Nawet udowodnienie, że drogowskaz postawiono niezgodnie z rozporządzeniem, nie gwarantuje uniknięcia kary za naruszenie normy, którą wyraża
Drogę, którą poruszamy się na co dzień, znamy jak własną kieszeń. Wiemy, na którym skrzyżowaniu mamy pierwszeństwo i jak długo świeci zielona strzałka. Co innego podczas wakacyjnych wyjazdów: kierowcy muszą nie tylko śledzić mapę, ale i bacznie zwracać uwagę na znaki drogowe.
Nie wszystko jednak zależy od kierowcy. Ten ma przede wszystkim jechać uważnie i rozumieć znaczenie znaków drogowych, wynikające z rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych (Dz.U. z 2002 r. nr 170, poz. 1393 ze zm.). Jednak nie mniejsze znaczenie mają przepisy skierowane nie do podróżujących, lecz do producentów oznakowania i zarządców dróg. Chodzi o rozporządzenie ministra infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (Dz.U. z 2003 r. nr 220, poz. 2181 ze zm.). Określa ono nie tylko, jakiej wielkości mają być tablice czy też jaką farbą mają być pomalowane, ale przede wszystkim prawidłowy sposób rozmieszczenia znaków na drodze: tak, aby kierowca mógł zauważyć znak i miał czas na adekwatną do jego treści reakcję.