Śledztwo umorzono wobec niewykrycia sprawcy przestępstwa - podał w środę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokurator Mateusz Martyniuk. Postanowienie o umorzeniu jest nieprawomocne.

Prokuraturze nie udało się przesłuchać L. Kaczyńskiego

Mimo kilkukrotnie ponawianych próśb do Kancelarii Prezydenta RP, prokuraturze nie udało się przesłuchać L. Kaczyńskiego (prezydent RP nie ma obowiązku zeznawania jako świadek - PAP). Zeznawał zaś m.in. Sikorski.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa nieuprawnionego ujawnienia informacji niejawnych złożył w prokuraturze prezydencki minister, ówczesny szef BBN Władysław Stasiak.

Stało się to po tym jak w lipcu 2008 r. media ujawniły fragmenty tajnej i rejestrowanej rozmowy między prezydentem a ministrem, przeprowadzonej w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu w BBN.

Tego dnia premier oświadczył, że nie jest usatysfakcjonowany ofertą USA w negocjacjach ws. tarczy. Prezydent - według "Dziennika" - miał pytać Sikorskiego "lodowato" m.in., czy to on tłumaczył telefoniczną rozmowę Tuska z wiceprezydentem USA Dickiem Cheney'em. "Czy pan jest tłumaczem?" - pytał prezydent. "Jakie to ma znaczenie?" - dziwił się Sikorski. "Czy pan jest tłumaczem, powtarzam pytanie?"; "Nie rozumiem, jaki to ma związek ze sprawą". "Proszę zaprotokołować: "Odmawia odpowiedzi na pytanie, czy jest tłumaczem"" - miał dodać L. Kaczyński.

Prezydent miał też dopytywać, czy Sikorski zna Rona Asmusa, prominentnego polityka amerykańskich demokratów. "Nie widzę związku ze sprawą tarczy" - odpowiadał Sikorski. "Powtarzam pytanie: czy pan zna Rona Asmusa?"; "Nie widzę związku"; "Zna pan?"; "Zna go pani Fotyga, ja go też znam". "Proszę zaprotokołować: "Potwierdził, że zna Rona Asmusa"" - miał mówić prezydent.

Według "Dziennika", prezydent pytał o Asmusa, bo podejrzewał, że Sikorski zawarł tajny pakt z demokratami - że umowa o tarczy zostanie podpisana z nimi, a nie z odchodzącą administracją George'a W. Busha. Sam Asmus przyznał, że zna Sikorskiego, ale zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek nakłaniał polskiego ministra do zajęcia konkretnego stanowiska w sprawie obrony antyrakietowej.

Politycy PO mówili, że wyciek fragmentów rozmowy to skandal. "Ujawniamy Amerykanom szczegóły naszych negocjacji, to osłabia naszą pozycję" - oceniał wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak. Według Jarosława Kaczyńskiego źródłem przecieku był szef polskiej dyplomacji, który - jak ocenił prezes PiS - ujawnił fragment rozmowy w zemście, bo "jest to człowiek rzeczywiście niesłychanie wręcz uczulony na własnym punkcie".

Prokuratura dostała nagranie samej rozmowy, które "poddano oględzinom". Przesłuchano także pracowników Kancelarii Prezydenta.

Za ujawnienie tajemnicy państwowej grozi do pięciu lat więzienia. Według orzecznictwa Sądu Najwyższego przestępstwem jest pierwotne ujawnienie tajemnicy - przez urzędnika zobowiązanego do jej przestrzegania, który udostępnił ją mediom - a nie przez dziennikarzy, którzy ją opublikowali.