Z nowym rokiem wchodzi w życie nowelizacja ustawy o kierujących pojazdami (Dz.U. z 2016 r. poz. 2001), która uszczelnia przepisy dotyczące zatrzymywania prawa jazdy.
Od 18 maja 2015 r. przekroczenie prędkości o więcej niż 50 km/h w obszarze zabudowanym skutkuje zatrzymaniem dokumentu na trzy miesiące. Jeśli w tym czasie kierowca wsiądzie za kółko, okres ten zostaje wydłużony do pół roku. Zgodnie z zamysłem ustawodawcy proces wymiany informacji pomiędzy policją lub Głównym Inspektoratem Transportu Drogowego i starostami miał być automatyczny. Czyli organ kontroli stwierdza przekroczenie prędkości i umieszcza informację w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, a system zawiadamia starostę, że musi wydać decyzję o zatrzymaniu dokumentu. Kłopot w tym, że w momencie wejścia w życie przepisów o 50 km/h system CEPiK 2.0 jeszcze nie był gotowy (ma być dopiero 4 czerwca 2018 r.). Z przepisów przejściowych wynikało natomiast, że do momentu uruchomienia CEPiK-u starosta wydaje decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy na podstawie informacji o zatrzymaniu dokumentu.
Część starostw interpretowała przepisy literalnie. I jeśli policjant nie odebrał kierowcy prawa jazdy na drodze albo przekroczenie prędkości było zarejestrowane przez fotoradar, wówczas urzędy nie wydawały decyzji administracyjnej o zatrzymaniu dokumentu. Kierowcy szybko nauczyli się wykorzystywać nieudolność ustawodawcy. I w razie wpadki zapewniali funkcjonariuszy, że akurat nie mają przy sobie „prawa jazdy”. Co prawda oprócz mandatu za prędkość musieli jeszcze zapłacić 50 zł grzywny za jazdę bez dokumentu, ale z nadzieją, że na tym ich kłopoty się skończą.