Małżonkowie byli właścicielami kilku nieruchomości na terenie Warszawy. W 2003 roku skorzystali z oferty banku, który widząc możliwość zabezpieczenia swoich wierzytelności bezproblemowo udzielał im kredytów na działalność gospodarczą. Trzy lata później małżonkowie popadli jednak w znaczne kłopoty finansowe i w końcu zbankrutowali. Chcąc spłacić długi, zaczęli wyzbywać się kolejnych nieruchomości. Ostatnie własnościowe mieszkanie w centrum Warszawy, które im jeszcze pozostało, postanowili przekazać w formie darowizny swoim małoletnim dzieciom. Sami wyjechali do Francji.

Banki zaczęły na drodze sądowej dochodzić niespłaconych kredytów. Dość szybko egzekucja okazała się jednak niemożliwa, gdyż zabrakło majątku na pokrycie zadłużenia.

Lokal jedynym aktywem

Jedynej szansy na odzyskanie pieniędzy bank dopatrzył się w dawnym mieszkaniu dłużników, przepisanym na dzieci. Bank zdecydował się pozwać dorosłe już dzieci dłużników i zażądał unieważnienia darowizny mieszkania, gdyż dokonano jej ze świadomością pokrzywdzenia wierzyciela.

Sąd I instancji przyznał rację bankowi. Jego zdaniem dłużnicy w chwili dokonywania spornej umowy darowizny nie posiadali w kraju już żadnego majątku, z którego bank mógłby skutecznie egzekwować swoje należności. Zdaniem sądu dokonana na rzecz dzieci darowizna przyczyniła się do znacznego pomniejszenia majątku i uniemożliwiła ściągnięcie długów.

Właściciele spornego mieszkania wnieśli apelację. Pełnoletni już syn dłużników podnosił przed sądem apelacyjnym, że stał się tylko ofiarą działania rodziców. Jako małoletni pozbawiony był nawet możliwości wyrażenia zgody na dokonanie darowizny. Mieszkanie zostało przepisane na niego i siostrę aktem notarialnym.