Według śledczych zarzuty dotyczą okresu od sierpnia 2012 r. do grudnia 2015 r. W tym czasie mężczyzna, który prowadził kancelarię w jednym z miast woj. łódzkiego, powołując się na wpływy w kancelariach komorniczych oraz u sędziów, przyjmował od swoich klientów pieniądze, które miał rzekomo wręczać jako łapówki za załatwianie odroczenia licytacji bądź niedopuszczenia do sprzedaży nieruchomości zajętych na poczet zobowiązań.

Pierwszy z pokrzywdzonych zgłosił się do kancelarii w 2011 r., w związku z prowadzonymi przeciwko niemu i jego żonie postępowaniami egzekucyjnymi. Rok wcześniej komornik zajął małżeństwu nieruchomość stanowiącą ich własność. W listopadzie 2012 r. odbyła się jej pierwsza licytacja. Nie doszło jednak do sprzedaży, bo brak było chętnych. Kolejna licytacja została wyznaczona na luty 2013 r. i wówczas nieruchomość została sprzedana.

Z relacji pokrzywdzonych wynika, że oskarżony zapewniał ich, iż nie dojdzie do licytacji, ale będzie to się wiązało z koniecznością wręczenia pieniędzy komornikowi i sędziemu. Małżeństwo przekazało radcy 10 tys. zł, choć żądał większej sumy. Kiedy okazało się, że nieruchomość została jednak sprzedana, mężczyzna miał stwierdzić, że "było to konsekwencją tego, iż otrzymał jedynie 10 tys. zł".

Do licytacji kolejnej nieruchomości należącej do małżeństwa doszło w listopadzie ubiegłego roku. I tym razem oskarżony ponownie zaproponował załatwienie sprawy za 10 tys. zł. Pokrzywdzony jednak stwierdził, że pieniądze te przekaże dopiero po pozytywnym załatwieniu sprawy. Ostatecznie pieniądze nie trafiły do prawnika. Złożone zostało natomiast zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Jak informuje prokuratura, kolejna pokrzywdzona to właścicielka mieszkania objętego egzekucją komorniczą. Kobieta była zainteresowana, aby sprzedaż nieruchomości jak najdalej przesunąć w czasie. Zgłosiła się do kancelarii oskarżonego, prosząc go o podjęcie negocjacji z wierzycielem.

W październiku 2014 r. radca prawny zaproponował jej pośrednictwo w załatwieniu odstąpienia od licytacji w zamian za 5 tys. zł. Łącznie kobieta przekazała mu 15 tys. zł. Mimo zapewnień oskarżonego, mieszkanie zlicytowano.

Według prokuratury mężczyzna nie przyznał się do zarzutów i złożył wyjaśnienia sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym. Jednak z ustaleń wynika, że wprowadzał swoich klientów w błąd co do możliwości załatwienia sprawy w sposób niezgodny z prawem. Jakimkolwiek kontaktom nieformalnym z oskarżonym zaprzeczyli przesłuchani komornicy i sędzia.

 (PAP)

jaw/ wkt/PS