Wśród wielu barier wejścia na rynek usług prawnych w Polsce znajduje się jedna, którą uznać należy za szczególnie irytują-cą. Jest to zresztą bariera, która dotyczy całego sektora drobnej przedsiębiorczości. Mowa o tzw. składkach na ubezpieczenie społeczne. Czemu pisze o „tzw. składkach”? Jest to bowiem w istocie podatek, a żeby powiedzieć zupełnie uczciwie - haracz.

Słownik wyrazów obcych definiuje haracz jako opłatę wygórowaną i ściąganą niesłusznie, okup. Definicja ta pasuje jak ulał do tzw. składek na ZUS.

Trzeba wskazać wyraźnie, że pokolenie pobierające obecnie pobory z ZUS-u płaciło całe życie uczciwie swoją daninę państwu i ma prawo oczekiwać godnej emerytury. Problem jednak w tym, że wpłacane przez przedstawicieli tego pokolenia pieniądze zostały przez państwo wydane uprzednio na szereg wydatków zupełnie niezwiązanych z systemem zabezpieczenia społecznego. Aby więc sfinansować dla nich wypłaty - państwo obłożyło gigantyczną daniną pokolenie obecnych 20 i 30-latków, zwłaszcza młodych przedsiębiorców. Danina ta znacznej części młodych nie pozwala w ogóle na założenie biznesu, płacona jest bowiem niezależnie od tego czy firma odnosi sukcesy i ma zyski (a to nie dzieje się przecież od razu) czy ponosi porażki i przynosi znaczne straty.

Należy od razu wyjaśnić, że tzw. „mała” opłata zusowska płacona przez przedsiębiorcę przez pierwsze dwa lata prowadzenia działalności gospodarczej nie rozwiązuje problemu w najmniejszym stopniu. Najlepiej widać to na rynku usług prawnych, gdzie najczęstszą formą zatrudnienia aplikanta adwokackiego w trakcie trwania aplikacji jest umowa o współpracę, zaś aplikant rozpoczyna prowadzenie działalności gospodarczej. Po zdaniu egzaminu zawodowego młody adwokat najczęściej „wchodzi” więc niemal od razu w „dużą” opłatę zusowską.

Ponadto w biznesie jest zazwyczaj tak, że w ciągu dwóch lat nie zdąży się jeszcze wyprowadzić firmy na prostą. Wzrost firmy musi być organiczny i trwa latami. Młody przedsiębiorca - w tym adwokat - który najczęściej nie ma od razu dużej liczby klientów, zamiast inwestować w kanały ich pozyskiwania, w siedzibę, w infrastrukturę informatyczną, w bibliotekę (tak - dobry adwokat to ten, który ma dużą bibliotekę książek prawniczych!) - musi oddawać ok. 1200 zł miesięcznie urzędnikom z ZUS. Młode pokolenie oddaje te pieniądze z bólem nie dlatego, że pozbawione jest instynktu solidaryzmu społecznego - po prostu zdaje sobie sprawę z tego, że ZUS jest piramidą finansową, która w przeciągu najbliższej dekady mu-si upaść. Nie znam ani jednego młodego przedsiębiorcy, który wierzyłby w to, że z płaconych dziś składek będzie mieć emeryturę w przyszłości.

Gdy pod koniec XIX w. Otto von Bismarck wprowadził w Niemczech w życie ideę ubezpieczeń społecznych, miały być one odpowiedzią konserwatystów na groźbę socjalistycznej rewolucji, miały stabilizować sytuację społeczną. Cel ten zresztą wówczas dość dobrze wypełniły, ale stało się tak z powodu ówczesnej struktury społecznej - społeczeństwa były młode, ludzi żyli krócej, osób dożywających sędziwego wieku było mniej, a dzieci było znacznie więcej. Dziś sytuacja w Eu-ropie jest odwrotna - społeczeństwa się starzeją, okres pobierania emerytury przez coraz większą liczbę ludności się wydłuża, jest mało dzieci i nie następuje wymiana pokoleniowa. Jest więc w istocie tylko kwestią czasu gdy system ten się załamie.

Odrzucić należy też argument, że składka zawiera przecież także część zdrowotną, a ta to już na pewno jest konieczna. Wie o tym każdy, kto musiał czekać pół roku lub rok na wizy-tę u specjalisty w państwowej służbie zdrowia. Niepobieranie składki często pozwoliłoby takiej osobie na szybkie skorzy-stanie z prywatnej ochrony zdrowia. Nie wspominam nawet o chorobach poważnych - w takich przypadkach długie oczekiwanie na wizytę lekarską może się skończyć tragicznie więc ludzie płacą podwójnie i idą do lekarzy prywatnie. System ten jest więc w mojej ocenie patologią wyjętą żywcem z okresu PRL.

Maciej Marek Kamiński

Maciej Marek Kamiński

źródło: Inne

Pobieranie wygórowanych składek na ZUS powoduje także szereg innych niekorzystnych skutków - m.in. narastanie sza-rej strefy, odkładanie decyzji o założeniu działalności gospodarczej i o posiadaniu potomstwa. Brak warunków do dobrego prowadzenia biznesu powoduje ciągle nadal emigrację najbardziej przedsiębiorczych młodych Polaków na Zachód, a przez to potęguje kryzys demograficzny.

Świetnie ma się natomiast rzesza urzędników ZUS - „tłustych kotów” transformacji ustrojowej, pobierających nagrody i inne bonusy z kieszeni podatników. Urzędnicy ci są przekonani, że są potrzebni, a nawet niezbędni. Prawda jest jednak całkiem inna - są oni dla społeczeństwa po prostu kosztem i w bardzo szerokim zakresie powinni być zwolnieni od razu. Późniejsze zwolnienia nie będą potrzebne, gdyż resztę urzędników z ZUS - prawdziwego Zakładu Utrwalania Socjalizmu III RP - i tak prędzej czy później wyrzuci rynek, gdy ten kolos na glinianych nogach upadnie. Ciekawe ilu z nich poradzi sobie wówczas w sektorze prywatnym, gdy sami będą musieli odprowadzać składki, bez trzynastek i czternastek.
Problem bardzo wysokich składek na ZUS widoczny jest w szczególności wyraźnie wśród młodych adwokatów. Haracz na ZUS stanowi istotny czynnik przesądzający o trudnej sytuacji na rynku usług prawnych. Nie widać niestety istotnych działań samorządu adwokackiego nakierowanych choćby na zwrócenie ustawodawcy uwagi na ten problem.

Warto sobie uświadomić, że miesięczna składka na ZUS młodego warszawskiego adwokata jest ok. 10 razy wyższa niż je-go składka na samorząd adwokacki. Z tego punktu widzenia i problem ten jest 10 razy bardziej istotny niż wysokość składki na samorząd. Tymczasem dyskusja o składce na samorząd - teraz już relatywnie niskiej - zdominowała kilka ostatnich lat w środowisku stołecznej Palestry, zaś dyskusji o składce na ZUS nie było w ogóle.

Prawdą jest oczywiście, że środowisko adwokackie może o wiele rzeczy apelować, ale nie zainteresuje to zapewne nikogo poza autorami apelu i wąskim kręgiem działaczy samorządowych. Nie zmienia to jednak faktu, że czasem apelować trze-ba. Dobrze, że adwokatura troszczy się o kolegów adwokatów w Turcji czy w Syrii. Zatroszczmy się jednak także o godne warunki wykonywania zawodu w Polsce.

Maciej Marek Kamiński
Autor jest adwokatem, prowadzi kancelarię adwokacką w Warszawie