Największe absurdy walki z internetowym piractwem

Organizacje zwalczające piractwo prześcigają się w sposobach na utrudnienie życia osobom, które w nielegalny sposób pobierają i udostępniają treści objęte ochroną praw autorskich. Niestety coraz częściej największymi ofiarami tej antypirackiej wendety padają zwykli internauci, którzy często są „karani” za swoją uczciwość. Prezentujemy największe absurdy walki z piractwem.

internet, smartfon, tablet

żródło: ShutterStock

Podatek od piractwa

Opłata reprograficzna (nazywana potocznie „podatkiem od piractwa”) w Polsce doliczana jest obecnie m.in. do cen czystych nośników CD i DVD, drukarek nagrywarek czy też komputerów. Ma ona stanowić coś w rodzaju rekompensaty za to, że internauci przy ich pomocy dokonują często kopii utworów chronionych prawami autorskimi.

I nie ma tu znaczenia czy jesteś uczciwym internautą i dokonujesz kopii na własny użytek, czy też piratem, które przygotowuje 1000 kopii filmu na sprzedaż. Wszyscy jesteśmy pośrednio zmuszeni do płacenia „podatku od piractwa” za sam fakt posiadania danego urządzenia czy też nośnika.

Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi postanowiły jednak pójść krok dalej. Do MKiDN złożono już kilka projektów zmian rozporządzenia, które określa, jakie urządzenia są obciążone opłatą reprograficzną. ZAiKS i spółka walczą o to, aby „podatkiem od piractwa” objęte były dodatkowo smartfony, laptopy oraz tablety. Opłata miałaby wynieść 2 proc. wartości każdego urządzenia. To kolejny pomysł, który uderzy nie w piratów, ani nawet w wielkie korporacje, ale w zwykłego konsumenta, który po raz kolejny zapłaci najwięcej za walkę z piractwem.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
statystyki

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!