujawniona na kilka dni przed końcem kadencji prezydenta Lecha Wałęsy, wywołała wielki kryzys polityczny. Oleksy nazwał sprawę prowokacją, bo MSW miało sugerować za kulisami jego odejście z urzędu premiera. Zaprzeczył, by był agentem, choć przyznał, że "biesiadował" z Ałganowem.

Na początku 1996 r. Oleksy podał się do dymisji, gdy prokuratura wojskowa wszczęła śledztwo w jego sprawie, o co 19 grudnia 1995 r. wniósł Milczanowski. W kwietniu 1996 r. śledztwo umorzono z powodu niestwierdzenia przestępstwa szpiegostwa. Prokuratura podkreśliła, że materiały zebrane przez UOP nt. Oleksego można traktować "wyłącznie jako poszlaki". Do dziś nie wiadomo, kto był agentem KGB o kryptonimie Olin.