Od dwóch lat większość parlamentarna, prezydent i rząd wspólnie atakują polskie sądy. Prace w tej sprawie toczą się w zmiennym tempie, w niektórych okresach, mimo chaosu, z zawrotną prędkością. Osiągnięto istotne „sukcesy”, jak obezwładnienie Trybunału Konstytucyjnego, uprawnienie do dowolnego zwalniania prezesów sądów przez ministra sprawiedliwości, za chwilę podobnych zmian możemy oczekiwać w Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, a zapowiadają się dalsze. Dlaczego destrukcja postępuje tak łatwo? Prawdopodobnie dlatego, że duża część obywateli wcale nie jest przekonana, że trzeba ją zatrzymać. Ale ten stan ma też inną przyczynę: brak przeciwwagi w działaniach opozycji. Naszym zdaniem opozycja robi mniej, niżby mogła i powinna – oddała sprawę parlamentarnej większości. Prowadzi z rządzącymi głównie spór retoryczny. Nie widzimy jej na polu prawdziwej reformy.

Oddane pole

Dlaczego opozycja oddała pole o nazwie „reforma wymiaru sprawiedliwości” koalicji rządowej? W Polsce jest zapotrzebowanie na poprawę działania sądów. To widać nie tylko w badaniach opinii, chociaż tymi danymi się manipuluje, bo 81-proc. (w badaniu CBOS) poparcie dla reform – w tym nasze, autorów tekstu – nie oznacza wcale poparcia dla narzucanych przez PiS zmian ustrojowych i upolitycznienia sądów. Na przykład już 76 proc. badanych (IPSOS) nie życzy sobie żadnego wpływu polityków na wybór sędziów, którzy mieliby sądzić w ich sprawach. Lecz poza badaniami potrzebę reformy widujemy oczywiście na co dzień, w indywidualnych sprawach ludzi, nieraz dramatycznych.

Opozycja natomiast mało robi w tej kwestii. Obecna kadencja parlamentu trwa ponad dwa lata. Od początku było wiadomo, czym zajmuje się większość rządząca, co zapowiada (nawet jeśli nie szczegółowo, to znane były kierunki). Tymczasem nie ma żadnych widocznych propozycji ani choćby zainteresowania opozycji reformą wymiaru sprawiedliwości. Są tylko działania pozorne. Oczywiście można liczyć, że atak sam się zatrzyma, ale po pierwsze: to wcale nie musi się zdarzyć, po drugie: może być za późno, żeby odwrócić zniszczenia.

Nie wystarczą słowne przepychanki, pojedynki na komisjach lub na sali plenarnej z posłami koalicji. Nie wystarczy reaktywne zamawianie poprzez Biuro Analiz Sejmowych ekspertyz wykazujących mankamenty projektów. Na pewno warto ścierać się w takich dyskusjach, żeby prostować kłamstwa i manipulacje, którymi podszyte są „deformy” sądów. Można podziwiać waleczność oraz inteligencję niektórych posłów opozycji przy takich okazjach, ale to nie może zastąpić obecności opozycji w twardej rzeczywistości poprawy działania sądów.

Nie jest odpowiedzią działalność Parlamentarnego Zespołu ds. Reformy Wymiaru Sprawiedliwości powołanego przez trzy partie opozycyjne (Nowoczesna, PO, PSL). Sami mieliśmy okazję dwukrotnie uczestniczyć w jego pracach. Ostatnio, podczas zorganizowanego przez ten zespół wysłuchania na temat sądowych ustaw, usłyszeliśmy po raz setny prawdziwe diagnozy, że PiS łamie konstytucję, oraz podziękowania i wiwaty pod adresem posłów opozycji. Produkty innych zebrań są nieznane, może poza kręgiem specjalistów.

Zespół spotyka się co dwa tygodnie. Co dwa tygodnie! Od września odbył pięć spotkań merytorycznych. Poruszył tematy abstrakcyjne w dziedzinach od Sasa do Lasa – od zakresu jurysdykcji przez nadzór Ministerstwa Sprawiedliwości nad sądami po darmową pomoc prawną.

