statystyki

Zła zmiana na 100-lecie? Prof. Błeszyński krytycznie o propozycjach zmian w prawie autorskim

autor: Jan Błeszyński09.01.2018, 09:47; Aktualizacja: 09.01.2018, 11:47
Dyrektywa o zbiorowym zarządzaniu dostrzega różnice wynikające zarówno z tradycji miejscowych, jak i udziału w rynku autorskim poszczególnych państw, oraz potrzebę szczególnej ochrony repertuaru lokalnego. I właśnie te fundamentalne dla tworów kultury narodowej aspekty projektowanej ustawy zostały w projekcie jej implementacji ujęte wadliwie

Dyrektywa o zbiorowym zarządzaniu dostrzega różnice wynikające zarówno z tradycji miejscowych, jak i udziału w rynku autorskim poszczególnych państw, oraz potrzebę szczególnej ochrony repertuaru lokalnego. I właśnie te fundamentalne dla tworów kultury narodowej aspekty projektowanej ustawy zostały w projekcie jej implementacji ujęte wadliwieźródło: ShutterStock

Jeśli w ustawie o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi zachowane zostaną ostatnio wprowadzone do projektu postanowienia, spowodują zniszczenie istniejących od kilkudziesięciu lat struktur rynkowych zarządzających w Polsce prawem autorskim

Odrodzone dzięki czynowi zbrojnemu Józefa Piłsudskiego i zabiegom dyplomatycznym Romana Dmowskiego oraz Ignacego Jana Paderewskiego Państwo Polskie odziedziczyło na byłych obszarach poszczególnych zaborów porządki prawne państw zaborczych, tj. ustawodawstwa niemieckie, austriackie i francusko-rosyjskie. W zakresie prawa autorskiego należały one do najbardziej rozwiniętych, jednak obowiązywanie w jednym państwie kilku różnych systemów było niezwykle uciążliwe. Dlatego za jedno z zadań priorytetowych uznana została ich unifikacja. Już w 1920 roku powołano komisję z zadaniem opracowania projektu prawa autorskiego. Na głównego referenta powołano Fryderyka Zolla, profesora UJ, który niegdyś, jeszcze jako docent, wykładał prawo autorskie na uniwersytecie wiedeńskim. Koreferentem został warszawski adwokat Jan Jakub Litauer. Znamienne było powierzenie całości prac (choć komisja działała w ramach Komisji Kodyfikacyjnej RP) środowisku naukowemu. Prace odbywały się w gronie najwybitniejszych prawników międzywojnia, znakomicie obytych nie tylko z ówczesnym prawem europejskim, w tym państw rozbiorowych, lecz dysponujących także rozległą wiedzą prawnoporównawczą. Prace trwały do początku 1926 r. Był to okres dla odradzającego się państwa szczególnie trudny, zarówno politycznie, jak i gospodarczo. Mimo to twórcy pierwszej rodzimej ustawy autorskiej mieli ambicje stworzenia nowoczesnego prawa autorskiego, zapewniającego twórcom wysoki poziom ochrony. Lektura starannie zebranych i opublikowanych w 1928 r. przez prof. Stanisława Gołąba materiałów z prac nad międzywojennym prawem autorskim budzi najwyższy podziw dla kompetencji i rzeczowości naszej międzywojennej prawniczej elity działającej w trosce o efektywne zabezpieczenie interesów twórców i kultury narodowej.

Nasza pierwsza ustawa nie była kompilacją współczesnych jej ustawodawstw. Czerpano z doświadczeń innych państw. Tworzono jednak ustawę nie tylko nowoczesną, lecz w wielu kwestiach – zarówno konstrukcyjnych, jak i dotyczących treści uprawnień – także nowatorską w stosunku do ówczesnych regulacji. Znalazło to wyraz przede wszystkim w konstrukcji treści prawa autorskiego, definicji utworu, ujęciu czasu majątkowej ochrony praw twórcy. Po raz pierwszy ustawowo uregulowano status utworu jako ustalonego w jakiejkolwiek postaci dobra duchowego, niematerialnego, stanowiącego emanację wyobraźni twórcy, a jednocześnie będącego kontynuacją i składnikiem dorobku kultury, w tym narodowej. Znalazło to szczególny wyraz w ustanowieniu ochrony utworu w zakresie autorskich dóbr osobistych, ujętych syntetycznie, nieprzenoszalnych, trwających bezterminowo i po śmierci wykonywanych przez bliskich zmarłemu twórcy. Nadto ochrona ta ujęta została uniwersalnie, mianowicie niezależnie od powstania i trwania autorskich praw majątkowych do utworu.

Wkrótce po uchwaleniu nasza ustawa autorska zyskała sobie wysokie oceny w świecie. W gremiach przygotowujących rzymską redakcję Konwencji Berneńskiej z 1928 r. uznano za niezbędne zaproszenie naszej delegacji do grona redagującego przepis o ochronie praw osobistych twórcy. Wyróżnienie to spowodowało nawet konflikt dyplomatyczny, ponieważ łączyło się z pominięciem eminentnych osób od kilkudziesięciu lat występujących w takich gronach.

To przypomnienie w stulecie naszej państwowości jest tym bardziej uzasadnione, że najprawdopodobniej w nowe wejdziemy z gruntownie zmienioną – obecnie przygotowywaną – ustawą o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi, a zmiany w zasadach ochrony praw twórców będą bardzo daleko idące. Niestety, wszystko wskazuje na to, że nie będą one tytułem do chwały, a w każdym razie nie przyczynią się do pełnego zabezpieczenia interesów naszych twórców i kultury narodowej. Jeśli zachowane zostaną ostatnio wprowadzone do projektu tej ustawy postanowienia, spowodują one zniszczenie tradycyjnych, istniejących od kilkudziesięciu lat struktur rynkowych zarządzających w Polsce prawem autorskim.

W odróżnieniu od trybu pracy nad międzywojennym projektem ustawy, którego założenia jasno zostały przedstawione w tezach ogłoszonych w 1920 r. przez Fryderyka Zolla i poddanych ocenie przez koreferenta Jana Jakuba Litauera, kierunek obecnie dokonywanych zmian jest, oględnie mówiąc, niezrozumiały. Można zresztą wątpić, czy są one wyrazem przemyślanej polityki kulturalnej. Raczej stanowią wynik nazbyt łatwego ulegania postulatom lobby producencko-dystrybutorskiego. W pracach legislacyjnych przyjęto założenie przygotowywania projektu w cieniu ministerialnych gabinetów.


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane