To nie pierwsza decyzja rzecznika, która ściągnęła na jego głowę krytykę. Trzeba przyznać, że obecnie pełniący tę funkcję sędzia Piotr Schab ma wyjątkową umiejętność rozpalania środowiska sędziowskiego do czerwoności. Niemal każda podjęta przez niego czynność odbija się szerokim echem. Wystarczy wymienić chociażby sławetny „eksces orzeczniczy” czy też próbę ścigania sędziów za udział w inscenizacji rozprawy sądowej. Grono będących na celowniku Piotra Schaba jest już całkiem spore, a można się spodziewać, że z miesiąca na miesiąc będzie rosnąć. A skoro tak, to zapewne pełne ręce roboty będą mieli także ci sędziowie, którzy zdecydują się bronić swoich kolegów.

I tu moja mała rada dla ściganych przez rzecznika. Być może warto się zastanowić, czy nie zgłosić się do wiceministra Piebiaka, by zaproponować mu funkcję obrońcy. Ma on, co udowodnił w 2014 r. na łamach DGP, całkiem sporą wiedzę na temat niesprawiedliwie prowadzonych postępowań dyscyplinarnych. Bez ogródek i nie bacząc na konsekwencje, potrafił wówczas śmiało zarzucać tym, którzy piastują wysokie stanowiska w sądownictwie, że wykorzystują je w sposób instrumentalny. „Chcą mieć w zarządzanych przez siebie jednostkach porządek. Dają jasny sygnał sędziom: możesz być bierny i mierny, ale masz być wierny. Jeżeli będziesz się wychylał, to zostaniesz ukarany” – grzmiał na naszych łamach. 

No i proszę powiedzieć: czyż można sobie wyobrazić lepsze argumenty do mowy obrończej? Ten, kogo zgodzi się bronić Łukasz Piebiak, wygrany proces ma więc w kieszeni. A i rzecznikowi dyscyplinarnemu, gdy uświadomi sobie, z kim będzie musiał stanąć w szranki na sali sądowej, zapewne przejdzie zapał do ścigania sędziów za ich działalność orzeczniczą. O tym, że się tego po prostu nie robi, wie przecież każdy prawnik. Trudno więc przypuszczać, że wiceminister Piebiak jest tutaj wyjątkiem.