statystyki

Gwiezdne wojny w polskim prawie

autor: Patryk Słowik, Jakub Styczyński09.12.2016, 00:00; Aktualizacja: 11.12.2016, 15:55

Czy Leia dopuściła się groźby karalnej? Czy Luke był dezerterem? Czy Imperium może zażądać odszkodowania za sklonowanych szturmowców, którzy wyjątkowo niecelnie strzelają?

Reklama


Łotr 1” – kolejny film z kultowej opery kosmicznej osadzonej w uniwersum „Gwiezdnych wojen” zadebiutuje w kinach już za kilka dni. Przypominając sobie poprzednie epizody wykreowanej przez George’a Lucasa sagi, można sobie uzmysłowić, że przedstawionym światem targają emocje i problemy podobne do naszych, co sprawia, iż baśń wydaje się jej fanom bardzo bliska.

Z tego też powodu zapragnęliśmy przyjrzeć się wszystkim częściom inaczej niż zwykle – pod kątem kontrowersyjnych zagadnień prawnych. Do dywagacji zaprosiliśmy specjalisatów z konkretnych dziedzin. Co nas najbardziej zaskoczyło to fakt, że eksperci bardzo zaangażowali się w dyskusję i w rozmowie z nimi szybko powstał intrygujący rozdźwięk. Z jednej strony mówili o wyimaginowanej Galaktyce, a z drugiej – w problemach Luke’a Skywalkera czy Lei Organy zauważali odbicie rodzimych kłopotów – co było pretekstem do narzekania na polskie realia i obowiązujące przepisy.

Niech Moc będzie z Wami!

Jedną z wielu umiejętności Rycerzy Jedi jest czytanie w myślach. Czy polskie prawo na to pozwala?

Jak to w prawie: to zależy. Kodeks karny nie zabrania czytania w myślach, w związku z czym – zgodnie z zasadą, że co nie jest zabronione, jest dozwolone – czytanie w myślach należy uznać za dopuszczalne. Co prawda w prawie znajdują się regulacje zabraniające ingerencji w dane, lecz ograniczają się jedynie do danych informatycznych i dokumentów. Myśl ludzka (bądź szerzej – ludzka i robotyczna) na razie nie jest zaliczana do żadnej z tych kategorii. Nie oznacza to jednak, że osoba czytająca w myślach nie poniosłaby żadnych konsekwencji. – Moglibyśmy w tym przypadku mówić o naruszeniu sfery prywatności, które uruchamiałoby ochronę cywilnoprawną przed naruszeniem dóbr osobistych – wskazuje dr Mateusz Woiński z Katedry Prawa Karnego Akademii Leona Koźmińskiego. Co to oznacza w praktyce? Ano tyle, że poszkodowany mógłby domagać się zarówno zaniechania dalszego odczytu, jak i zadośćuczynienia za poniesioną krzywdę. Co ciekawe, w międzynarodowych kręgach eksperckich mówi się już o konsekwencjach czytania w ludzkich myślach. I trudno się temu dziwić. – Takie dane mają potencjalnie ogromne znaczenie ekonomiczne: poznając pragnienia jakiejś osoby, możemy przecież sprzedać te informacje instytucjom zajmującym się np. projektowaniem spersonalizowanych reklam – spostrzega dr Woiński.

Kto odpowiada za zabójstwo dokonane przez droida?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Odpowiedzialność karną za zabójstwo poniosłaby osoba, która zaprogramowała droida do celów dokonania tego czynu. – Nie ma znaczenia, że droid posiadałby wysoce rozwiniętą sztuczną inteligencję. Istotne jest to, kto napisał kod, jeśli robot przeznaczony był do celów bojowych bądź kto bezpośrednio wskazał droidowi, co ma uczynić – twierdzi prof. Piotr Kruszyński, adwokat specjalizujący się w prawie karnym.

