Opozycja jest zaniepokojona propozycjami PiS dotyczącymi ordynacji wyborczej do sejmików. Powód: zmniejszenie okręgów wyborczych.
Według obowiązującej dziś ordynacji w wyborach do sejmików w każdym z okręgów wybiera się od 5 do 15 radnych. Prawo i Sprawiedliwość chce, by wybieranych było od 3 do 7 radnych.
Reklama

Reklama
– Mniejsze okręgi sprawiają, że wybrani reprezentanci są lepiej znani obywatelom. Można w bardziej reprezentatywny sposób podzielić całe województwo, by lepiej odzwierciedlało to spoistość społeczności lokalnych – uzasadnia zmianę poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk.
Ale wielkość okręgów przekłada się na wyniki wyborcze.
– Obecnie najwięcej jest okręgów pięciomandatowych. Jeśli zrobimy okręgi trzymandatowe, to połowę swojej reprezentacji stracą małe partie, jak SLD czy Ruch Autonomii Śląska. Jeśli zrobimy okręgi siedmiomandatowe w miejsce pięciomandatowych, to prawdopodobnie małe partie zyskają o połowę więcej mandatów – podkreśla socjolog Jarosław Flis.
Opozycja obawia się, że okręgi zostaną zmniejszone i przedstawiciele ugrupowań o małym i średnim poparciu będą miały znacznie mniejsze szanse na zdobycie mandatu radnego. Jak to zadziała? Jeśli w okręgu będą do wzięcia trzy mandaty, w wyborach wystartują PIS, PO, PSL Kukiz’15, Nowoczesna i SLD, a głosy rozłożą się np. jak w ostatnich ogólnopolskich sondażach (PiS będzie mieć dwa razy większe poparcie od PO, a Platforma dwa razy więcej niż kolejne ugrupowanie), to PiS weźmie dwa mandaty, jeden przypadnie PO, a reszcie – żaden.
Politycy opozycji boją się, że będzie to oznaczało, że w wielu okręgach, by mieć radnego, trzeba będzie wywalczyć poparcie na poziomie 20 proc. Jak zwraca uwagę jeden z ludowców, w praktyce oznacza to, że do sejmików będą wchodziły PiS i Platforma na przemian z PSL – w zależności od typu okręgów. Mniejsze partie wypadną z gry.
– Jedno z ugrupowań zgłasza postulat jednomandatowych okręgów wyborczych na każdym szczeblu samorządów, co skończyłyby się dominacją najsilniejszych partii. Jeśli w małym okręgu znajdzie się silny lokalny lider, który mógłby wygrać w okręgu jednomandatowym, to tym bardziej będzie miał szanse przy naszej ordynacji – argumentuje Szymon Szynkowski vel Sęk z PiS.
Opozycji to nie przekonuje. – Twórcom projektu nie chodzi o to, by było więcej samorządności, ani o wpływ społeczności lokalnych na małe ojczyzny, tylko o zbójeckie warunki stworzone pod tego, kto je ustala – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, lider PSL.
Propozycja PiS nie podoba się także Kukiz’15. – To generalna próba budowania systemu dwupartyjnego bez JOW-ów. O ile w JOW-ach, jak w Wielkiej Brytanii, mamy dwupartyjny system tworzony przez obywateli, to tu będzie on tworzony przez liderów – uważa wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka z Kukiz’15.