Sędzia Maciej Nawacki startuje w konkursie na stanowisko sędziowskie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. A ja, jako jeden z nielicznych, mu szczerze kibicuję. Jeśli bowiem pan sędzia wygra konkurs i zostanie sędzią NSA, tworzone w przyszłości encyklopedyczne hasła „dobra zmiana” i „reforma wymiaru sprawiedliwości” będą mogły być okraszone przykładem.
Mamy bowiem sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie. Zostaje on prezesem tegoż sądu, mimo że przytłaczająca większość sędziów uważa ten wybór za skandaliczny. Gdy zaś Nawacki zgłasza się w konkursie do NSA, niezakończona jeszcze jest procedura „awansowania” go do Sądu Okręgowego w Olsztynie. W tekście Małgorzaty Kryszkiewicz z ostatniego czwartku sam rzecznik obecnej Krajowej Rady Sądownictwa Maciej Mitera nazywa sytuację „nieco dziwną”. Z kolei sędzia Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie, członek poprzedniej KRS, mówi, że nie słyszał o takim przypadku, by sędzia tuż po uzyskaniu rekomendacji KRS (czyli swoich kolegów z rady – to już mój dopisek) na zajęcie jednego stanowiska, wystartował w kolejnym konkursie na jeszcze lepsze stanowisko.
W skrócie: to może być prawdziwa dobra zmiana, z sądu rejonowego, przez prezesowanie sądowi, z krótkim, wręcz niezauważalnym przystankiem w sądzie okręgowym, do Naczelnego Sądu Administracyjnego. A potem, choćby się waliło i paliło, choćby władza polityczna się zmieniła, dostojne stanowisko w jednym z najważniejszych polskich sądów. A że Nawacki nigdy nie miał nic wspólnego z sądownictwem administracyjnym? Cóż, może się nauczy. Wiele o nim można powiedzieć, ale głupi nie jest.
Swoją drogą – bo pewnie sporo osób już zapomniało – mówimy o tym sędzim, który podarł na oczach całej Polski (dosłownie, bo przed Nawackim stał operator kamery TVN24) projekty uchwał przedłożone przez podległych mu sędziów. Myślał, że będzie niczym Nancy Pelosi (amerykańska polityk, spikerka Izby Reprezentantów, która publicznie zniszczyła kopię przemówienia Donalda Trumpa). Został jednak prześmiewczo ochrzczony Dr. Dre (to z kolei amerykański raper). Sędzia, który powszechnie jest uważany za zaufanego Zbigniewa Ziobry, dał swoim oponentom paliwo na kilka miesięcy. Gdy ktoś się nie zgadza z drugą osobą w internecie, niekiedy umieszcza obrazek (tzw. gif) z Nawackim drącym uchwałę.
Pisałem o Macieju Nawackim już kilka miesięcy temu, że mamy oto sędziego, który gdy się z czymś nie zgadza, po prostu to niszczy. Lekceważy ludzi, którzy przyszli do niego ze sprawą. Jak więc przeciętny obywatel może mieć pewność, że sędzia nie podrze czyjegoś pozwu, gdy ten będzie niekorzystny dla pana sędziego lub jego pryncypałów?
Za chwilę ten standard może trafić do NSA. My zaś dostaniemy suchy komunikat, że po prostu pan sędzia był najlepszym z kandydatów na nieobsadzone stanowisko. Sam sędzia Nawacki z kolei zapewne podkreśli, że przecież fakt bycia członkiem KRS nie może ograniczać jego ambicji zawodowych. Pozostaje jednak kluczowe pytanie: czy tu chodzi w ogóle o reformę wymiaru, czy może widzimy jedynie wymiar reformy?