Jedynym osiągnięciem zespołu, które można znaleźć na jego stronie internetowej, są protokoły z zebrań. Choć potencjalne efekty i tak musiałyby być bardzo ubogie. Bo jak można w dwie godziny wypracować coś sensownego na tak szerokie tematy? Nie komentuje się przygotowanych wcześniej propozycji, co miałoby większy sens. Jest ogólna burza mózgów i jak to w burzy mózgów, referenci i uczestnicy poruszają różne zagadnienia, skacząc z kwiatka na kwiatek.

Opozycja jest bierna, reaktywna, oddała pole PiS-owi, więc PiS je zajął. Przedstawia się jako ten, kto się podjął reformy. Dopóki trwa taka sytuacja, zgrzytanie zębami nad stanem demokracji w Polsce nie trafia do ludzi, którzy mają praktyczne problemy, bo np. przez kilka lat nie mogą załatwić drogi koniecznej na wsi. Jeżeli ktoś stracił pół dnia, bo jechał na rozprawę, która została bez zawiadomienia odwołana, mało go interesuje, czy sąd działa demokratycznie. Kiedy polityk mu mówi: „ja to załatwię”, demokracja schodzi na drugi plan.

Jak to jest, że prywatne fundacje, think tanki, organizacje obywatelskie, które dysponują o wiele mniejszym niż partie polityczne zapleczem materialnym, potrafią badać i komentować konkretne działania wokół wymiaru sprawiedliwości, a opozycja parlamentarna nie? Kto chętny, może porównać raporty, opinie, analizy organizacji z dokonaniami zespołu parlamentarnego.

Co robią organizacje? Kilka przykładów. Pierwsze napisały do Komisji Weneckiej (i na bieżąco informują o sytuacji w Polsce różne organy międzynarodowe). Helsińska Fundacja Praw Człowieka opiniuje każdy projekt i ogłasza opracowywane nierzadko po nocach (bo takie tempo narzucają rządzący) ekspertyzy. INPRIS opracowuje zestawienia, porównania, pokazując w przejrzystym, tabelarycznym układzie różnice w kolejnych projektach ustaw czy to o Trybunale Konstytucyjnym, czy ostatnio o Sądzie Najwyższym i KRS. Wolne Sądy – prywatna inicjatywa grona prawników – zajęły się edukacją obywatelską o sądach, angażując w swoje działania wielu aktorów i znane postaci. Akcja Demokracja organizuje kampanie społeczne i także tłumaczy prostym językiem, po co nam niezależny sąd i z jakimi zagrożeniami mamy do czynienia. To tylko działania w odpowiedzi na atak na sądy. Są też gromadzone przez lata badania, opracowania, raporty, wypowiedzi na temat licznych zagadnień związanych z funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości. Wspomnijmy o raportach Fundacji Court Watch Polska i licznych publikacjach i rekomendacjach Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, INPRIS, FOR, stowarzyszeń sędziowskich i wielu innych organizacji, czy wreszcie liczne postulaty zgłaszane w artykułach fachowych i publicystyce, w tym na łamach DGP, także w tej rubryce – Okiem Obywatela.

Organizacje będą robić, co do nich należy. Działaniami wolontariuszy nie zastąpimy jednak profesjonalnej, koncepcyjnej pracy opozycji. A czasami mamy wrażenie, że powinniśmy to robić.

Klamka zapadła. Co dalej?

Kiedy piszemy te słowa, Senat przegłosował ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Pozostał już tylko podpis prezydenta. Z różnych opinii wynika, że choć wiele instytucji i osób, w tym prof. Adam Strzembosz w osobistym apelu, wzywa Andrzeja Dudę do zawetowania ustaw, zapewne do podpisania dojdzie. Po raz trzeci od grudnia 2015 r. tuż przed Bożym Narodzeniem dostaniemy w prezencie niekonstytucyjną ustawę, widać taka już świąteczna tradycja. Można zatem zapytać, czy „reforma” wymiaru sprawiedliwości, co najmniej w części dotyczącej ustroju sądów, to już historia?

