Wszystkie sygnały wskazują, że niebawem ten sam los spotka powołaną w nowym składzie KRS. W dalszej zaś perspektywie podobne zmiany dotkną Sąd Najwyższy. Trudno pozbyć się natrętnej myśli, że niebawem dojdzie do fantazyjnych wyborów sędziów do SN namaszczonych przez polityków ukrytych za fasadą podatnej na sugestie rady, złożonej z piętnastu lojalistów z łapanki, głęboko oddanych iluzji fałszywie pojętej kariery.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Procedura wyboru członków KRS przez parlament to ostatni etap kontrowersyjnej reformy przeprowadzonej wbrew stanowisku środowiska prawniczego. Brak propozycji dalszych zmian w systemie wymiaru sprawiedliwości oznacza, że ukształtowanie nowego składu KRS „wieńczy” proces „reformy”, której deklarowanym celem miało być zwiększenie efektywności i sprawności funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, uczynienie go bliższym obywatelowi. Deklarowanych przez propagatorów zmian efektów nie tylko nie ma, lecz brak podstaw, by oczekiwać, że pojawią się one w przyszłości. Uchwalone akty normatywne dotyczące najważniejszych instytucji wymiaru sprawiedliwości są dalekie od prawniczej doskonałości, a nadto ukształtowane w sposób niewiele mający wspólnego z zasadami państwa prawa.

Ta pesymistyczna ocena wynika z wielu względów. Pierwszy spośród zasadniczych powodów to ignorowanie profesjonalnych i dokonywanych z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym sposobów przygotowania projektów zmian normatywnych. Drugi to przemożna dominacja polityki i doraźnych celów nad perspektywiczną wizją funkcjonowania sądów. Trzeci to odrzucenie doświadczeń innych krajów i  konserwowanie dysfunkcjonalnego modelu, w którym droga dojścia do godności sędziego oraz model proceduralny oparte są na archaicznym systemie wykluczającym możliwość dokonania sensownych zmian w jego ramach. Czwarty to całkowite ignorowanie reguł konstytucyjnych oraz standardów postępowania wypracowanych z trudem na przestrzeni ponad dwudziestu lat od transformacji ustrojowej. Piąty to radykalna niechęć do korzystania ze wsparcia profesjonalistów, czego dowodem jest wygaszenie komisji kodyfikacyjnych. W efekcie, zmiany bardziej przypominają chińską rewolucję kulturalną niż nowoczesną reformę wymiaru sprawiedliwości.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jeśli przyjrzeć się bliżej wprowadzonym dotychczas „reformom” to łatwo dojrzeć, że skutkowały centralizacją i znacznym podporządkowaniem prokuratury, któremu nie towarzyszy zwiększenie efektywności ani merytorycznych aspektów jej działania. W przypadku Trybunału Konstytucyjnego przyniosły całkowitą utratę autorytetu tej instytucji połączoną z zanikiem jakiejkolwiek sensownej działalności orzeczniczej. Z perspektywy KRS skutkowały wprowadzeniem rozwiązań wątpliwych konstytucyjnie, kontestowanych przez zdecydowaną większość środowiska prawniczego, w tym w  szczególności sędziów. Ostatecznym efektem tych działań jest karykaturalna procedura wyboru członków KRS spośród 18 kandydatów, zgłoszonych w trybie z jednej strony uniemożliwiającym ujawnienie informacji o osobach popierających poszczególnych kandydatów, z drugiej prowadząca do dominacji sędziów związanych z organami władzy wykonawczej. Była ona szkodliwa z punktu widzenia środowiskowego, wszak wybory objęte zostały bojkotem zdecydowanej większości sędziów, dysfunkcjonalna z perspektywy kompetencyjnej, destrukcyjna z punktu widzenia standardu konstytucyjnego. Procedura ta okazała się być wadliwa także z punktu widzenia reguł określonych w  znowelizowanej ustawie, bowiem wykluczająca właściwą i godną reprezentację środowiska sędziowskiego, czego najlepszym dowodem jest brak wśród kandydatów do KRS chociażby jednego sędziego SN, Naczelnego Sądu Administracyjnego czy któregokolwiek z sądów apelacyjnych i wojskowych. Wyłoniona w tym trybie nowa KRS zapewne spełni oczekiwania promotorów zmian, gwarantując gotowość do realizacji najróżniejszych koncepcji. Zarazem z pewnością nie spowoduje ona żadnych zmian w procesie wyboru oraz drogi awansowej sędziów poza uwikłaniem w pozamerytoryczne, polityczne przesłanki. Wszak poza przekazaniem kompetencji do powołania lub awansowania sędziów grupie ludzi, którzy w znaczniej mierze nie dysponują ani doświadczeniem, ani kompetencjami uzasadniającymi powierzenie im tej odpowiedzialnej godności, w dotychczasowym systemie nic nie ulega zmianie.

Oznacza to, że nowa KRS może jedynie zwiększyć uzależnienie wyborów na stanowiska sędziowskie na wszystkich poziomach od pozamerytorycznych przesłanek, a  także jeszcze bardziej uzależnić sądy od władzy wykonawczej. Obarczona grzechem niekonstytucyjności oraz brakiem minimalnego chociażby zaufania ze strony środowiska sędziowskiego, zapewne prowadzić będzie działalność pozorującą jedynie stanie na straży niezawisłości i niezależności sądów. Konsekwencje jej ukształtowania w opisany powyżej sposób w bliższej lub dalszej przyszłości trudno po prostu przewidzieć. Jeśli pozbawiona reprezentacji sędziów SN, NSA, sądów apelacyjnych czy sądów wojskowych KRS rozpocznie procedurę zmiany obsady sędziowskiej także w tych sądach, to ostatecznym efektem tego typu działań może być całkowita utrata społeczneg o zaufania do sądów. Wywoła to społeczne przeświadczenie, że nie są już strażnikami wolności w graniach systemu prawa, lecz instytucjami realizującymi cele wyznaczane przez władzę wykonawczą i polityków. Patrząc na zmiany, chyba już wiemy, skąd się wzięła koncepcja nagrody „człowieka wolności”. To chyba uhonorowanie wolności rozumianej jako woluntaryzm działania, bez konieczności przestrzegania jakichkolwiek reguł. Nowa KRS ma szansę otrzymać kolejną taką nagrodę. O ile będzie użyteczna. Bo po co miałaby strzec konstytucyjnych reguł niezależności sądów i niezawisłości sędziów, skoro do tego zobowiązuje „tylko” konstytucja. Czy nie lepiej umizgiwać się do tych, którzy dziś decydują, jaki jest jedynie słuszny sposób interpretowania jej zapisów? 

Uchwalone akty normatywne dotyczące najważniejszych instytucji wymiaru sprawiedliwości są dalekie od prawniczej doskonałości, a nadto ukształtowane w sposób niewiele mający wspólnego z zasadami państwa prawa. (...) W efekcie, zmiany bardziej przypominają chińską rewolucję kulturalną niż nowoczesną reformę wymiaru sprawiedliwości.