Kiedyś dziadek uczył mnie boksu, co wielokrotnie przypłaciłem rozciętą skórą twarzy. Po meczu piłkarskim miałem z kolei zerwane więzadła krzyżowe. A jak kiedyś przygrzmociłem głową w szafkę, to aż mi życie przed oczyma przeleciało. Ale tak zmiażdżony, pogrążony, rozbity psychicznie i fizycznie jak od wczoraj - nie byłem nigdy. Wszystko za sprawą redakcji wPolityce.pl. Zostaliśmy jako DGP przez nią - wespół z Trybunałem Konstytucyjnym, na który „dziennikarze” się powołują - zmiażdżeni.

Autorzy tekstu podpisani jako "Anatomia manipulacji" (pytanie czy wytykają manipulacje innych, czy sami manipulują?) postanowili rozprawić się z tekstem mojej redakcyjnej koleżanki, która w nim rzekomo nałgała. A skąd "dziennikarze" wPolityce.pl wiedzą, że nałgała? Bo tak stwierdził, choć w mniej atrakcyjnej formie, Trybunał Konstytucyjny.

To zabawne, że "dziennikarze" niektórych mediów stworzyli sobie wykaz instytucji publicznych, którym z urzędu wierzą i takich, którym z urzędu nie wierzą. Przykładowo gdy autorzy wPolityce.pl przeczytają oświadczenie któregoś z ministerstw, już wiedzą, że resort ma rację. Ale gdy oświadczenie wyda np. stołeczny ratusz - wiadomo, że urzędnicy kłamią.