Branża informacji gospodarczej wstrzymała oddech. Jeśli kara miliona złotych nałożona na największego gracza utrzyma się, podważy to cały model biznesowy.

W połowie marca Urząd Ochrony Danych Osobowych ukarał gospodarczą wywiadownię Bisnode za nieinformowanie przedsiębiorców o przetwarzaniu ich danych. Według UODO wysyłanie e-maili do firm, do których dało się to zrobić, i informacja na stronie WWW, to za mało. – Zarząd bacznie obserwuje, jak się potoczy ta sprawa – mówi nam przedstawiciel firmy z tej branży. Zwraca uwagę, że Bisnode zaskarżyło decyzję urzędu do sądu. Od wyroku zależy, czy działanie wywiadowni w ogóle będzie miało sens. – Jeśli wykładnia przyjęta przez UODO zostałaby podtrzymana, uderzenie w podstawy działalności całej branży byłoby bardzo mocne – przekonuje Sławomir Kowalski z kancelarii Maruta Wachta.

Firmy zajmujące się prześwietlaniem przedsiębiorców na zlecenie trzymają kciuki za lidera branży. Bisnode zapowiada, że zaskarży karę miliona złotych, jaką nałożył na nią Urząd Ochrony Danych Osobowych. UODO uważa, że wywiadownia nie dopełniła obowiązku poinformowania przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą jako osoby fizyczne o tym, że przetwarza ich dane. Według Bisnode koszt przesłania takiej informacji był na tyle duży, że można to było uznać za nadmierne obciążenie, co z obowiązku zwalnia.

Koszty – nawet 30 mln zł – to jedna sprawa. Druga to „operacyjność” biznesu. Andrzej Osiński, prezes ukaranej spółki, zwraca uwagę, że ważną rolę w działalności wywiadowni odgrywa czas. Klient musi czasem bardzo szybko uzyskać informację, czy podmiot składający mu jakąś ofertę biznesową jest wiarygodny.

– Wywiadownie dostarczają dane o przedsiębiorstwach oraz analitykę do podejmowania decyzji w ułamku sekundy, co trudno pogodzić z czasem wysyłki listów tradycyjnych liczonym w dniach roboczych – mówi.

Inne firmy z branży, choć po cichu kibicują Bisnode, to oficjalnie uważnie dobierają słowa. Ich wypowiedzi można czytać tak: miejmy nadzieję, że interpretacja UODO się nie utrzyma w sądzie.

Joanna Jurczak, odpowiedzialna za ochronę danych w Euler Hermes, mówi, że nie ma jednego odgórnie ustalonego sposobu wykonania obowiązku informacyjnego. A w przypadku przedsiębiorców, których dane są ujawniane w rejestrach publicznych, świadomość powszechnego dostępu do tych danych jest wyższa niż u konsumentów.

– Wiedzą, że ich dane są jawne i że to służy pewności obrotu – mówi Jurczak.

Szymon Wiliński, dyrektor ds. sprzedaży informacji w Coface, zauważa, że kij ma dwa końce: jeśli dane o przedsiębiorcy nie będą transparentne, to może mieć on problem z pozyskaniem kontrahentów. I to jemu powinno zależeć na przejrzystości obrotu, którą poprawiają takie firmy jak wywiadownie gospodarcze.

– Transparentność uwiarygadnia, ale i pozbawia anonimowości. Lecz pojawia się pytanie: czy partnerzy biznesowi zechcą współpracować z firmą, o której niewiele wiedzą. Każdy przedsiębiorca powinien sobie odpowiedzieć na to pytanie, zanim skorzysta w sposób radykalny z „parasola RODO” – mówi Wiliński.

Sławomir Kowalski, partner w kancelarii Maruta Wachta, podkreśla, że orzeczenie UODO dotyczy danych umieszczanych w rejestrach publicznych. Przedsiębiorcy, którzy je tam zostawiają, muszą zdawać sobie sprawę, że mogą one być przetwarzane właśnie po to, by poprawić przejrzystość obrotu.

– A urząd, wydając decyzję, uznał, że obowiązek poinformowania ich o tym należy wykonać, bez względu na koszty. I trudno go wyłączyć bez względu na okoliczności. Co jest sprzeczne z ideą przepisu, który to reguluje – mówi mecenas Kowalski. Dodaje, że gdyby sąd podzielił zdanie UODO, to na baczności powinny się mieć wszyscy ci, którzy pozyskują dane z zewnętrznego źródła i chcą je wykorzystać we własnym biznesie. Dotyczy to wielu branż, choćby giełd wierzytelności.

Dla Jeremiego Mordasewicza, eksperta Konfederacji Lewiatan, sprawa ma szerszy kontekst. Jeśli wywiadownie nie będą mogły działać tak sprawnie jak dziś, to trudno mówić o skutecznym zwalczaniu zatorów płatniczych. Nasza gospodarka ma strukturalny problem z egzekwowaniem płatności w obrocie. Według wyliczeń biura informacji gospodarczej Info Monitor w niektórych branżach, jak w budownictwie, nawet 60 proc. firm ma problem z uzyskaniem zapłaty. A ostatnia edycja raportu Krajowego Rejestru Długów o należnościach przedsiębiorstw podaje, że mimo dobrej koniunktury moralność płatnicza w polskich firmach się pogorszyła: „indeks należności przedsiębiorstw” spadł pod koniec 2018 r. do 89,2 pkt – to o 0,6 pkt mniej niż jeszcze trzy miesiące wcześniej i 2,9 pkt mniej niż rok wcześniej. Jeremi Mordasewicz uważa, że jeśli wywiadownie gospodarcze nie będą mogły efektywnie działać, to dochodzenie należności może być jeszcze trudniejsze. Poprawianie sobie płynności finansowej poprzez świadome opóźnianie zapłaty już jest powszechne.

Pierwsza w Polsce i jedna z pierwszych w Europie RODO kara dla firmy z Warszawy

Transparentność obrotu podnosi wiarygodność przedsiębiorcy