Sławomir Wikariak dziennikarz działu prawo

Jeśli komuś wydaje się, że autor tego komentarza kompletnie już oszalał i wypisuje brednie, to śpieszę donieść, że wcale nie. Taka sytuacja jak najbardziej może się zdarzyć.

Belgijska gazeta „De Morgen” poinformowała właśnie, że SABAM, tamtejsze stowarzyszenie reprezentujące twórców, producentów i wydawców, zażądało od biblioteki w niewielkiej miejscowości Dilbeek niedaleko Brukseli, by zaczęła odprowadzać opłaty za korzystanie z utworów.

Biblioteka ta organizuje dla grupki miejscowych dzieciaków spotkania z wolontariuszami, którzy czytają im na głos książki.

Okazuje się, że nielegalnie. Legalnie byłoby, gdyby odprowadzała do SABAM mniej więcej 250 euro rocznie, bo na tyle organizacja wyliczyła opłaty należące się za publiczne wykonywanie utworów (znaczy się czytanie książek).

Ten przykład doskonale pokazuje, jak ostra zaczyna być walka o poszerzenie praw autorskich. Pod względem prawnym wszystko jest OK, bo rzeczywiście twórcy należy się wynagrodzenie. Napisał książkę? Napisał. Jest ona wykorzystywana? Jest.

Tyle że jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli płacić za czytanie bajki przed snem dzieciom. Jeśli własnym, to chyba jeszcze nie, bo można to podciągnąć pod użytek osobisty. Jeśli jednak zaprosimy ich kolegów na piżama party, to będzie już kłopot.

PS Zapomniałem dodać. SABAM to ci co chcieli nakazać operatorom filtrowanie i monitoring internetu, tak aby utrudnić wymianę pirackimi plikami. Ich plany pokrzyżował jednak Trybunał Sprawiedliwości UE.