statystyki

Afera reprywatyzacyjna: Adwokat, który wessał czerń

autor: Mira Suchodolska02.06.2017, 07:07; Aktualizacja: 02.06.2017, 08:22
Jeśli jest majątek, który można przejąć, pieniądze, które można zarobić za pomocą legalnych narzędzi prawnych, grzechem byłoby tego nie zrobić – przekonuje jeden z adwokatów zajmujących się roszczeniami

Jeśli jest majątek, który można przejąć, pieniądze, które można zarobić za pomocą legalnych narzędzi prawnych, grzechem byłoby tego nie zrobić – przekonuje jeden z adwokatów zajmujących się roszczeniamiźródło: ShutterStock

Zaczynał od obrony lokatorów, by przejść na ciemną stronę skupujących roszczenia. Oszust? A może ofiara?

Reklama


Przystojny i bardzo kompetentny. Życzliwy. Wielka wiedza – tak ludzie mówią o mecenasie Tomaszu Ż., jednym z adwokatów aresztowanych w związku z tzw. aferą reprywatyzacyjną. Pisząc „ludzie”, mam na myśli zarówno lokatorów, których kiedyś bronił przed eksmisjami, jak i jego bliskich oraz kolegów. Przy czym ci pierwsi ubolewają, że mecenas Ż. przeszedł na ciemną stronę. Drudzy, że wplątał się przez przypadek w gospodarczo-polityczną awanturę. I że stał się jej ofiarą. Ja nie będę pisać Tomaszowi Ż. mowy obrończej, nie zamierzam też sporządzać dla niego aktu oskarżenia. Zajęłam się tą sprawą, gdyż na podstawie jego przypadku można dobrze zaobserwować kilka problemów, które należałoby przedyskutować i rozwiązać. Prawnych, ale także etycznych.

Ewa Andruszkiewicz, jedna z najbardziej znanych twarzy ruchu obrony lokatorów, koleżanka Jolanty Brzeskiej, od kilku dni członkini Rady Społecznej przy komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w stolicy, ożywia się, kiedy pytam ją o Ż. – Był moim adwokatem w sprawie o eksmisję. Przegrał ją – streszcza. I dodaje, że nie ma pretensji o to, że przegrali, tylko o styl i sposób, w jaki się to stało.

Opowiada, że na początku patrzyła w Ż. jak w obrazek. Młody wiekiem i stażem, ale imponujący wiedzą, uczący się, niesamowicie kreatywny. Wymyślał strategie, szukał sposobów. Wspierający, otwarty, można było dzwonić do niego niemal o każdej porze, a on odbierał telefon. Wszystko zmieniło się jednego dnia. Dnia kolejnej rozprawy, kiedy to na sądowym korytarzu natknęła się na przedstawiciela drugiej strony, znanego handlarza roszczeniami (nie prawnika, choć lubił, kiedy tytułowano go mecenasem) Huberta M. Usiłował ją nakłonić „do ugody”, która miała polegać na tym, że się grzecznie wyprowadzi ze spornego lokalu i machnie ręką na pieniądze, które – jak uważała – się jej należą. „Nie ma mowy”, powiedziała. Wtedy tamten zaczął na nią wrzeszczeć i grozić: że ją załatwi jak innych. I że on wszystkie sprawy wygrywa, więc Ewa nie ma szans. Szybkim krokiem ruszyła w stronę siedzącego na krześle nieopodal swojego obrońcy Tomasza Ż. „Panie mecenasie, on mi grozi, słyszał pan?”, pytała. Ale Ż. zwiesił głowę i z zainteresowaniem zaczął oglądać podłogę. – Na rozprawie był zgaszony, nie miał pytań. Podczas kolejnych spał, nie przejawiał żadnej inicjatywy. Przestał odbierać ode mnie telefony. Nie odpowiadał na moje pytania – wylicza Ewa Andruszkiewicz. I dodaje, że sprawa była i tak przegrana – wysoki sąd stawał na głowie, żeby zadowolić jej adwersarzy, ale przemiana energicznego obrońcy w zombi była czymś zaskakującym. Dziś jest przekonana, że został w jakiś sposób zmuszony do przejścia na drugą stronę mocy. Czy to szantażem, może groźbą, bo ta ekipa zastraszania używała jako użytecznego narzędzia wobec lokatorów, wobec spadkobierców, to dlaczego nie wobec innych prawników. A może skusili go pieniędzmi, bo niedawno urodziło mu się dziecko i pewnie ich potrzebował. – Ale zachował honor, bo kiedy kolejna grupa lokatorów poprosiła Ż. o zajęcie się ich sprawą, odmówił. I przyznał, że teraz pracuje „dla tamtych”.