Otóż nie, bo ma znaczenie dla przyszłości. Z logiki wydarzeń i działań rządzących wynika, że za pomocą już posiadanych narzędzi PiS będzie zwiększał presję na sądy. Zapewne dołoży jednak także nowe, w następnych ustawach. Jeżeli opozycja nie zajmie się poważnie sprawami dotyczącymi poprawy wymiaru sprawiedliwości, ludzie pod presją (głównie sędziowie) zostaną sami. Po wprowadzeniu ustaw prezydenckich sędziowie oczywiście nie stracą z dnia na dzień niezależności. Polityka najpierw dotknie wyborów sędziów członków KRS, a potem wyborów przez polityczną KRS sędziów Sądu Najwyższego i wszystkich innych sądów. Minister Ziobro od dwóch lat nie ogłasza konkursów na setki zwolnionych stanowisk sędziowskich po to właśnie, by „jego” KRS wybrała osoby o właściwej, jak to określają politycy PiS, mentalności – mentalności służebnej wobec państwa, co skądinąd w czwartek w Senacie prezes SN Stanisław Zabłocki nazwał karykaturą sędziego. Jeśli chodzi o sędziów w służbie, to będzie to raczej proces dokręcania śruby rozpoczęty wymianami prezesów, a dokonywany przy pomocy obsadzonych sędziami z nominacji PiS nowych izb Sądu Najwyższego: dyscyplinarnej – do karania niepokornych, i spraw publicznych – do rozpatrywania spraw politycznych. Mogą się też pojawić nowe pomysły, jak podporządkować sędziów politykom.

Jak w każdej grupie, niektórzy ustąpią, inni będą stawiać opór, jeszcze inni obserwować. Jeżeli jednak opozycja nie zajmie pola z jakąś swoją koncepcją, obrońcom prawa będzie coraz trudniej. Może nastąpić ewolucja postaw w niepożądaną stronę.

I znowu pojawi się wybór: albo opozycja zajmie się retoryką, czyli przemówieniami o demokracji i dyskusjami w komisjach, albo wejdzie do prawdziwej debaty społecznej. Pokaże ludziom, że po pierwsze, interesuje się praktycznymi problemami Polaków korzystających z wymiaru sprawiedliwości, a po drugie, że ma konkretne propozycje.

Najpierw się dowiedzcie

Krytykować łatwo, powie ktoś. Co zatem konkretnie powinna naszym zdaniem robić opozycja? Po pierwsze, powinna się rzeczywiście zainteresować problematyką wymiaru sprawiedliwości oraz to zainteresowanie pokazać. Partie mają struktury w całej Polsce. Sprawy w wymiarze sprawiedliwości dzieją się lokalnie – to tam posłowie mają biura i wyborców, wiedzą lub wiedzieć powinni, co się dzieje. Posłowie, działacze, współpracownicy mogą się wykazać i pokazać zainteresowanie sytuacją w sądach: rozmawiać z sędziami, prezesami, dyrektorami, przedstawicielami zawodów prawniczych, uczestnikami spraw, z mediami lokalnymi i krajowymi, z różnymi lokalnymi i krajowymi instytucjami. Mogą zbierać i publikować dane na temat liczby spraw i sędziów w danym sądzie, efektów pracy, budżetu, jakim sąd dysponuje, problemów, z jakimi się boryka. Poruszać konkretne zagadnienia, zapoznać się z raportami organizacji obywatelskich i danymi na temat lokalnego sądu. Gdy ludzie będą mieli poczucie, że politycy skosztowali z beczki soli, z której wyborcy jedzą codziennie, może (może!) zgodzą się posłuchać, co opozycja ma do powiedzenia na temat roli sędziego w demokracji i niezależności sądu. Istnieją organizacje społeczne, które zajmują się rozmaitymi aspektami wymiaru sprawiedliwości i są dobrym partnerem do takich kontaktów.

