Autopromocja

Stępień: O subtelnej różnicy między kapitalizmem a socjalizmem

Jerzy Stępień, były prezes TK, wykładowca Uczelni Łazarskiego
Jerzy Stępień, były prezes TK, wykładowca Uczelni ŁazarskiegoDGP
28 marca 2011

Ubruttowienie w 1998 r. wynagrodzeń o część składki emerytalnej zostało ostatnio przez polityków i niektórych ekspertów całkowicie przegapione. I nie chodzi tu tylko o prawa słusznie nabyte

Wiele polskich nieszczęść bierze się z tego, że dzisiaj już nikt prawie nie uczy się łaciny. Można np. doskonale posługiwać się angielskim, ale jednocześnie nie wiedzieć, że kapitalizm pochodzi od caput, capitis – czyli głowa, a nie od pieniędzy. Stąd: kapitel, kapitan, kapitalny pomysł itd. To nie kapitan dzierży kasę kompanijną; kapitan dowodzi – np. statkiem. Dlatego tak niebezpiecznie jest przeciwstawiać kapitalizm socjalizmowi. Bo jeśli ten pierwszy pochodzi od głowy, drugi nawet bezwiednie zaczyna się kojarzyć z całkiem inną – ba, przeciwstawną częścią ciała. Kiedy to napisałem w 1988 r., cenzor wykreślił ostatnie trzy wyrazy. Dziś już nie ma urzędowego cenzora państwowego, więc można pofantazjować, ale – jak uczy życie – zawsze w pewnych granicach. Dziś redaktorzy naczelni potrafią być bowiem równie skuteczni i nie pozostawiają śladów, jak tamci z Mysiej.

Głowacz nie lada jaki

Zakładając, że coś się jednak zmieniło w naszym życiu publicznym, spróbujmy się zastanowić, czy przypadkiem nie lepiej tłumaczyć kapitalizm na głowizm? Wydaje się to być bliższe łacińskiego źródłosłowiu, i to zdecydowanie, a jakże, inspiruje. Stąd już prosta droga choćby do kapitalisty jako głowisty. Głowisty albo raczej głowacza. Głowacz z niego nie lada jaki – mawiano w dawnej Polsce. Ponieważ ów używał głowy, więc nic dziwnego, że był przy pieniądzach. Ale nie każdy, kto pieniądze ma, musi od razu uchodzić za kapitalistę. W więzieniach aż roiłoby się od kapitalistów. Chodzi jednak o to, by nie tylko nie stracić pieniędzy, ale obracając nimi, efektywnie je pomnożyć i ewentualnie zwrócić właścicielowi, jeśli były nie nasze, tylko powierzone – tak jak to było w ewangelicznej przypowieści o talentach. Przypomnijmy sobie los tego, który powierzone pieniądze zakopał i zwrócił w stanie nieumniejszonym. Czyżby autor tej przypowieści zwracał się dwa tysiące lat temu do ludzi bardziej ekonomicznie wyedukowanych niż dzisiejsza klasa polityczna? Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby ten sługa nieużyteczny nie tylko nie zakopał powierzonych mu pieniędzy, ale natychmiast je wydał, przekazując na szlachetne cele nawet najbardziej potrzebującym.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.