W maju 2015 r. weszła w życie nowelizacja kodeksu karnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2015 r. poz. 541). Zaostrzono w niej przepisy związane z odpowiedzialnością za przestępstwa, ale jednocześnie podsunięto marchewkę – możliwość szybszego powrotu za kierownicę pod warunkiem montażu w aucie blokady alkoholowej. To urządzenie uniemożliwiające uruchomienie silnika w sytuacji, gdy poziom alkoholu w wydychanym przez kierującego powietrzu przekroczy 0,1 mg w 1 dm3.

Przez pierwszy rok przepisy były martwe. Brakowało rozporządzenia, które określałoby wymagania techniczne dla alkolocków. Gdy w końcu je wydano, okazało się, że z blokad nikt nie chce korzystać.

Nie wiedzą, nie zakładają

W Łodzi w tym roku złożono tylko jeden wniosek o zgodę na prowadzenie auta z blokadą (został rozpatrzony pozytywnie), a w ubiegłym – żadnego. W Gdańsku wykonywanych jest obecnie pięć orzeczeń, a w pierwszej połowie roku wpłynęło sześć wniosków. W Rzeszowie w ciągu dwóch lat wydano raptem 10 zgód.

W sumie sądy w całej Polsce wydały do tej pory łącznie 257 zgód, podczas gdy liczba funkcjonujących zakazów prowadzenia auta przekracza 124 tys.

Przyczyny tak niskiej liczby wniosków są różne. Zdaniem sędziów, z którymi rozmawialiśmy, mało który kierowca wie o takiej możliwości. A to właśnie sami zainteresowani muszą o nią wnioskować.

– Być może wniosków byłoby więcej, gdyby przepisy obligowały sąd do pouczenia kierowców, wobec których orzekany jest zakaz prowadzenia, o tym, po jakim czasie i na jakich zasadach mogą się ubiegać o możliwość jazdy z blokadą – uważa Adam Jasiński, prawnik specjalizujący się w ruchu drogowym.

Ale to rozwiązałoby tylko część problemu. Bo dotyczyłoby kierowców, wobec których zakaz orzekany jest teraz. Jednak – z czego mało osób zdaje sobie sprawę – z wnioskiem do sądu o blokadę mogą też występować ci, którym sąd odebrał prawo jazdy przed wejściem w życie przepisów ustawy o pijanych kierowcach. Pod warunkiem, że upłynęła już połowa okresu, na który sąd orzekł zakaz.

Blokada alkoholowa drugą szansą kierowcy

Blokada alkoholowa drugą szansą kierowcy

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Dlatego potrzebna jest jakaś kampania informacyjna na ten temat. Pamiętajmy jednak, że jazda z blokadą nie jest obowiązkiem, a przywilejem kierowcy, z którego może on, a nie musi, korzystać. To im powinno najbardziej na tym zależeć – dodaje Jasiński.

Wniosek droższy niż alkolock

Mała liczba blokad alkoholowych powinna martwić. Bo zwiększa prawdopodobieństwo, że spora część spośród 124 tys. osób, którym orzeczono zakaz, nielegalnie wsiada za kierownicę. Być może pijana. – Ryzykują, licząc, że nie zostaną złapani – komentuje Mariusz Wasiak z Komendy Głównej Policji. Warto jednak przypomnieć, że za złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdu (nawet na trzeźwo) od niedawna grozi już nie trzy, a pięć lat więzienia.

Zaskoczony tak słabymi statystykami dotyczącymi alkolocków jest Andrzej Łukasik z Polskiego Towarzystwa Kierowców. – Do tej pory nie przyglądaliśmy się tej sprawie, więc nawet nie wiedziałem, że kierowcy tak rzadko z nich korzystają. Oczywiście postaramy się w jakiś sposób zwrócić ich uwagę na nowe regulacje, ale tutaj potrzebna jest duża kampania ogólnopolska. My nie mamy środków na jej przeprowadzenie – przyznaje Łukasik.

Zdaniem ekspertów cena urządzenia nie jest już problemem. Nie trzeba go kupować na własność. Wystarczy wyleasingować – firmy oferują taką usługę już za 80 zł za miesiąc.

– Moim zdaniem barierą są raczej koszty usług prawniczych – twierdzi Artur Mezglewski ze Stowarzyszenia Prawo na Drodze. – Wielokrotnie zgłaszają się do nas ludzie, którzy ewidentnie zostali niesłusznie ukarani za wykroczenie czy przestępstwo drogowe, a nie są w stanie podjąć żadnych racjonalnych działań, żeby się bronić. Nie oczekujmy więc, że osoba, która straciła prawo jazdy, nagle znajdzie informacje o korzystnych dla niej przepisach, po czym usiądzie i sama napisze wniosek. Większość nie jest w stanie tego zrobić bez pomocy prawnika. A ceny jego usług mogą okazać się zaporowe – twierdzi Mezglewski.