Inne oczywiste zadanie dla opozycji to tworzenie propozycji legislacyjnych lub organizacyjnych. Trzeba je zebrać, opracować, wydrukować i zgłosić. Walczyć w obronie własnych projektów, a nie tylko komentować cudze. PiS twierdzi, że reformuje, a opozycja nie ma niczego, co mogłaby położyć na stole i pokazać, jakie reformy naprawdę są potrzebne. Dobre działanie sądów to jest trudny temat, nad którym zastanawiają się tęgie głowy na całym świecie, więc to nie hańba, jeżeli pomysły będą wymagały poprawek. Propozycje można ulepszać i nad nimi dyskutować, ale muszą istnieć! Trzeba stworzyć coś materialnego, żeby nad tym pracować. Partie opozycyjne mają ludzi, pieniądze i kontakty pośród ekspertów, aby pracować nad takimi projektami. Naprawdę jest w tej mierze spory dorobek. A ewentualne niedostatki finansowe można zmniejszyć, szukając współpracy pro bono – wielu prawników uważa, że jest poważna sytuacja i warto się angażować. Ale trzeba to robić tak, żeby eksperci widzieli sens swojego, najczęściej społecznego, trudu. Żeby widzieli zapał po drugiej stronie. Żeby widzieli efekty.

Potrzebna jest też zwykła bieżąca wiedza. Nie do wiary, jak polscy politycy mało wiedzą o sądach! I niestety (choć to dotyczy głównie parlamentarnej większości) nie chcą się dowiedzieć – sala podczas debaty świeci pustkami i tylko w czasie głosowań się zapełnia, a ręce idą karnie w górę. W ostatnią środę senator PiS i profesor Andrzej Stanisławek podczas debaty o Krajowej Radzie Sądownictwa pytał rzecznika praw obywatelskich o postępowanie w sprawie... rejestracji spółek. Kraj huczy o ataku na niezależność sądów, a on myślał, że mowa o innym KRS – Krajowym Rejestrze Sądowym!

Chodzi o wiedzę o szczegółach działań KRS i sądów, o statystyki sądowe, nawet tak podstawowe jak liczba spraw, sędziów, obciążenie pracą, czas trwania postępowań itp. Przy braku wiedzy kłamstwa, przekłamania, manipulacje są nie tylko możliwe, lecz także pozostają nieprostowane i niekontrowane. Tak jak w przypadku wyników badań poparcia społecznego, o których wyżej pisaliśmy. Przedstawiciele PiS podkreślają na każdym kroku, że 80 proc. Polaków popiera reformy sądownictwa. I nie spotykają się z odpowiednią ripostą, że owszem, potrzebę reformy popieramy prawie wszyscy, ale nie polityczny skok na sądy, czego zresztą dowodzą inne sondaże. A partyjny skok jest przecież trzonem zmian w ustawach o KRS i SN.

Bez wiedzy trudno się w tej problematyce poruszać. Kto z posłów wie o licznych standardach Rady Europy dotyczących sądownictwa, które jak ulał pasują do dyskusji o reformie, kto zna (przedstawiane m.in. na tych łamach) standardy minimalne Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa dotyczące udziału niesędziów w zarządzaniu wymiarem sprawiedliwości?

A gdy wiedzę się już posiądzie, kolejny rodzaj działań to przedstawianie obywatelom konsekwencji zmian wprowadzanych przez PiS oraz własnych propozycji reform i zmian. W prostych słowach, również np. przy wykorzystaniu infografik. Pokazywanie, czym jest reforma, a czym polityczny atak. Ale to można zrobić, jeżeli samemu ma się o tym pojęcie.

Doświadczenie organizacji obywatelskich pokazuje, że także obywatelskie wysłuchanie publiczne opinii na temat projektu ustawy może przynieść owoce, jeśli się je dobrze, w duchu merytorycznym zorganizuje i przeprowadzi. Po takim wysłuchaniu przygotowanym przez organizacje (m.in. Fundacja Stocznia) i uniwersytety, 9 grudnia, rządzący zdecydowali sią na wprowadzenie w ostatniej chwili zmian do procedowanego projektu ustawy, która zmienia wybory samorządowe.

Czy dzięki temu będzie to dobra ustawa? Nie, bowiem jest procedowana w sposób skandaliczny, ale przynajmniej uda się uniknąć części absurdów.

Chciałoby się więcej, ale to zakrawa – póki co – na marzycielstwo. Więc króciutko. Warto zamawiać mądre (i wcale nie takie drogie) badania empiryczne wybranych obszarów rzeczywistości. Od dobrych doradców można dowiedzieć się wiele: co działa, a co nie, co wymaga zmiany. Trzeba tylko mądrze decydować, co badać i pod jakim kątem. Już nawet zbieranie i analizowanie dostępnych danych, jeśli się wie, jak to robić, może przynieść sporą wiedzę. Ale trzeba chcieć ją zdobyć i zrobić z niej użytek. Niestety zdarzało się w przeszłości, że obecna opozycja nie wykorzystywała tych możliwości, nawet kiedy rządziła, opierając swe decyzje legislacyjne na intuicji, szczątkowej wiedzy, własnych doświadczeniach. Ale może czas bycia w opozycji pomoże w wyrobieniu innych nawyków.

