Nowelizacja prawa o ustroju sądów powszechnych miała być sztandarowym projektem ministra Kwiatkowskiego. Coraz mniej jednak przypomina sztandar, a coraz bardziej worek treningowy.
Projekt nowej konstytucji dla sędziów od początku nie podobał się środowisku. Padały zarzuty o niekonstytucyjności, braku potrzeby zmian czy wręcz jego szkodliwości. Miał opóźniać procesy, odciągać sędziów od orzekania, pozbawić przedstawicieli Temidy niezawisłości. Lista zażaleń jest imponująco długa. Po wyczerpujących negocjacjach z przedstawicielami środowiska minister zaproponował kompromis. Wycofał się m.in. z cenzurek dla sędziów i zastąpił je zawodowym planem rozwoju zawodowego. Tyle tylko, że zrobił to za późno. W ten sposób etap rzeczywistych konsultacji nad ustawą przeniósł się z etapu budowania projektu na etap uchwalania sędziowskiej konstytucji w Sejmie.
Do parlamentu trafiła pierwotna wersja projektu. Ta, która wywołała tak zdecydowany sprzeciw sędziów. To oczywiście podziałało na środowisko jak płachta na byka. Minister publicznie zadeklarował, że resortowe zmiany zostaną wprowadzone do nowelizacji, ale dopiero na etapie prac parlamentarnych. Sędziom jednak słowo ministra nie wystarczyło. Postanowili osobiście przypilnować posłów i licznie stawili się w Sejmie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.