Będziemy musieli niezwłocznie, w trybie 24-godzinnym, rozstrzygać o losie dziecka w razie zabrania go z domu w sytuacji zagrożenia jego życia. Nie uchylamy się od nowych obowiązków. Ale uważam, że takie sprawy wymagają dużego doświadczenia i powinni o nich rozstrzygać sędziowie rodzinni.

Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że sądy rodzinne nie będą likwidowane. Mówi: tam gdzie dziś funkcjonują wydziały rodzinne, nikt nie będzie ich włączał do wydziałów cywilnych.

Ministerialny projekt noweli ustawy o ustroju sądów powszechnych nie pozostawia żadnych złudzeń. Obligatoryjnie będą funkcjonować tylko wydziały cywilne i karne. Wydziały rodzinne będą tylko fakultatywnie. Dla nas taki zapis oznacza likwidację odrębności sądów rodzinnych.

Dlaczego?

Obecne kierownictwo ministerstwa być może nie będzie likwidować dużych wydziałów rodzinnych, ale jaką mamy gwarancję, że następni ministrowie sprawiedliwości nie będą twardo trzymać się znowelizowanego zapisu ustawy. Ponadto dziś na poziomie sądów okręgowych wydziały rodzinne też są fakultatywne. I co? W efekcie na 45 okręgów mamy tylko w 12 wydziały rodzinne. Jest jasne, że fakultatywność oznacza likwidację sądownictwa rodzinnego.

Czy fakultatywność jest aż takim zagrożeniem?

Ależ oczywiście. Już dziś na poziomie okręgów podejmowane są próby likwidacji sądów rodzinnych. Stoczyliśmy batalię o wydział rodzinny w Sądzie Okręgowym w Lublinie. Z wnioskiem o jego likwidację wystąpił sad apelacyjny. Motywował, że i tak przecież wkrótce będą likwidowane sądy rodzinne. Próbowano też zlikwidować wydziały rodzinne w innych sądach okręgowych.

Czy ministerialne pomysły są konsultowane z sędziami rodzinnymi?

To przykre, ale nikt nas nie pyta o zdanie. Ministerstwo nas unika. Nie zaprasza do konsultacji nad projektem.

Jak reagują na to zamieszanie sami sędziowie rodzinni?

Panuje duże rozgoryczenie. Wielu sędziów zapowiada odejście z zawodu. Obawiają się, że będzie się im odbierać sprawy, w których są specjalistami, i zmuszać do orzekania w innych dziedzinach. Z naszych badań wynika, że środowisko sędziów, także cywilistów, jest za odrębnością sądów rodzinnych. Z nadesłanych do nas ankiet wynika, że na 2 tys. sędziów z całej Polski 83 proc. chce odrębnego sądownictwa rodzinnego.

Dlaczego cywiliści wcale nie palą się do orzekania w sprawach rodzinnych?

Tego typu praca wymaga dużej odporności psychicznej.

Z jakiego powodu sędziowie rodzinni bronią się przed orzekaniem w innych sprawach?

A czy jak kogoś boli serce to idzie się leczyć do ortopedy? Prawo wymaga specjalizacji. Jak ktoś jest specjalistą od wszystkiego, to jest specjalistą od niczego.

Ze statystyk ponoć wynika, że sąd rodzinny ma za małe obciążenie pracą.

Tylko że te statystyki nie uwzględniają postępowań wykonawczych.