Złożony w czwartek do Trybunału Postkonstytucyjnego (TP, bo już nie TK) wniosek 50 posłów PiS to zwyczajny wstyd. I nawet sam PiS doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Motywy tego ruchu są czytelne nawet dla dziecka: partia, która ma większość, pozostaje we frustracji, że nie dostała jej tak dużej (2/3), by móc zmienić konstytucję. I tak jak z dzieckiem – za małe, by sięgnąć po słoik z konfiturami, miota się po całym domu i rzuca klockami. A nuż trafi w kogoś dorosłego, kto straci cierpliwość i mu ten słoik poda.
Więc PiS będzie teraz odwoływał I prezesa Sądu Najwyższego. To ruch naturalny po spacyfikowaniu Trybunału Konstytucyjnego, prokuratury, mediów publicznych i zaprezentowaniu pomysłu, w jaki lada dzień rozmontowana zostanie Krajowa Rada Sądownictwa. A jednak PiS swojego wniosku trochę się wstydzi. Poseł Arkadiusz Mularczyk, który w czwartek cały dzień dawał mu twarz, nie chciał się nim wcale pochwalić. Dokument gdzieś jest, może nawet za jakiś czas pojawi się na stronie Trybunału Postkonstytucyjnego, ale – z niejasnych przyczyn – nie został przekazany dziennikarzom. Poseł Mularczyk wił się też, odpowiadając na kolejne pytania o osoby podpisane pod wnioskiem. Wiemy, że nazwisk jest 50. Ale kto konkretnie? Trochę obciach, nikt się nie przyznaje.