I wreszcie element ostatni. Trochę wstyd o nim pisać. Obserwacja prac parlamentarnych napawa smutkiem. Nie piszemy o tym, co dobre, nie piszemy o tym, czego nie widać. Wiemy, że są posłowie i senatorowie, którzy pracują ciężko, mają zapał i wiedzę. Sami nie jesteśmy politykami, nie znamy się na pracy polityka w jego klubie, w partii. Braliśmy jednak udział w niejednym projekcie, robiliśmy badania, pisaliśmy założenia ustawowe, policy papers itp. i wiemy, czego wymaga opracowanie porządnego produktu – poważnego zaangażowania, ekspertów, pamięci instytucjonalnej, odpowiedniego tempa itp. Jeśli politycy sami nie mają na to czasu, to muszą zorganizować sobie zastępstwo. To kosztuje. Na co idą partyjne pieniądze z publicznej kasy? Gdzie są partyjne think tanki i co robią? Gdzie są asystenci posłów (za liderami, za posłami, którzy wytyczają kierunki w poszczególnych obszarach, powinno zawsze stać kilku pełnoetatowych merytorycznych pracowników)? Na co idą, jeśli nie na to, pieniądze na biura poselskie? Dlaczego nie ma rzetelnej współpracy z innymi podmiotami i wykorzystania ich wiedzy, ich dorobku? Rzeczywistego wykorzystania, a nie stwarzania politycznych pozorów?

Łukasz Bojarski, prezes INPRIS – Instytutu Prawa i Społeczeństwa, były członek Krajowej Rady Sądownictwa powołany przez prezydenta RP (wrzesień 2010 – wrzesień 2015)

Filip Wejman, członek zarządu INPRIS, adwokat

Skąd partie opozycyjne mają pieniądze

I. Przewidywana roczna subwencja na działalność statutową dla partii politycznych w latach 2016–2019*

● Platforma Obywatelska 15 465 516,69 zł

Nowoczesna 6 207 895,14 zł

● Polskie Stronnictwo Ludowe 4 476 863,19 zł

● Sojusz Lewicy Demokratycznej 4 318 845,77 zł

● Twój Ruch 1 233 955,94 zł

● Unia Pracy 493 582,38 zł

● Zieloni 123 395,60 zł

● Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja 4 171 704,23 zł

● Partia Razem 3 175 513,73 zł

Pozostałe źródła finansowania

● dotacja za każdy zdobyty mandat posła lub senatora,

● oprocentowanie środków zgromadzonych na rachunkach bankowych i lokatach,

● obrót obligacjami Skarbu Państwa i bonami skarbowymi Skarbu Państwa,

● zbycie należących do partii składników majątkowych,

● prowadzenie przez partię polityczną działalności własnej polegającej na sprzedaży tekstu statutu lub programu partii, a także przedmiotów symbolizujących partię i wydawnictw popularyzujących cele i działalność partii politycznej oraz na wykonywanie odpłatnie drobnych usług na rzecz osób trzecich z wykorzystaniem posiadanego sprzętu biurowego,

● od osób fizycznych, w tym od samych członków partii – obywateli polskich mających stałe miejsce zamieszkania w Polsce (Ustawa z 27 czerwca 1997 r. o partiach politycznych, Dz.U. z 1997 r. nr 98, poz. 604 ze zm.).

II. Wysokość przychodów partii w 2016 r.*

● Platforma Obywatelska 44,4 mln zł

● Nowoczesna 5,7 mln zł

● Polskie Stronnictwo Ludowe 9,2 mln zł

● Sojusz Lewicy Demokratycznej 8,5 mln zł

5–15 proc. pieniędzy z subwencji musi trafić na fundusz ekspercki, z którego finansowane są ekspertyzy

*dane PKW Oprac. MWW