Wynika z nich, że głównym problemem jest umieszczanie w internecie informacji o innych osobach. Obecnie obowiązujące przepisy o ochronie danych osobowych nie chronią informacji zamieszczanych na stronach internetowych. Mimo że 83 proc. społeczeństwa deklaruje, że zdaje sobie sprawę z wagi ochrony prywatności, to w praktyce okazuje się, że deklaracje te nie mają pokrycia w posługiwaniu się danymi w internecie.

Problem powstaje, ponieważ w ustawie o ochronie danych osobowych nie ma m.in. regulacji na temat umieszczania w internecie informacji o innych osobach.

– Może to przybierać skrajną formę tworzenia fałszywych profili osób, których internauci np. nie lubią – mówi dr Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych. I dodaje, że tutaj nie ma wątpliwości, że takie czyny należy ścigać.

Jednak znacznie trudniej ocenić np. oznaczanie konkretnych osób na zdjęciach umieszczonych w internecie. Jeśli zdjęcie jest zamieszczone w portalu społeczościowym, taki znacznik może wstawić nie tylko osoba, która umieściła zdjęcie, ale też ktoś inny, np. jej znajomy.

– Jeżeli chcemy umieścić w internecie takie zdjęcia, zapytajmy o zgodę tej osoby. Bądźmy pewni, że ona nie ma naprawdę nic przeciw temu – tłumaczy dr Wojciech Wiewiórowski.

Zdaniem generalnego inspektora ochrony danych osobowych dane dostępne w internecie nie są objete dostateczną ochroną. Przepisy regulujące te kwestie powstały, zanim jeszcze internet był narzędziem rozpowszechnionym. W związku z tym ciężko jest w nich znaleźć odpowiedź na wiele pytań dotyczących współczesnych serwisów internetowych.

– W takim przypadku nie wiadomo np., kogo uznać za administratora danych osobowych. Czy administratorem jest tylko przedsiębiorca prowadzący całą taką platformę, czy może każdy z nas jest administratorem danych w swoim profilu – dodaje GIODO.