Na mocy nieprawomocnego wyroku Lepper ma na swój koszt zamieścić w "Rzeczpospolitej" i "Super Expressie" przeprosiny, w których stwierdzi, że mówiąc o faktach, które nie miały miejsca, nie tylko naraził Piterę na utratę wiarygodności, ale też wprowadził w błąd opinię publiczną. Pitera wnosiła w pozwie o zamieszczenie przeprosin w kilkunastu mediach - sąd uznał, że wystarczą te dwa, adresowane do "bardziej i mniej wyrobionego odbiorcy".

Lepper: ona święta nie jest

Pitera pozwała Leppera o naruszenie dóbr osobistych za to, iż oskarżył ją w programie telewizyjnym w 2006 r. o nadużycia przy zakupie mieszkania. W innej wypowiedzi na konferencji prasowej, Lepper żądał, by wytłumaczyła się, jak nabyła mieszkanie na poddaszu na warszawskim Mokotowie i mówił, że w tej sprawie "ona święta nie jest".

Sąd uznał, że mimo iż Lepper używał m.in. formy pytań, to w istocie celem jego wypowiedzi było wywarcie przekonania opinii publicznej o nieuczciwości Pitery, tym bardziej, że mówił to jako wicepremier. Według sądu, Lepper ani nie dowiódł prawdziwości swych zarzutów, ani też nie wykazał, by działał w interesie publicznym (wtedy nie ma mowy o naruszeniu dóbr osobistych - red.).

Zdaniem sądu, jedynym motywem działań Leppera było podważenie wiarygodności powódki, która w tym programie wypowiadała się o seksaferze w Samoobronie (Lepper jest jednym z oskarżonych w procesie w tej sprawie - red.).

Spytana przez dziennikarzy po wyroku, czy sądzi, że Lepper zrezygnuje z pomówień, Pitera odparła: "Podejrzewam, że nie, sądząc po jego zapowiedziach, że powraca do starego typu działalności". Dodała, że oczekuje, iż Lepper przeprosi ją "i zajmie się naprawdę działaniem na rzecz ludzi potrzebujących pomocy, a nie rozdzielaniem ciosów na prawo i lewo".

Lepper nie pojawił się na ogłoszeniu wyroku

Wcześniej zeznawał, że, jego wypowiedzi nie miały żadnego określonego celu. "To była moja reakcja na wypowiedzi pań posłanek. Nie przywiązywałem do tego wagi. Nie chciałem ubliżyć komukolwiek" - podkreślał.

W 2006 r. Lepper został prawomocnie skazany w procesie karnym z oskarżenia publicznego za pomówienie w 2001 r. pięciu polityków PO i SLD na rok i trzy miesiące więzienia w zawieszeniu na 5 lat i 20 tys. zł grzywny. W tym tygodniu został zaś skazany w sądzie I instancji na 25 tys. zł grzywny za wysypanie w 2002 r. zboża na tory w stolicy.