Tamci

Biznesem reprywatyzacyjnym zajmowała się w Warszawie niewielka grupa przedsiębiorców i adwokatów. Jak wielką mieli sieć współpracowników – wśród urzędników samorządowych, lecz także wśród sędziów i urzędników sądowych – można się tylko domyślać. O tym, że nie byliby w stanie działać tak długo, na taką skalę, zgarniając mienie warte setki milionów złotych, mówią wszystkie osoby, które zagaduję w tej sprawie. Że parasol ochronny nad nimi tworzyli panowie ze służb wojskowych, które niby już dawno temu zostały rozwiązane – tak samo. Tyle że to jest na razie „legenda miejska” – bagatelizują ci, którzy o aferze reprywatyzacyjnej wolą mówić jako o populistycznej histerii, walce o wpływy, politycznej hucpie.

Ale przyjrzyjmy się kilku osobom występującym w tym przedstawieniu. Rodzina M. – boss Maciej, który pierwsze kroki w biznesie stawiał ponoć na przełomie systemów, w okolicach 1989 r. – prowadząc spółki polonijne. Związany z Fundacją Semper Polonia, niesamowicie skuteczny, bardzo zamożny. Współpracują z nim jego syn Maksymilian i synowa Magdalena. Mają trzy spółki (na ich czele oficjalnie stoi Maksymilian), a w portfelu dziesiątki działek w najlepszych lokalizacjach stolicy odzyskiwanych w błyskawiczny (kilka miesięcy) jak na polskie warunki sposób. To m.in. działki przy Pałacu Kultury, na pl. Zamkowym, gimnazjum przy ul. Twardej, grunt pod dawnym pałacem Karasia.

Do „tamtych” można zaliczyć grupę adwokatów, wśród których na pierwszym miejscu wymieniany jest Jan S. – legenda adwokackiej socjety, który zaraz po transformacji zaczął rozglądać się za kupnem roszczeń od spadkobierców. – Wybitnie inteligentny człowiek, wiedział, że po zmianie politycznej nastąpią zmiany legislacyjne, przekształci się rzeczywistość gospodarcza – opowiada jeden ze stołecznych adwokatów. U Jana S. uczyli się lub współpracowali niemal wszyscy, którzy potem liczyli się w tym biznesie, np. mecenasi Andrzej M. czy Robert N. Natomiast Tomasz Ż., najmłodszy wśród prawników aresztowanych w tej sprawie, robił aplikację u Andrzeja M. – Czyli M. był jego patronem, to szczególny związek, który utrzymuje się latami. Młody adwokat jest wychowywany przez swojego mistrza, lecz także zaciąga wobec niego zobowiązania – tłumaczy jeden ze znanych adwokatów.


Pozostało jeszcze 71% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Komentarze (6)

  • h2o(2017-06-02 22:26) Zgłoś naruszenie 53

    Trochę mi szkoda tego młodego adwokata, mam wrażenie że patron wysterował go aż miło..

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Andy(2017-06-02 18:02) Zgłoś naruszenie 41

    Dobrze, że ktoś bliżej przyjrzał się tej historii z ostatnimi aresztowaniami w sprawie "reprywatyzacyjnej". Nie od strony medialno-politycznej nagonki ale od strony tych pojedynczych zatrzymanych ludzi. Dobrze, że zadaje się pytania i nie osądza pochopnie. Mam nadzieję, że uda się wyjaśnić na ile ktoś był winny a na ile mógł się "wplątać przez przypadek".

    Odpowiedz
  • Zzz(2017-06-05 07:50) Zgłoś naruszenie 43

    To co że młody ? Dla średnio rozgarniętej osoby (a już nie mówiąc o wykształconym adwokacie opisanym jako "kompetentny") ten sposób na zarobek powinien wydać się co najmniej mogący rodzić problemy w przyszłości (za szybko i za dużo !). W takie rzeczy nie da się "wplątać przez przypadek".

    Odpowiedz
  • ata(2017-06-04 11:28) Zgłoś naruszenie 22

    Adwokat - zawód zaufania publicznego (może to od słowa zawodzić). :)))) Tak się kończą urojone teorie etyczne. Tak też się kończy państwo, które udaje, że nie wie, że ekonomia jest silniejsza niż prawo, bo prawo jest tylko jej pochodną. Już 27 lat temu to samo państwo, pozbyło się urzędników-UBeków, specjalistów od spiskowania. Wykluczeni przeszli na "ciemną stronę mocy" i do dzisiaj posprzątać tego bałaganu nie można. Tak się kończy głupia polityka zachęcania lub zmuszania ludzi mających kwalifikacje i wiedzę do przechodzenia na tą tzw. "ciemną stronę mocy" - czyli na stronę efektu ekonomicznego. Teraz robią ten sam błąd z urzędnikami. Na rynek wejdą ludzie, mający wiedzę jak działa system. Tyko czekać jak ich ktoś zagospodaruje. I za parę lat znowu państwo będzie płakać, że nie może sobie dać rady. No ale jak ktoś nie wyciąga wnosków z historii to będzie ciągle te same błędy powtarzał.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama