W jednej z gazet pojawił się artykuł pt. „Spalił się, bo żona go zdradzała". W treści tekstu podano, że mężczyzna próbował popełnić samobójstwo oblewając się benzyną i podpalając. Powód? Żona zażądała od niego rozwodu, a potem sama o niego wystąpiła, ponieważ nawiązała romans z młodym mężczyzną. Wraz z artykułem opublikowano wykonane w szpitalu zdjęcie poszkodowanego oraz zapikslowaną fotografię jego małżonki. Zdjęcie kobiety zostało przez autorów artykułu uzyskane z portalu internetowego bez jej zgody. Ponadto podano imiona małżonków oraz pierwszą literę nazwiska, wiek, a także informację, że zamieszkiwali na przedmieściach P., i w jakim województwie.

Autor materiału prasowego uzyskał informację o zdarzeniu z komunikatu policyjnego, następnie poszedł do szpitala, gdzie znajdował się poszkodowany. Udał się także do jego domu, gdzie zamierzał porozmawiać z żoną, a ponieważ nie zastał żadnego z domowników, rozmawiał z sąsiadami.

Dziennikarz usiłował porozmawiać też z matką mężczyzny, jednak ta odmówiła. Nie próbował już po raz kolejny kontaktować się z żoną, z jej rodziną, z osobami z najbliższego otoczenia ani też z naocznymi świadkami zdarzenia.

Reklama

Weryfikacja

W materiale prasowym znalazły się informacje nieprawdziwe. Nieprawdą było, że żona nawiązała romans z młodym mężczyzną, co miało stać się przyczyną wystąpienia przez nią z pozwem o rozwód. Przeciwnie - to poszkodowany związał się z inną kobietą.

Reklama

Po opublikowaniu materiału prasowego kobieta została rozpoznana jako jego bohaterka przez członków rodziny, osoby z najbliższego otoczenia, współpracowników, sąsiadów, znajomych oraz osoby znające ją tylko pobieżnie.

Sporna publikacja prasowa wywołała negatywny wpływ na jej wizerunek wśród jej bliższego i dalszego otoczenia a także w pracy: powodowała uwagi, komentarze, podejrzenia, że ówczesny narzeczony jej córki jest de facto nowym partnerem życiowym kobiety. Zaczęła być postrzegana jako osoba wyrachowana, zimna, cyniczna, nie szanująca podstawowych zasad moralnych, pozbawiona empatii i współczucia. Przez to popadła w depresję.

W konsekwencji, kobieta pozwała gazetę oraz jej redaktora naczelnego o ochronę dóbr osobistych.

60 tys. zł za stek kłamstw

Sąd Okręgowy w Warszawie zobowiązał pozwanych do opublikowania przeprosin w gazecie oraz zasądził od nich na rzecz powódki kwotę 60 tys. zł tytułem zadośćuczynienia.

Sąd nie dał wiary zeznaniom osób, które twierdziły, że zweryfikowały informacje będące podstawą opublikowanego artykułu, a w szczególności, że pochodziły one od matki poszkodowanego.

W ocenie sądu publikacja naruszyła dobra osobiste kobiety: jej godność, cześć, dobre imię i poszanowanie w środowisku rodzinnym, lokalnym i zawodowym, a także prawo do prywatności – art. 23 kodeksu cywilnego. Publikacja naraziła na szwank dobre imię kobiety w środowisku zawodowym oraz poddała w wątpliwość jej kompetencje do wykonywania zawodu opiekunki społecznej, w którym konieczna jest empatia, wrażliwość i otwartość na drugiego człowieka. Naruszone zostało także prawo do prywatności kobiety, bowiem materia, jakiej dotyczył sporny artykuł, wkraczała w bardzo intymną dla każdego człowieka strefę życia osobistego, jaką jest relacja łącząca go ze współmałżonkiem. Kwestionowana publikacja naruszyła także prawo do wizerunku, bowiem gazeta wykorzystała fotografię powódki bez jej zgody, a więc rozpowszechniła wizerunek kobiety naruszając w ten sposób art. 81 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 ze zm.).

