statystyki

Problem dostępu do adwokata dla osób zatrzymanych. Wiliński: Przepisy, które mamy, nie wystarczają [WYWIAD]

autor: Patryk Słowik, Marzena Sosnowska26.09.2020, 07:30; Aktualizacja: 26.09.2020, 10:23
Tomasz Wiliński, adwokat, wspólnik zarządzający w kancelarii Wiliński Legal

Tomasz Wiliński, adwokat, wspólnik zarządzający w kancelarii Wiliński Legalźródło: Materiały Prasowe

Co prawda mamy w art. 40 konstytucji zakaz tortur, nieludzkiego oraz poniżającego traktowania, ale nie są one nigdzie zdefiniowane w kodeksie karnym - mówi Tomasz Wiliński, adwokat, wspólnik zarządzający w kancelarii Wiliński Legal.

Reprezentuje pan osoby zatrzymane i na Białorusi, i w Polsce w ostatnich tygodniach. Nie chcę rozmawiać z panem o przypadku białoruskim, a o sytuacji w Polsce. Czy z pana doświadczeń wynika, że funkcjonariusze polskiej policji nadużywają przemocy? Czy tego kłopotu już nie ma?

Z moich doświadczeń, z raportów Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur przy RPO, Europejskiego Komitetu do spraw zapobiegania torturom oraz nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu przy Radzie Europy czy też z informacji Komitetu Przeciwko Torturom (CAT) wynika, że nadużywanie przemocy przez funkcjonariuszy policji, nieproporcjonalne używanie siły, a nawet stosowanie tortur to również polski problem. W związku z tym mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że polscy policjanci stosują tortury. Oczywiście – żeby była jasność – nie wszyscy funkcjonariusze. To nadal przypadki wyjątkowe, skrajne, ale niestety się zdarzają. Te tortury mają różny wymiar: przemocy fizycznej, psychicznej, poniżania, nieludzkiego traktowania. Kłopot w tym, że pojęcie tortur nie jest w polskim prawie karnym zdefiniowane. Co prawda mamy w art. 40 konstytucji zakaz tortur, nieludzkiego oraz poniżającego traktowania, ale nie są one nigdzie zdefiniowane w kodeksie karnym. W efekcie w Polsce tego rodzaju zgłoszenia dotyczące stosowania tortur przez państwowych funkcjonariuszy są często kwalifikowane jedynie jako nadużycie uprawnień.

Celowo spytałem o nadużywanie przemocy. Pan od razu powiedział wprost: „tortury”. W Polsce w 2020 r. torturuje się obywateli?

Tak. I nie powinno to być wielkim zaskoczeniem dla nikogo, kto choć trochę zainteresował się tematem. Działa przecież przy rzeczniku praw obywatelskich Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur. Wystarczy rzut oka na jakiekolwiek jego opracowanie, by wiedzieć, że długa droga przed nami. Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu również w wielu sprawach wskazuje na naruszenie w polskich sprawach artykułu 3 Europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, tj. stosowanie tortur.

Polska policja – jako cała formacja – stara się wnikliwie wyjaśniać te przypadki czy woli je tuszować?

Nie da się odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. W wielu przypadkach są przez policję podejmowane kroki prawne, najczęściej na ścieżce dyscyplinarnej, czasami karnej. Ale o tuszowaniu również można mówić. Mamy w Polsce często tradycję złej solidarności funkcjonariuszy. Bardzo często bywa tak, że jeden krewki policjant dopuszcza się tortur, a kilkunastu jego kolegów udaje, że tego nie widzi. Potem ci koledzy nie chcą ujawnić prawdy, bo postrzegają to jako donoszenie na kolegę, przy czym w większości przypadków sami nigdy nie dopuściliby się torturowania zatrzymanych. Idzie więc kilku policjantów do sądu i żaden niczego nie pamięta. Zbiorowa amnezja. Za to już doskonale pamiętają, że zatrzymany był agresywny lub że sam rzucał się na kaloryfer, by się okaleczyć. O takich przypadkach często wspominają również media czy też polskie i międzynarodowe organizacje zajmujące się przeciwdziałaniem torturom. Dochodzi też do składania fałszywych zeznań przez funkcjonariuszy. Policjanci kryją się nawzajem. Uważają, że to, co się wydarzyło na komisariacie, powinno zostać na komisariacie. I ewentualny sprzeciw wobec takich praktyk wyrażą wprost, w oczy kolegi, a nie będą o tym mówić w sądzie.


Pozostało 77% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • Bert(2020-09-26 13:09) Zgłoś naruszenie 143

    każdy potencjalny przestępca powinien mieć prawo do adwokata już na etapie planowania zbrodni. Inaczej jego prawa obywatelskie nie są respektowane tak jak powinny być w praworządnym unijnym państwie

    Odpowiedz
  • marta(2020-09-26 21:30) Zgłoś naruszenie 32

    Jasne...ofiara przestępstwa musi być torturowana na wszelkie sposoby bo oczywistym jest że sama tego chciała...

    Odpowiedz
  • plus ratio(2020-09-28 11:34) Zgłoś naruszenie 20

    Adwokat to nie jest zawód zaufania publicznego. Jak pełnomocnik przestępcy może być zawodem zaufania publicznego? Gdyby adwokat przyczyniał się do skazania przestępcy - to tak. Ale on robi wszystko, żeby przestępca nie poniósł kary. Skoro wszyscy wiedzą, że reprezentuje on interes przestępcy, to jak można zakładać, że reszta społeczeństwa mu ufa? Pytanie brzmi, dlaczego grupa zawodowa, która zaufania publicznego w sposób oczywisty nie ma, a nawet mieć nie może z samej istoty ich zawodu, korzysta z przywilejów jakie prawo przewiduje dla zawodów zaufania publicznego. Czy Polska to musi być kraj bezprawia we wszystkim?

    Odpowiedz
  • etyk(2020-09-28 13:51) Zgłoś naruszenie 10

    Jeżeli adwokat bierze pieniądze pochodzące z przestępstwa - to przecież jest paserka. Jeżeli przestępca nie ma legalnego źródła utrzymania - to jest oczywiste, ze pieniądze, którymi płaci słone honoraria adwokatów muszą pochodzić z przestępstwa. Więc jak to jest. Mamy jakąś paserską abolicję?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane