W czerwcu Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie uchylił decyzję sądu okręgowego, który w maju na wniosek obrony zwrócił sprawę katowickiemu pionowi śledczemu IPN w celu uzupełnienia "istotnych braków" śledztwa.

SO polecił, by IPN m.in powołał zespół biegłych historyków do oceny realności groźby interwencji ZSRR w latach 1980-1981; zwrócił się do zagranicznych archiwów o dokumenty i przesłuchał nowych świadków, m.in. z zagranicy (w tym Margaret Thatcher i Michaiła Gorbaczowa). SA uchylił te decyzje i uznał, że zebrane już przez IPN dowody wystarczą do prowadzenia procesu.

Prok. IPN Piotr Piątek, który wnosił o uchylenie decyzji SO, mówił wtedy, że "oczekuje wyznaczenia pierwszej rozprawy".

Prowadzenie procesu będzie wymagało korelacji z trwającymi przed Sądem Okręgowym w Warszawie innymi procesami, w których oskarżeni są m.in. Kiszczak oraz Jaruzelski.

Kiszczaka - wobec którego umorzono w czwartek proces za wydanie szyfrogramu, mającego być podstawą działań milicji w kopalni "Wujek" w 1981 r. - czeka we wrześniu kolejny proces: za represjonowanie podległych mu milicjantów z powodów religijnych. Może on - zgodnie z zaleceniami lekarzy - przebywać na sali sądu tylko 2 godziny dziennie. Podobne ograniczenia lekarskie ma także Jaruzelski - sądzony przed SO od 2001 r. za masakrę robotników wybrzeża w 1970 r.

W kwietniu 2007 r. pion śledczy IPN w Katowicach skierował akt oskarżenia wobec 9 osób - członków utworzonej w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. tzw. Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) oraz Rady Państwa PRL (która formalnie wprowadziła stan wojenny i wydała odpowiednie dekrety). Zarzuty dotyczą m.in. kierowania i udziału w "związku przestępczym (chodzi o WRON - red.) o charakterze zbrojnym, mającym na celu popełnianie przestępstw".

Jaruzelski, Kiszczak, Kania...

Główni oskarżeni to 84-letni gen. Jaruzelski - ówczesny I sekretarz PZPR, premier PRL i szef MON, a także szef WRON, 82- letni gen. Kiszczak - członek WRON i ówczesny szef MSW oraz 80- letni Kania, były już wtedy I sekretarz KC PZPR. Oskarżeni nie przyznają się do zarzutów; w IPN odmówili składania wyjaśnień.

Jaruzelski jest oskarżony o kierowanie "związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym, mającym na celu popełnianie przestępstw" (czyli WRON) - za co grozi do 10 lat więzienia. Drugi zarzut to podżeganie Rady Państwa do przekroczenia uprawnień przez uchwalenie w czasie sesji Sejmu PRL i wbrew konstytucji dekretów o stanie wojennym.

W 2006 r., gdy IPN stawiał mu zarzuty, Jaruzelski odrzucał je i mówił, że liczy, iż "niezawisły sąd będzie potrafił ocenić bolesną prawdę". Dodał, że jeśli dojdzie do procesu, będzie to "sąd moralny" nad "tymi w mundurach i bez mundurów" oraz z "milionami, którzy poparli stan wojenny".

Kiszczak jest oskarżony o udział w "zorganizowanym związku przestępczym o charakterze zbrojnym", za co grozi do 8 lat. Inni oskarżeni członkowie WRON to b. wiceszef MON gen. Tadeusz Tuczapski i b. szef Sztabu Generalnego WP gen. Florian Siwicki.

Kani zarzucono, że w marcu 1981 r. podpisał wraz z Jaruzelskim dokument zatytułowany "Myśl przewodnia stanu wojennego" oraz wytyczne o działaniach administracji państwowej w warunkach stanu wojennego. On sam mówił, że odszedł z funkcji w PZPR w październiku 1981 r., dlatego nie czuje się winny.

Zarzuty przekroczenia uprawnień (kara do 3 lat więzienia) postawiono trzem b. członkom Rady Państwa - Emilowi Kołodziejowi, Eugenii Kemparze i Krystynie Marszałek-Młyńczyk (niedawno zmarła; jej sprawę sąd umorzył) oraz ówczesnemu wiceministrowi sprawiedliwości Tadeuszowi Skórze, który miał podżegał Radę Państwa do uchwalenia dekretów.

Według obrony, oskarżeni nie popełnili przestępstwa, bo działali w stanie tzw. wyższej konieczności wobec groźby sowieckiej interwencji. Jaruzelski zapewnia, że zależy mu na szybkim procesie i powtarza, że stan wojenny był ocaleniem kraju przed katastrofą.

Stan wojenny miał zdławić NSZZ "Solidarność" i zapewnić utrzymanie władzy przez partię komunistyczną

Jego autorzy uzasadniali to niebezpieczeństwem - ich zdaniem - przejęcia władzy przez "Solidarność". Stan wojenny miał być "mniejszym złem" wobec rzekomej groźby interwencji wojsk radzieckich. Historycy odrzucają dziś tę tezę, uważając, że dla PZPR stan wojenny nie był alternatywą dla interwencji.