Państwo jest bezsilne, gdy jakiś portal łamie prawo i by uniknąć odpowiedzialności, ucieka za granicę. Walka z nielegalnym obrotem utworów muzycznych czy filmowych to walka z wiatrakami
To bardzo skomplikowane zagadnienie. To nie państwo, ale przede wszystkim autorzy są uprawnieni do występowania do sądu o ochronę ich praw. Jest oczywiście także ZAiKS, który zajmuje się zbiorową ochroną praw autorskich i w imieniu autorów pobiera różne opłaty z tytułu korzystania z utworów czy innych dzieł autorskich oraz występuje o ich zabezpieczenie. W sytuacji gdy te utwory są udostępniane przez jakiś serwis za darmo, to właśnie te podmioty mogłyby występować z roszczeniami. Nie ulega wątpliwości, że mamy tu równocześnie do czynienia z naruszeniem pewnego interesu publicznego, bo korzysta się z czegoś, do czego nie ma się prawa. Ale problem polega na tym, że dochodzenie roszczeń jest tu niezwykle utrudnione. Oczywiście można by zaangażować prokuraturę, ale gdyby to było takie proste, to już dawno prokuratorzy skutecznie zajęliby się sprawami nieuprawnionego korzystania z cudzych utworów.
Do tej pory nikt nie znalazł efektywnego środka walki z tego typu praktyką nieuprawnionej dystrybucji utworów. Niestety, czy się tego chce, czy nie, autorzy, a zwłaszcza producenci i wydawcy, muszą uwzględniać to ryzyko w swojej działalności. Muszą zdawać sobie sprawę z tego, że opublikowany utwór może być przedmiotem nieuprawnionego obrotu. I niestety muszą brać to pod uwagę w swoich kalkulacjach ekonomicznych i istotnie obniżyć ceny. Nie da się zamknąć dostępu do internetu osobom wykorzystującym sieć w celach sprzecznych z prawem. Można oczywiście próbować robić to, co w Chinach, ale wtedy internet przestanie pełnić swoje podstawowe funkcje.