O ich wskazanie poprosiliśmy ekspertów. I nie sposób uciec od wrażenia, że choć opisują oni to, co już się wydarzyło, to przy wyborze dużo myśleli o przyszłości.
Niczym tak mocno nie żyje ulica, jak głośnym procesem karnym. Ostatnie lata to spektakle sądowo-telewizyjne: sprawa mamy Madzi, sprawa śmierci Ewy Tylman czy utopienia małego Michałka. Ale i tak są one niczym wobec tego, co działo się przed laty. Bez internetu, bez mediów społecznościowych, nawet bez telewizji. A i tak pół Polski pasjonowało się właśnie sprawami zabójstw i wielkich przekrętów.
Bodaj najgłośniejsza polska sprawa karna to poszlakowy proces Rity Gorgonowej, którym żył cały kraj w latach 1932–1934.
Gorgonowa, guwernantka, trafia w 1932 r. na ławę oskarżonych. Postawiono jej zarzut zabójstwa córki architekta, któremu prowadziła dom i z którym była w związku.
Zbrodnię miał dostrzec Staś, brat zabitej dziewczynki. Uważał on, że sprawczynią była Gorgonowa, którą poznał m.in. po futrze. Sęk w tym, że pokój, w którym dokonano zabójstwa, był kiepsko oświetlony, a Staś widział sprawcę od tyłu. Dyskusyjne więc było to, na ile w rzeczywistości chłopak widział Gorgonową, a na ile wydawało mu się, że to ona.
Oskarżona nie przyznawała się do winy. Zebrano przeciwko niej wiele poszlak, ale – no właśnie – były to tylko poszlaki. Nie przeszkadzało to jednak ulicy wydać wyroku: zabójczyni. Maurycy Axer, wybitny adwokat, obrońca Gorgonowej, grzmiał na sali sądowej, że „ulica już wydała wyrok na Gorgonową”, sugerując, że sąd nie powinien podążać za głosem ludu.