Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie w sprawie ujawnienia umów cywilnoprawnych zawieranych z wykładowcami prowadzącymi zajęcia dla aplikantów. Z uzasadnienia decyzji NSA wynikało, że stołeczny samorząd nie potrafił prawidłowo postawić zarzutów, wskutek czego skargi nie dało się rozpatrzeć merytorycznie.
Reklama
Rada próbowała zakwestionować orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie dotyczące wniosku o udostępnienie informacji publicznej z 2016 r. (II SAB/Wa 798/15) złożonego przez Fundację Badań nad Prawem. Organizacja żądała od warszawskiej ORA przedstawienia skanów umów-zleceń i umów o dzieło związanych ze szkoleniem aplikantów adwokackich. Rada odmówiła, wymawiając się tym, że fundacja nie powołała się wprost na przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej. WSA zauważył jednak, że ORA podjęła uchwałę o odmowie udostępnienia informacji o umowach, traktując wniosek jako żądanie w trybie wspominanej ustawy. Uznała jedynie, że wykaz interesujących fundację umów nie stanowi informacji publicznej. WSA nie miał wątpliwości, że tego rodzaju dane – jako że dotyczą zasad funkcjonowania i majątku organów samorządów zawodowych – należą do katalogu informacji podlegających udostępnieniu obywatelom. A rada adwokacka jest podmiotem zobowiązanym do ich udzielenia.
Warszawska ORA nie dała za wygraną i złożyła skargę kasacyjną. Zrobiła to jednak bardzo nieudolnie, co znalazło wyraz w druzgocącej ocenie NSA (sygn. akt I OSK 1587/16). – Zarzuty są tego rodzaju, że nie pozwalają przejść do merytorycznego rozpoznania sprawy – przyznał na ubiegłotygodniowej rozprawie Wojciech Jakimowicz, sędzia sprawozdawca. NSA wytknął adwokatom, że w skardze kasacyjnej podniesiono zarzut naruszenia przepisów ogólnych określających kompetencje sądu administracyjnego w fazie orzekania.
– Jeśli zarzuca się mu dokonanie wadliwego procesu kontroli, to trzeba przede wszystkim powiedzieć, czego sąd nie dostrzegł i co źle ocenił. Nie można poprzestać na podaniu samych norm wskazujących jego kompetencje – wyjaśniał sędzia sprawozdawca. Zasugerował także, że autorzy skargi nie rozumieją, na czym polega zarzut naruszenia prawa materialnego.
Za taki uznali bowiem rzekomo wadliwe zakwalifikowanie wniosku fundacji jako należącego do zakresu ustawy o informacji publicznej. – Naruszenie prawa materialnego polega na błędnym zrozumieniu przepisów lub ich niewłaściwym zastosowaniu. A zatem nie można w ramach takiego zarzutu kwestionować oceny stanu faktycznego – podkreślił sędzia NSA.