Postępowania o nabycie spadku mogłyby trwać krócej, gdyby przepisy zawęziły krąg spadkobierców ustawowych. Zwłaszcza że większość z nich nie jest zainteresowana dziedziczeniem.

To jeden z wniosków z opublikowanego niedawno raportu Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, w którym pochylono się nad problemem przewlekłości postępowań o stwierdzenie nabycia spadku. Jego konkluzje nie są optymistyczne. Jak wynika z analizy akt sądowych, od 2009 r. ponad połowa postępowań trwała średnio trzy-cztery lata (patrz: infografika). Przy czym najkrótsze postępowanie trwało dwa miesiące, a najdłuższe ponad osiem lat. Co ciekawe, problem przewlekłości dotyczy zarówno postępowań, w których spadkodawca pozostawił testament, jak i tych, w których o kolejności dziedziczenia decyduje ustawa.

Dziesiątki spadkobierców

Jakie są tego przyczyny? Doktor Sławomira Kotas-Turoboyska, autorka raportu, zaznacza, że nie da się jednoznacznie wskazać, co ma decydujący wpływ na przewlekłość. Niewątpliwie jest jednak kilka czynników, które powtarzają się w najdłużej trwających postępowaniach. Po pierwsze, na czas trwania wpływają techniczne błędy i niedopatrzenia, nie tylko ze strony sędziów, lecz także pracowników sekretariatów. Na przykład w jednej z najdłużej trwających spraw przez rok nie zrealizowano zarządzenia o przesłaniu akt do biegłego specjalisty. Po drugie, nadmierne obciążenie sądów, które nie nadążają z rozpoznawaniem kolejnych spraw. Istotnym czynnikiem jest również mnogość uczestników postępowania, zwłaszcza dalekich krewnych, nierzadko mieszkających poza granicami kraju. W sprawach, które badano w raporcie, najczęściej zdarzało się, że potencjalnymi spadkobiercami było 20 albo więcej osób.
- Przeprowadzona analiza ujawniła, że osoby daleko spokrewnione ze spadkodawcą nierzadko nie są w ogóle zainteresowane spadkobraniem, a niekiedy dowiadują się o relacji, jaka łączyła ich ze spadkodawcą, dopiero w toku postępowania o stwierdzenie nabycia spadku - wskazuje autorka raportu.
Wnioski? Sytuację w pewnym stopniu mogłaby poprawić zmiana przepisów. Powinna ona polegać na zawężeniu kręgu spadkobierców ustawowych i ograniczeniu udziału dalekich krewnych w spadkobraniu. Tym bardziej że dla większości z nich postępowanie spadkowe to dodatkowy kłopot, a spadkobiercą ostatecznie zostaje ta osoba, która nie zajęła żadnego stanowiska w sprawie.
Resort sprawiedliwości od pewnego czasu pracuje nad nowelizacją prawa spadkowego. Jedną z proponowanych zmian jest właśnie ograniczenie kręgu spadkobierców ustawowych. W projekcie ustawy wyraźnie zaznaczono jednak, że spadkodawca nadal będzie mógł swobodnie zarządzać swoim majątkiem w ramach testamentu.

Spadkobierca za granicą

Anna Çoban, adwokat i partner w Kancelarii Adwokackiej Çoban Legal, potwierdza, że problemy związane z przewlekłością postępowań spadkowych widać w praktyce. Sprawy ciągną się latami, a trudno to zrozumieć przede wszystkim klientom, którzy przedkładają sądowi testament. Jak zaznacza prawniczka, standardowo problemy w postępowaniach, w których sąd ma orzec o spadkobraniu na podstawie testamentu, zdarzają się w sytuacjach, gdy spadkobiercy przebywają za granicą.
- Niestety spotykam się również z tym, że notariusze bardzo często po prostu bez znaczącej przyczyny odmawiają otwarcia testamentu, nawet jeśli krąg spadkobierców jest znany i są oni gotowi stawić się na wezwanie - mówi Anna Çoban.
Codziennością są także problemy związane z doręczeniami.
- Adresy nie są znane, a jeśli są, to często uczestnicy z różnych przyczyn nie odpowiadają. Po wprowadzeniu zmiany w kodeksie postępowania cywilnego w takich sytuacjach sąd nakazuje doręczenie za pośrednictwem komornika. Nawet jeśli jest to w końcu skuteczne, to mija kilka dobrych miesięcy - zaznacza prawniczka.
Podkreśla, że przewlekłość postępowań spadkowych wiąże się z licznymi negatywnymi konsekwencjami dla ich uczestników.
- Od braku możliwości otrzymania środków z rachunków bankowych czy przejęcia nieruchomości, zapłaty rachunków za media, czynszu, spłaty kredytów, po problemy z zarządzaniem przedsiębiorstwem, jeśli ta kwestia nie została wcześniej zabezpieczona. Z tą przewlekłością naprawdę często wiążą się ogromne problemy, a wręcz dramaty. Nie mówiąc już o sytuacji, kiedy jeden z uczestników umrze, co może przedłużyć główne postępowanie o kolejne lata. Bez żadnych wątpliwości niezbędne są zmiany w tym zakresie - podkreśla prawniczka.

Maskowanie problemu

Z kolei Patrycja Wasilewska, aplikantka adwokacka z Kancelarii Adwokackiej Adwokat Karolina Karlińska-Markiewicz, uważa, że szeroki krąg spadkobierców ustawowych to jedynie wierzchołek góry lodowej. Głównym problemem wciąż pozostaje kwestia obciążenia sędziów. Nie bez znaczenia pozostaje też to, że sprawy badane w raporcie toczyły się po 2009 r.
- Na pierwszy rzut oka wydaje się, że statystyki wyglądają źle, należy jednak zwrócić uwagę, iż przeprowadzone badanie obejmuje jedynie sprawy, w których do otwarcia spadku doszło po 28 czerwca 2009 r., tj. po wprowadzeniu instytucji aktu poświadczenia dziedziczenia. Taka czynność jest znacznie szybsza, można ją przeprowadzić przed notariuszem i niewątpliwie często spadkobiercy z niej korzystają. Dlatego przed sądami w znacznej mierze toczą się postępowania bardziej skomplikowane, z większym gronem spadkobierców, które zawyżają statystyki - wyjaśnia Patrycja Wasilewska.
Zaznacza, że dopóki nie zostanie rozwiązany problem obciążeń sędziów, sytuacja raczej nie ma szansy się poprawić.
- Aby wyeliminować problem przewlekłości postępowań o stwierdzenie nabycia spadku, należałoby sięgnąć do podstawy znacznie większego problemu, tj. zbyt wielu spraw przypadających na jednego sędziego. Zawężenie grona spadkobierców jest jakimś rozwiązaniem, jednak w mojej opinii jedynie pozornym, które może zamaskować problem przewlekłości w tego typu sprawach, nie zaś całkowicie go wyeliminować czy choćby znacząco ograniczyć - kwituje Patrycja Wasilewska.
Lata oczekiwania na nabycie spadku / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe