Autopromocja

Styczyński: Prywatność? Na co to komu?

Jakub Styczyński, dziennikarz Gazety Prawnej
Jakub Styczyński, dziennikarz Gazety PrawnejDziennik Gazeta Prawna / Wojtek Gorski
28 czerwca 2016

Amerykanie składają dużo głupich pozwów. Brak instrukcji, że w samochodzie zawsze trzeba trzymać ręce na kierownicy, szok wywołany faktem, że kawa w Starbucksie jest zbyt gorąca lub zawiera zbyt mało mleka albo zarzut o „plagiatowanie” ciszy w swoim utworze przez jednego z muzyków.

Problem w tym, że w Europie powoli pojawiają się pomysły na przenoszenie niektórych pozwów na grunt naszego prawa (jak np. sprawa Volkswagena czy bojkot gigantów technologicznych). Warto sobie jednak zadać pytanie, czy na pewno chcemy inspirować się wszystkimi absurdalnymi zarzutami, jakie przychodzą do głowy Jankesom.

Wkrótce Facebook będzie musiał zmierzyć się z pozwem zbiorowym Amerykanów, którzy są oburzeni, że portal skanuje ich prywatne wiadomości. Na ich podstawie prezentuje im bardziej dostosowane treści reklamowe. Ale dlaczego użytkowników to dziwi? Kto powiedział, że platforma społecznościowa do dzielenia się wszystkim „jak leci”, ma im gwarantować pełnię prywatności? Czat działa przecież w ramach strony i nie ma regulacji mówiących o tym, że stanowi tajną korespondencję. Użytkownicy powinni sobie zdawać sprawę, że Facebook jest jak dom znajomego. Wchodząc do niego, zgadzają się na pewne ustępstwa i reguły. Nie wypada więc wydzierać się na gospodarza, że ma brzydkie meble czy brudną podłogę w kuchni. To czysta hipokryzja zwłaszcza tych użytkowników, którzy chętnie dzielą się z portalem każdym szczegółem swojego życia. Nikt ich już nie obnaża – sami to robią. Dla nich stratą czasu jest czynność nieudokumentowana na Facebooku, Instagramie, YouTubie czy Twitterze.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png