Tradycja rozdawania prezentów z okazji Świąt Wielkanocnych na razie w Polsce się nie przyjęła. Dlatego zdziwił mnie prezent, jaki Zbigniew Ziobro w dwóch osobach – ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego – uczynił w ostatnich dniach środowiskom prawicowym, które same o sobie lubią mówić „patriotyczne”.
Podarkiem owym jest wstrzymanie wykonania kary dla Marcina F., skazanego przez sąd prawomocnym wyrokiem, potwierdzonym w dwóch instancjach, na sześć miesięcy więzienia za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta. Miało do tego dojść podczas manifestacji środowisk prawicowych w 2014 r., w drodze spod MSW do KPRM, w pobliżu siedziby Trybunału Konstytucyjnego.
Nie wiem, czy człowiek ten został skazany słusznie, czy niesłusznie, choć argumentacja przedstawiana przez Ruch Narodowy nie pozostawia wątpliwości co do jego niewinności. Nie wiem, bo znana jest mi tylko wersja skazanego, a więzienia – jak wiadomo – pełne są ludzi niewinnych. Miałbym pewnie jakiś pogląd w tej sprawie, gdybym znał sądowe akta – ale nie znam. Kłopot w tym, że minister – prokurator generalny, podejmując decyzję o wstrzymaniu wykonania kary, też ich nie znał, bo dopiero po nie wystąpił. Wstrzymał odsiadkę, choć zgodnie z prawem, by to zrobić, musiał mieć pewność co do istnienia „szczególnie ważnych powodów przemawiających za ułaskawieniem”. Z czego wobec tego minister wysnuł tę pewność? Z programów telewizyjnych? Z relacji skazanego, czy jego politycznych popleczników? Z tego , że skazał go (w pierwszej instancji) sędzia Łączewski? Nie wiem. Ale dla mnie to trochę za mało.