Sąd wskazał też, że opublikowanie informacji nierzetelnej, a taką jest informacja niesprawdzona bądź też niezweryfikowana w warunkach dostępności wiarygodnego źródła informacji, oznacza działanie niezgodne z obowiązkami przewidzianymi w art. 12 ust. 1 ustawy prawo prasowe (Dz.U. 1984 nr 5 poz. 24 ze zm.), a więc bezprawne. Zdaniem sądu autor publikacji nie zachował staranności przy jej przygotowaniu, nie zweryfikował bowiem uzyskanych informacji mając taką możliwość. Pozwani wnieśli apelację.

Wiarygodność dowodów

Sąd Apelacyjny w Warszawie obniżył kwotę zadośćuczynienia do 35 tys. zł.

Wyjaśnił, że charakter opisywanego zdarzenia nakazywał poszukiwania informacji przede wszystkim u osób, które były jego bezpośrednimi uczestnikami, a następnie stały się bohaterami artykułu. Biorąc pod uwagę to, że te osoby nie udzieliły żadnych informacji, należałoby w dalszej kolejności rozważyć osobę matki poszkodowanego, ta zaś zaprzeczyła, żeby rozmawiała z autorem artykułu. I sąd dał wiarę takiej wersji. SA wskazał, że ocenia wiarygodność i moc dowodów według własnego przekonania, na podstawie wszechstronnego rozważenia zebranego materiału. Taka ocena dokonywana jest na podstawie przekonań sądu, jego wiedzy i posiadanego doświadczenia życiowego, a nadto winna uwzględniać wymagania prawa procesowego oraz reguły logicznego myślenia, według których sąd w sposób bezstronny, racjonalny i wszechstronny rozważa materiał dowodowy jako całość. Skuteczne podważenie tej oceny wymaga wykazania, że sąd uchybił zasadom logicznego rozumowania lub doświadczenia życiowego.

Jeżeli zaś na podstawie zebranego materiału dowodowego można wywnioskować inną wersję wydarzeń, zgodną z twierdzeniem skarżącego, ale jednocześnie wersji przyjętej przez sąd I instancji nie można postawić poważnych zarzutów, to stanowisko skarżącego będzie wyłącznie polemiką ze słusznymi i prawidłowymi ustaleniami sądu.

Wysokość zadośćuczynienia

SA wytłumaczył, że przy ocenie, jaka suma jest odpowiednia tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę spowodowaną naruszeniem dóbr osobistych, należy mieć na uwadze rodzaj dobra, które zostało naruszone oraz charakter, stopień nasilenia i czas trwania doznawania przez osobę, której dobro zostało naruszone, ujemnych przeżyć psychicznych spowodowanych naruszeniem.

Dla oceny tej nie jest też bez znaczenia stopień winy osoby naruszającej dobra osobiste, cel który zamierzała ona osiągnąć podejmując działanie naruszające te dobra i korzyść majątkowa, jaką w związku z tym uzyskała lub spodziewała się uzyskać. Fakt bezprawnego wykorzystania wizerunku pokrzywdzonych i podania do publicznej wiadomości nieprawdziwej informacji z ich życia intymnego do związanej z niemałymi kosztami reklamy czasopisma, której celem było zwiększenie korzyści majątkowej, której przysparza jego wydawanie, nie jest obojętny dla ustalenia wysokości zadośćuczynienia pieniężnego należnego pokrzywdzonym, wobec czego zadośćuczynienie to powinno być "odpowiednio" wyższe.

Sąd II instancji stanął na stanowisku, że adekwatna do rozmiaru krzywdy kobiety jest jednak kwota prawie o połowę niższa niż ta którą przyznał sąd okręgowy. Ustalił ją więc na 35 tys. zł.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 21 maja 2013 r., sygn. akt I ACa 1391/12