Obóz władzy liczy na dwie rzeczy. Po pierwsze, że ostateczne orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego (ID SN) będzie łagodniejsze niż opinia rzecznika generalnego. – Wydaje mi się mało prawdopodobne, że TSUE pójdzie na tak otwartą konfrontację – mówi polityk PiS. Znaczące odejście od opinii rzecznika w świetle praktyki TSUE jest mało prawdopodobne, ale jednak możliwe.

Druga okoliczność to fakt, że orzeczenie będzie efektem pytania prejudycjalnego, a więc nie będzie w nim automatyzmu i skali rażenia, jak w przypadku zaskarżenia konkretnych przepisów przez Komisję Europejską. Nie przekłada się ono wprost na konieczność zmiany prawa. Dlatego – choć w opinii rzecznika pojawiły się zarzuty co do zgodności nowej Krajowej Rady Sądownictwa i ID SN z zasadami UE – to przynajmniej na razie rządzący nie rozważają korekt prawa. – Jeśli brać na serio opinie rzecznika, to do sędziów ID SN wskazanych przez KRS można mieć zastrzeżenia, a do sędziów innych izb czy sądów także wskazanych przez nowy KRS już nie. To absurd – wskazuje polityk PiS.

Podobne stanowisko zajęły podmioty, których dotyczy opinia rzecznika TSUE. Prezes ID SN podkreśla, że nie wiąże ona trybunału. Z kolei KRS w swoim stanowisku pisze, że dokument nie spełnia standardów opinii prawnej: „zawiera wewnętrzne sprzeczności, jest jednostronna, a także formułuje zasady prawne bez wskazania źródeł prawa albo zasady nieznane, które zostały skonstruowane tylko na użytek toczącego się postępowania”. Do tego KRS zapowiedziała wystąpienie o ponowne otwarcie ustnego etapu postępowania.

Duża część sędziów liczy jednak, że wyrok TSUE będzie odbiciem opinii rzecznika. – W ok. 90 proc. przypadków tak właśnie się dzieje. A może się nawet tak zdarzyć, że trybunał będzie bardziej pryncypialny niż rzecznik – mówi Małgorzata Stanek, sędzia Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Dlatego jej zdaniem nie tylko sędziowie z ID SN, ale wszyscy, którzy zostali wskazani przez obecną KRS, powinni dla dobra wymiaru sprawiedliwości wstrzymać się od orzekania do czasu wydania orzeczenia przez TSUE. Jej zdaniem także prezydent powinien wstrzymać się z powołaniami sędziowskimi.

Przeważają głosy, że orzeczenie TSUE wywrze skutki tylko na przyszłość

Ostrożniej podchodzi do sprawy Mariusz Królikowski z Sądu Okręgowego w Płocku. – Trzeba brać pod uwagę każdą możliwość. Sytuacja jest precedensowa. Nigdy wcześniej TSUE nie wypowiadał się w takim zakresie na temat systemu sądownictwa kraju członkowskiego – zauważa sędzia. Jego zdaniem opinia rzecznika na razie nie wpłynie realnie na toczące się postępowania. – Pracujemy normalnie, odbywają się rozprawy, wydawane są orzeczenia – informuje.

Zdaniem sędzi Stanek, jeśli TSUE podzieli zastrzeżenia rzecznika, będzie to oznaczało, że ID SN nie jest sądem. – W takim przypadku wydawane przez nią orzeczenia nie są orzeczeniami, a osoby w niej zasiadające nie są sędziami – przekonuje. Przeważają jednak głosy, że orzeczenie TSUE będzie wywierało skutki jedynie na przyszłość. A to oznaczałoby, że nie można by było podważać orzeczeń wydanych przez osoby, które przeszły procedurę konkursową przed obecną KRS, ani ich nominacji na stanowiska sędziowskie. To pozwoliłoby uratować orzecznictwo i uchronić strony postępowań przed negatywnymi skutkami decyzji podejmowanych przez polityków.

– Gdyby stało się tak, że nie będzie zmian legislacyjnych, a wyrok TSUE przesądzi, iż ID SN nie jest sądem w rozumieniu przepisów unijnych, będziemy musieli się zastanowić, jak procedować w takich warunkach. Czy wówczas odwołania od wyroków sądów dyscyplinarnych należałoby kierować nadal do ID SN, czy też do innej izby SN albo do I prezesa SN, a może w ogóle wstrzymać się z ich przekazywaniem? To byłoby bardzo trudne pod względem prawnym – dowodzi sędzia Królikowski.

Polska stała się poligonem doświadczalnym dla trybunału w Luksemburgu, który coraz głębiej wkracza w kwestie funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w krajach członkowskich. Przez lata jego domeną były sprawy związane z funkcjonowaniem wspólnego rynku. Wyroki w sprawach o praworządność są nowością. – Uzasadnienie dla podjęcia ochrony polskich sądów nie zostało wzięte z kapelusza, lecz stanowi naturalny rozwój trybunału – uważa dr Maciej Taborowski, znawca prawa międzynarodowego, zastępca rzecznika praw obywatelskich. Przełom w postępowaniach przed TSUE nastąpił w lutym zeszłego roku, gdy zapadł wyrok w sprawie zarobków portugalskich sędziów.

Orzeczenie nie było dla nich korzystne, ale kluczowe było, że trybunał uznał, że ma kompetencje, by oceniać funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości w krajach członkowskich. Najgłośniejsze sprawy dotyczą Polski. Ostatnio o praworządność zaczęły pytać sądy irlandzkie, które miały wątpliwości, czy przebywający w ich kraju oskarżeni mogą liczyć na uczciwe postępowanie w Polsce i Niemczech. W tym pierwszym przypadku trybunał pozostawił ocenę sądowi irlandzkiemu, ale w drugim uznał, że niemiecka prokuratura nie jest niezależna i zakazał jej wystawiania europejskiego nakazu aresztowania.

Szczyt ostatniej szansy

Gdy zamykaliśmy to wydanie DGP, wciąż nie było jasne, kto obejmie w kolejnej kadencji najważniejsze stanowisko w UE – przewodniczącego Komisji Europejskiej. Zwołany z niedzieli na poniedziałek szczyt przywódców 28 państw w Brukseli był spotkaniem ostatniej szansy. Gdyby liderzy, mocno podzieleni w sprawie następcy Jean-Claude’a Junckera, nie doszli do porozumienia, wyboru po raz pierwszy dokona Parlament Europejski, który we wtorek rozpocznie nową kadencję. W ten sposób karty zostaną rozdane.

Na ostatniej prostej wyścigu rosły szanse Fransa Timmermansa, wysuwanego na to stanowisko przez socjalistów. Jak mówi nam unijny dyplomata, w odróżnieniu od kandydata chadeków, Niemca Manfreda Webera, Timmermans może liczyć na większość w PE. Takie rozwiązanie sugerowała też na szczycie G20 w Osace kanclerz Niemiec Angela Merkel. Nominacja stanowiłaby jednak problem dla krajów środkowoeuropejskich, jak Polska i Węgry, które prowadzą ostry spór o praworządność z Holendrem jako wiceprzewodniczącym KE