komentarz

I nie trzeba mieć zdolności przewidywania przyszłości, by to stwierdzić. Wystarczą przeciętna pamięć i umiejętność wyciągania wniosków. Nie dalej jak pół roku temu byliśmy już bowiem świadkami podobnego wydarzenia. Wówczas także w Pałacu Namiestnikowskim dyskutowano o kwestiach ustrojowych. Tyle że po drugiej stronie prezydenckiego stołu siedzieli członkowie prezydium Krajowej Rady Sądownictwa. A po spotkaniu mogliśmy przeczytać, że „Prezydent złożył deklarację współdziałania, także na polu legislacyjnym, z Krajową Radą Sądownictwa dla dobra wymiaru sprawiedliwości (...)”.

Czas powiedzieć: sprawdzam! Kiedy KRS spotykała się z Andrzejem Dudą we wrześniu 2016 r., w procedowaniu był projekt, który skracał kadencję obecnych jej członków i zmieniał sposób ich wyboru. Swoich przedstawicieli do rady sędziowie mieli wybierać w wyborach bezpośrednich. Na początku 2017 r. opublikowano jednak nową wersję projektu. A ta wywołała szok – pomysł jest taki, aby o tym, kto ze środowiska dostanie się do KRS, decydowali wyłącznie politycy. Co na to prezydent? Ano nic. Albo więc gdzieś mu to umknęło, albo uznał, że tego wymaga „dobro wymiaru sprawiedliwości”.

Obserwując to wszystko, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dziś ważniejsze od słów prezydenta jest jego milczenie. I o   tym powinni pamiętać ci, którzy zasiądą na miejscach pół roku temu zajmowanych przez przedstawicieli Krajowej Rady Sądownictwa.