Armia klonów w założeniu miała być elitarną jednostką bojową. Każdy fan „Gwiezdnych wojen” wie jednak, że szturmowcy mieli poważne problemy z celnością prowadzonego ostrzału (w przeciwnym razie saga skończyłaby się dużo szybciej). Wspomniana armia powstała w wyniku zamówienia mistrza Jedi Sifo-Dyasa, które wykonał Lama Su, premier planety Kamino. Czy wykonawca w tym przypadku mógłby ponieść odpowiedzialność za nienależyte wykonanie przedmiotu umowy?

Niestety nie udało nam się dotrzeć do kluczowej w przypadku przetargów Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (co może wynikać z tego, że redaktor naczelny DGP nadal nie zainwestował w holoprojektor, przez co nie mogliśmy nawiązać kontaktu z informatorem). W ocenie Marka Kowalskiego, przewodniczącego zespołu ds. zamówień publicznych przy Radzie Dialogu Społecznego, kłopotem mogło być złe opisanie usługi. – To niestety bardzo powszechny problem. Zamawiający oczekują wiele od wykonawcy, ale na etapie ustalania specyfikacji przetargowej nie potrafią właściwie wyartykułować swoich oczekiwań – wyjaśnia Kowalski. W efekcie często pomiędzy stronami dochodzi do konfliktu, gdy dostarczany towar okazuje się niesatysfakcjonujący. – Gdyby opis modelowego szturmowca był wyczerpujący, zapewne udałoby się uniknąć wszelkich problemów – twierdzi ekspert. Inna rzecz, że Lama Su na swoją obronę mógłby wykazywać, że klony powstały z kodu DNA Jango Fetta, znanego mandaloriańskiego łowcy nagród, więc nie odpowiadają za jego umiejętności. Przy okazji warto wskazać, że problem niewłaściwie wykonanego zamówienia dotyczy również pierwszej Gwiazdy Śmierci znanej z IV epizodu „Gwiezdnych wojen”. Trudno uznać za rzetelnego wykonawcę, który mając za zadanie stworzenie najpotężniejszej bojowej stacji kosmicznej, dostarczył towar, który można było zniszczyć przy pomocy skromnego X-Winga.

W IV epizodzie dowiadujemy się, że Luke Skywalker bardzo chciałby walczyć z Imperium. Na przeszkodzie staje jednak to, że ma pracę. Czy na starcie z dyktaturą Palpatine’a można wziąć urlop?

Przede wszystkim Luke pracował na rzecz wuja Owena i ciotki Beru. Najprawdopodobniej więc nie wiązała go z nimi umowa o pracę. Gdyby jednak był formalnie zatrudniony, mógłby iść na wojnę z Imperium. Warunkiem jednak byłoby to, aby uporał się z nim szybko. – Zgodnie z polskim kodeksem pracy pracownikowi przysługują cztery dni wolnego tytułem urlopu na żądanie. Powód absencji może być dowolny. Luke mógłby więc zarówno polować na szczury na Tatooine, jak i wojować z reżimem – wyjaśnia adwokat Paulina Kutrzebka z Kancelarii Prawnej Świeca i Wspólnicy. Możliwość dłuższej walki z Imperium uzależniona byłaby od zgody pracodawcy. Luke'owi przysługiwałoby bowiem 20 dni urlopu wypoczynkowego (po ukończeniu akademii, do której chciał się udać i przepracowaniu 2 lat – 26 dni urlopu), ale niekoniecznie mógłby go otrzymać w oczekiwanym przez niego terminie. Inna opcja – nielegalna, ale niekiedy stosowana – to uzyskanie zwolnienia lekarskiego wskutek symulowania choroby. – To jednak ryzykowne działanie. Imperium mogłoby skontrolować wystawione zaświadczenie, sprawdzając, czy Luke rzeczywiście jest chory – przestrzega mec. Kutrzebka.


Pozostało jeszcze 71% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama