statystyki

Władza w imię walki z "sędziokracją" pozbawia społeczeństwo ochrony prawnej

autor: Piotr Mgłosiek22.07.2017, 18:30
Jednak najświeższym przykładem sędziokracji w rozumieniu części posłów jest – co wynika z treści złożonego przez nich 7 lipca 2017 r. kolejnego wniosku do Trybunału Konstytucyjnego – badanie przez SN w trybie przewidzianym dla spraw cywilnych legalności wyboru sędzi Julii Przyłębskiej na funkcję prezesa TK

Jednak najświeższym przykładem sędziokracji w rozumieniu części posłów jest – co wynika z treści złożonego przez nich 7 lipca 2017 r. kolejnego wniosku do Trybunału Konstytucyjnego – badanie przez SN w trybie przewidzianym dla spraw cywilnych legalności wyboru sędzi Julii Przyłębskiej na funkcję prezesa TKźródło: PAP
autor zdjęcia: Jacek Turczyk

 Jakaż szkoda, że w listopadzie ub.r. w Senacie głosami większości upadł projekt ogłoszenia roku 2017 Rokiem Leśmianowskim. Ale czy na pewno? Czy aby słowotwórcza szarża prezydenckiego ministra Krzysztofa Łapińskiego – komentującego ogłoszoną 31 maja 2017 r. uchwałę Sądu Najwyższego dotyczącą prawnej skuteczności ułaskawienia przez prezydenta ministra Mariusza Kamińskiego jako przykładu sędziokracji – nie zdradza fascynacji twórczością Bolesława Leśmiana. Bo był on, nie licząc Cypriana Kamila Norwida, największym mistrzem neologizmów słownych w obszarze języka polskiego, wybitnym poetą i oddanym swojej pracy notariusza prawnikiem.

Reklama


Minister Łapiński nie jest jedynym propagatorem pojęcia „sędziokracja”. To słowo obecne było częstokroć chociażby w wypowiedziach nieżyjącego już rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego. Co jakiś czas ów neologizm pojawiał się zatem w debacie publicznej, ale zawsze w dość specyficznym kontekście.

Otóż gdy przedstawiciele dwóch konstytucyjnych władz – ustawodawczej bądź wykonawczej – mieli problem z akceptacją budzącego po ich stronie emocje orzeczenia sądowego, kwitowali sprawę, wskazując, że jest to przykład właśnie sędziokracji. Wydaje się więc, że chodzi tutaj o przekonanie, iż władza sądownicza treścią konkretnego rozstrzygnięcia wkracza w dominium należne dwóm pozostałym władzom. Z kolei sama sędziokracja ma być zapewne formą wynaturzenia demokracji. W tym właśnie kierunku rząd ustami premier, a także przedstawiciele Kancelarii Prezydenta oraz większości sejmowej komentowali wzmiankowaną wyżej uchwałę Sądu Najwyższego z 31 maja 2017 r.

Najlepszym dowodem na poparcie stawianej tezy o konkretnym rozumieniu pojęcia sędziokracji jest wniosek marszałka Sejmu, któremu nadano już trybunalską sygnaturę Kpt 1/17, uznającego, że odpowiedź na pytanie prawne zadane przez trzyosobowy skład SN odnośnie do dopuszczalności ułaskawienia określonej osoby przed prawomocnym zakończeniem postępowania karnego jest przykładem sporu kompetencyjnego między centralnymi organami państwa, który w myśl art. 189 konstytucji władny jest rozpoznać Trybunał Konstytucyjny.

Tyle że żadnego sporu kompetencyjnego w omawianej materii, jak się wydaje, nie ma. Jako pierwszy jawi się problem definicyjny, który można sformułować tak: czy w istocie SN jest centralnym konstytucyjnym organem państwa? Kilka lat temu TK rozpatrywał głośny spór kompetencyjny co do właściwej reprezentacji kraju na jednym ze szczytów unijnych, gdzie jednoczesny akces zgłaszali premier i prezydent. Tu nie było wątpliwości, że definicja centralnych konstytucyjnych organów państwa była spełniona. Spór był jak najbardziej realny i groził wręcz kompromitacją dyplomatyczną, zatem Trybunał Konstytucyjny go rozstrzygnął. Niechaj jednak w kwestii spełnienia przez SN definicji centralnego organu państwa wypowiedzą się znawcy ustroju administracyjnego – z szacunkiem ustępuję im pola.


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Komentarze (5)

  • Mecenas spoza kasty(2017-07-22 22:10) Zgłoś naruszenie 36

    Autor artykułu winien wyjść zza dziennikarskiego biurka i przejść się do sądu, by następnie siąść na ławce w charakterze publiczności i posłuchać oraz poobserwować. Wtedy by zauważył, że w sądach mamy do czynienia nie z sędziami, ani z sędziokratami, ale ze zwykłymi biurwami. Właśnie ów biurwizm pozbawia społeczeństwo ochrony prawnej. Ktoś, kto obecnie uważa, że sytuacja w sądach jest normalna, sam ma problemy z normalnością. Obywatele chcą mieć sprawiedliwe i sprawnie działające sądy. Tylko tyle i aż tyle. Powyższy artykuł pokazuje, że o sytuacji w sądach piszą ludzie, którzy do sądów nie chodzą. Gdyby autor artykułu faktycznie bywał w "budynkach ludzkiej sprawiedliwości", przedmiotowy twór dziennikarski miał by zupełnie inną treść.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Ale jaja ale jaja(2017-07-23 07:41) Zgłoś naruszenie 00

    Czy sędzia Milewski, a także PZPRowski beton w składzie SN gwarantuje ochronę prawną? Pytanie tylko komu oni tę ochronę prawną gwarantowali? Człowiekowi honoru - Kiszczakowi, Jaruzelskiemu i im podobnym?

    Odpowiedz
  • Autor mecenas spoza kasy żadnymi inwektywami (2017-07-23 08:13) Zgłoś naruszenie 00

    rzucił inwektywami. Sędziowie coraz bardziej przypominają nomenklaturę PZPR.Też dzieliła się ona na idiotów wierzących w komunizm i cynicznych karierowiczów.Też większość z ********** chciała i mogła bo prawdziwe centra decyzyjne przeniosły się do wojska,milicji i służb specjalnych,które ustroju broniły.Jednak formalnie te panie w niemodnych garsonkach i ci panowie w marynarkach w stylu Edwarda Kuczery, zaczynając od komitetów zakładowych,kończąc na Centralnym rządzili tym krajem.Nawet w 1976r.,zostało to wpisane do konstytucji.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama