Lekarze, z którymi do zatrzymania w lutym 2007 r. pracował dr G., mówili w sądzie w zeszłym tygodniu, że ordynator ich poniżał, nie pozwalał zdobywać specjalizacji, za nadgodziny nie płacił, a premie, które miały to rekompensować, przydzielał uznaniowo.

W poniedziałek sąd oglądał kolejne, zarejestrowane przez CBA nagrania z gabinetu dr. G. Na jego wniosek odtwarzano wybrane nagrania, na których widać i słychać, jak rozmawiał z podwładnymi. Po każdej takiej emisji oskarżony składał oświadczenie, w którym - jak na odprawach z lekarzami - objaśniał sądowi poszczególne przypadki.

Po zeszłotygodniowych zeznaniach dr. Krzysztofa R., który mówił, że dr G. utrudniał mu zdanie egzaminów specjalizacyjnych, sąd odtworzył nagranie z grudnia 2006 r., na którym widać, jak dr G. namawia dr R. - swego asystenta - by przygotował prawidłową listę przeprowadzonych operacji kardiochirurgicznych (wymaganą do specjalizacji) oraz inne uzgodnienia związane z przystępowaniem do egzaminów. Na innym nagraniu widać, jak dr G. rozmawia przez telefon ze swym zwierzchnikiem i skarży się, że musi swoich asystentów "pchać", by robili te specjalizacje. "Nie jest tak jak mówił dr R. Przedstawiłem dowody, że kłamał" - powiedział oskarżony.

Dr Mirosław G. nie podjął jeszcze decyzji, czy powoła nowego obrońcę, czy będzie bronił się sam - po tym, jak pełnomocnictwo wypowiedziała mu mec. Magdalena Bentkowska. "Na pewno nie zrobię nic, co by przeciągało ten proces" - powiedział PAP w poniedziałek dr G., spytany o to w przerwie procesu. Zgodnie z prawem, oskarżony o korupcję i mobbing nie ma obowiązku występowania w sądzie z adwokatem, może bronić się sam.

"Gazeta Wyborcza" napisała, że mec. Bentkowska wypowiedziała pełnomocnictwo kardiochirurgowi w piątek wieczorem, na niejawnej części rozprawy tamtego dnia. W poniedziałek pani mecenas potwierdziła ten fakt, ale ani ona, ani oskarżony nie ujawniają powodu, który o tym przesądził. "Nie mogliśmy uzgodnić linii obrony, to wszystko co mamy do powiedzenia" - mówili jedynie.

Mec. Bentkowska, która również podkreśla, że nie chce, by przez to zdarzenie opóźniał się proces, zadeklarowała uczestnictwo w kolejnych rozprawach i reprezentowanie swego byłego klienta jeszcze przez dwa tygodnie.

"Mam całe dwa tygodnie na podjęcie decyzji, czy bronić się sam, czy powołać nowego obrońcę" - mówił też dr G. Podkreślił, że z panią mecenas pozostają "w przyjaźni", zakończył się tylko etap, gdy reprezentuje go ona w sądzie.

"GW" zauważa, że mec. Bentkowska rozstała się ze swym klientem w znamiennym punkcie procesu - gdy sąd badał zarzuty mobbingowania personelu kardiochirurgii przez doktora G. Jego byli podwładni przed sądem potwierdzali, że dr G. źle ich traktował, a atmosfera w pracy była fatalna. Prawie na każde z takich zeznań oskarżony lekarz reagował oświadczeniami, dało się zauważyć wymianę zdań między nim a jego adwokatką.

Przed sprawą kardiochirurga G. mec. Bentkowska zajmowała się głównie sprawami cywilnymi. Sprawa zatrzymanego przez CBA kardiochirurga spowodowała, że stała się rozpoznawalna w mediach; jej wystąpienia doprowadziły do uchylenia lekarzowi aresztu po trzech miesiącach i obalenia najcięższego ze stawianych mu zarzutów - zabójstwa pacjenta.

Ona oraz jej ojciec - mec. Aleksander Bentkowski (b. minister sprawiedliwości i b. poseł PSL) reprezentowali dr G. w wygranym procesie cywilnym ze Zbigniewem Ziobrą, za słowa "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Ziobro ma przeprosić lekarza w trzech stacjach telewizyjnych. Zapłacił już zasądzone oprócz tego 30 tys. zł zadośćuczynienia.